80 podmiotów, tysiące osób. Trwa wielki test za pieniądze od państwa

80 podmiotów i ok. 5 tys. pracowników uczestniczy w pilotażu skróconego czasu pracy. Przedsiębiorcy, z którymi rozmawialiśmy, wskazują, że są zadowoleni z pierwszego półrocza i nie wykluczają, że taki model pracy pozostanie w jakiejś formie także po wygaśnięciu programu w 2027 r. Mówią też o wadach projektu i problemach do rozwiązania.

Agnieszka Dziemianowicz-Bąk wierzy w skrócony czas pracyAgnieszka Dziemianowicz-Bąk wierzy w skrócony czas pracy
Źródło zdjęć: © PAP | Radek Pietruszka
Piotr Bera

- Zgodnie z naszymi przewidywaniami i planami wszystko działa tak, jak miało być. Firma funkcjonuje i rokowania nie są złe - mówi money.pl Sławomir Szwaja, prezes spółki Marina Kamień Pomorski, która otrzymała z ministerstwa 200 tys. zł.

Jesienią ubiegłego roku firma zarządzająca portem jachtowym i obsługująca 290 miejsc na wodzie i lądzie zapowiadała, że z ministerialnych środków zainwestuje w automatyzację. I tak się stało.

- W tym sezonie działa system automatycznego parkingu. Zmodernizowaliśmy w znacznej części monitoring. Te środki również wykorzystujemy na wynagrodzenie w takiej części, w jakiej zgodnie z programem możemy to zrobić. I jest bonus dla firmy. Zaoszczędzone środki możemy przeznaczyć na inne rzeczy. Wszystkie te nasze plany są realizowane i przynoszą oczekiwany efekt - przekonuje Szwaja.

Przeniósł fabrykę z Chin do Polski. Nie gryzie się w język

Program za miliony złotych

Przypomnijmy, że pilotażowy program "Skrócony czas pracy - to się dzieje!" prowadzi Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Budżet programu sięga 50 mln zł, z czego większość, bo ponad 37 mln zł trafi do samorządów i podległych im jednostek. Zdaniem ministry Agnieszki Dziemianowicz-Bąk jest to "krok cywilizacyjny". Dzięki temu pracownicy mają mieć więcej czasu na życie rodzinne, co jest niezwykle ważne w kontekście katastrofy demograficznej w Polsce.

To nie jest wielkie wyzwanie logistyczne, żeby przy nieznaczącym skróceniu czasu pracy zapewnić funkcjonowanie firmy. Tak jak w życiu prywatnym - jak mamy na coś mniej czasu, to możemy się bardziej zorganizować. Klienci zmiany nie odczuwają, a pracownicy mają dodatkowy bonus - twierdzi Szwaja.

W pierwszym kwartale Marina skróciła czas pracy do 6 godz. 45 min. dziennie, natomiast w drugim kwartale do 7 godz. 30 min.

- 30 minut mniej pracy było prawie niezauważalne - mówi nasz rozmówca. W jego firmie w pilotażu biorą udział wszyscy, czyli 10 osób. Ponadto w sezonie (od maja do końca października) Marina, tak jak co roku, zatrudnia dodatkowe dwie lub trzy osoby na umowę zlecenie. Ich program nie obowiązuje.

Prezes spółki zapowiada, że po zakończeniu pilotażu czas pracy w sezonie skracany nie będzie. Co innego zimą, gdy "obciążenie jest niższe" i pracownicy idą na urlop.

- Nie oznacza to, że pracy nie ma wcale, bo mamy mnóstwo jednostek do wyciągania z wody. Ostatni kwartał roku będzie dla nas największym wyzwaniem. Ale mam nadzieję, że sobie poradzimy. Teraz zbieramy doświadczenia, przygotowujemy się do końcówki roku i myślę, że nie dojdzie do zakłóceń w funkcjonowaniu firmy - deklaruje Szwaja.

Wiele wskazuje na to, że Marina częściowo pozostanie ze skróconym czasem pracy w 2027 r. Poza szczytem, bo wtedy na pokładzie potrzebne są wszystkie ręce. W pozostałym okresie skrócenie dnia roboczego o co najmniej 30 minut jak najbardziej jest możliwe.

Wiek emerytalny do zmiany. Co gdy kobieta nie ma dziecka? Oto propozycja

Odpoczynek lub więcej pieniędzy

O kontynuacji myśli też Krzysztof Liszka z firmy Expert-Sales, która otrzymała dofinansowanie w wysokości 100 tys. zł na projekt "Pracuj Mądrzej: e-Commerce bez Piątku! Pilotaż 4-dniowego tygodnia".

- Wszystko przebiega zgodnie z harmonogramem. Jesteśmy małym przedsiębiorstwem. Byliśmy przygotowani na zmiany i wszystko się sprawdza - ocenia Liszka. Gdy rozmawialiśmy z nim jesienią ubiegłego roku, przedsiębiorca wskazywał, że 80 proc. ministerialnych środków pokryje koszty dnia wolnego dla pracownika.

Nasz rozmówca podkreśla teraz, że wyzwaniem będzie ostatni kwartał. W branży e-commerce to szczególny okres związany ze wzmożonymi zakupami przed Bożym Narodzeniem. To ma być sprawdzian. - Wtedy zobaczymy, czy faktycznie to działa - mówi Liszka.

W programie uczestniczy pięć z sześciu zatrudnionych osób. Po zakończeniu pilotażu grupa wspólnie podejmie decyzję, co dalej z dodatkowym dniem wolnym. Liszka nie wyklucza, że możliwy będzie powrót w piątek do pracy, ale w ramach wykonywania zadań dodatkowych, które przyniosą firmie "większy efekt finansowy" i jednocześnie pracownik sam zarobi więcej.

Będziemy rozmawiać, czy pracownicy chcą odpocząć i zarabiać tyle samo, czy pracować pięć dni przy większej liczbie obowiązków, ale za większe wynagrodzenie - wyjaśnia.

Liszka wspomina jednak o modyfikacji. Założeniem programu było to, że w piątek nikt nie pracuje, co jest problematyczne w przypadku nagłych zdarzeń. Dlatego, jeśli firma pozostanie przy czterodniowym tygodniu pracy, dojdzie do reorganizacji. Część pracowników będzie miała wolne w piątek, inni np. w poniedziałek.

Będzie to możliwe, gdyż tak jak w przypadku Mariny, Expert-Sales mierzy efektywność wykonanych zadań od ich realizacji. Okazuje się, że część zadań można wykonać szybciej.

W podobnym tonie wypowiada się Małgorzata Hołubiec z Fundacji Rozwoju Regionu Łukta działającej na Warmii i Mazurach od 1995 r. Jej celem jest m.in. wspieranie przedsiębiorczości w regionie oraz inicjatyw lokalnych. Tu ministerialny program objął cały 10-osobowy zespół.

Jesteśmy bardzo zadowoleni. Pracownicy raz na dwa tygodnie są w biurze dzień mniej. Mamy grafik i dostosowujemy go tak, żeby zawsze ktoś był na posterunku i nie ucierpieli klienci - mówi szefowa fundacji.

Nie oznacza to, że fundacja nie boryka się z problemami. Te mają dotykać kierownictwa.

- Jesteśmy przyzwyczajeni do pracy, w której gdy trzeba coś zrobić, to po prostu realizujemy zadania. Jestem przykładem, czasem jest ciężko, gdyż nie mogę przekroczyć wymaganego w pilotażu czasu pracy. Kierownictwo odpowiada na wiadomości zawsze i wszędzie, nie rozliczamy nadgodzin. Odpowiedzialność jest wtedy większa i pracuje się więcej. Nie mam sztywnego grafiku. Teraz jest to problematyczne. Zgłaszaliśmy do ministerstwa to zagadnienie, żeby przyjrzeć się temu bliżej - opowiada Hołubiec i dodaje, że fundacja jest "bardzo fajnym podmiotem do testowania".

- Jesteśmy bardzo doświadczonym podmiotem prywatnym działającym w sferze publicznej. Nie obowiązują nas, tak jak samorządów, uchwały rady gminy np. o sztywnym czasie pracy. Z tego powodu możemy szukać różnych rozwiązań, które będą cenne dla nas i ministerstwa - kontynuuje Hołubiec.

Zgodnie z założeniami programu czas pracy w pierwszym półroczu musiał zostać skrócony o co najmniej 10 proc. (w stosunku do łącznej liczby godzin pracujących objętych pilotażem w analizowanym okresie). W drugim półroczu czas pracy trzeba skrócić o minimum 20 proc. Jednocześnie pracodawcy nie mogą obniżyć pensji.

W Fundacji Rozwoju Regionu Łukta oznacza to, że w drugiej połowie roku dodatkowy dzień wolny będzie przysługiwać w każdym tygodniu. Żeby zapewnić optymalną obsadę, zespół wypełnia grafik na sześć miesięcy.

Firmy "wydeptują ścieżki"

Fundacja na przeprowadzenie pilotażu otrzymała 200 tys. zł. Z tych środków zakupiono m.in. program do księgowości, bo wcześniejszy miał nie spełniać warunków i nie ułatwiał zarządzania czasem pracy. Ponadto z dotacji współfinansowane są wynagrodzenia. O premii nie ma jednak mowy.

Hołubiec mówi, że skrócony czas pracy to jeden z powodów, dla których fundacja prawdopodobnie zatrudni kogoś na umowę zlecenie.

Pojawiła się dziura wynikająca z niezaplanowanej absencji w księgowości. I teraz trzeba ją zasypać. Niezaplanowane zdarzenia, jak choroby oraz zaplanowane wcześniej urlopy, mogą się skumulować, co przy krótszym czasie pracy staje się problematyczne - słyszymy.

Nie brakuje też innych dylematów.

- Jest grafik, pracownik ma wyznaczony dzień wolny z tytułu skróconego czasu pracy, ale w tym czasie przebywa na urlopie. Czy w takim razie należy mu się ten dzień wolnego w innym terminie? - zastanawia się Hołubiec. - Podobnie jest w przypadku zwolnienia lekarskiego. Czy pracownikowi przysługuje kolejny dzień wolny, jeśli w dniu bez pracy w ramach pilotażu był chory? To trzeba wszystko zweryfikować pod kątem prawa pracy. Po to ustalamy grafik na pół roku do przodu, żeby każdy wiedział, kiedy ma urlop i nie brał go, kiedy ma wolne w ramach pilotażu - dodaje.

Jak mówi, to nie jest jasne. - Ministerstwo czeka jednak na sygnał od nas, w jaki sposób to rozwiązaliśmy. Dali nam do zrozumienia, że to my testujemy krótszy czas pracy i wypracowujemy mechanizmy działania. Resort zbiera informacje od wszystkich uczestników, a potem przyjdzie czas na wyciąganie wniosków. To jednak nie jest wymówka, bo bierzemy pełną odpowiedzialność za ten pilotaż, żeby wszystko było zgodne z prawem pracy - mówi nasza rozmówczyni.

Jednocześnie fundacja zastanawia się, co powinna zrobić, gdyby pracownik wrócił do pracy po dłuższej nieobecności, np. trzech miesiącach. Czy mógłby odebrać "uzbierane" i niewykorzystane dni wolne wynikające ze skróconego czasu pracy?

- Z punktu widzenia pracodawcy taka prośba nie jest zasadna, ale jeszcze będziemy to sprawdzać - deklaruje Hołubiec.

O "wydeptywaniu ścieżek przez przedsiębiorców" mówiła na początku programu ministra Dziemianowicz-Bąk. - Projekt pilotażowy będzie mieć charakter oddolny - to sami przedsiębiorcy i pracownicy wypracują i przetestują rozwiązania dopasowane do swoich firm. To przedsiębiorcy i pracownicy wydeptują ścieżki, my je później utwardzamy - stwierdziła we wrześniu 2025 r. członkini rządu.

Pilotaż trwa do końca roku. Przedsiębiorcy, poza składaniem raportów kwartalnych, mają do 15 maja 2027 r. czas na złożenie raportów końcowych. W sumie do wzięcia udziału w pilotażu zgłosiły się 1994 firmy.

Piotr Bera, dziennikarz money.pl

Wybrane dla Ciebie