eksport (strona 9 z 29)

Janusz Piechociński radzi Tuskowi i apeluje do rolników. "Nie tędy droga"
4:55

Janusz Piechociński radzi Tuskowi i apeluje do rolników. "Nie tędy droga"

Gdyby zadzwonił do pana Donald Tusk i zapytał: "Janusz, co ja mam zrobić z tymi rolnikami", to co by mu pan doradził? – pytał Paweł Pawłowski w programie "Newsroom" WP Janusza Piechocińskiego, byłego premiera i ministra gospodarki. – To jest w tej chwili próba sprowadzenia konfliktu, który eskalował, do miejsca, w którym powinien się on znajdować: do stołu i do rozmów, do szukania rozwiązań – powiedział były premier. – To wszystko w obliczu wojny, które weszła w trzeci rok, poważnie bije w nasz wizerunek. Ostatnio lepszym krajem do tranzytu jest Rumunia. Przez ten kraj wypłynęło 14 mln ton ziarna ukraińskiego. Poprzednia ekipa z dużą łatwością rzucała proste rozwiązania problemów na konferencjach prasowych. Zarządzono interwencyjny skup malin, a osoba, która bezprzetargowo została wyłoniona, znalazła się na listach wyborczych PiS. Dużo niepraktycznego zadęcia politycznego i uciekania – z tym mieliśmy do czynienia. Nie tędy droga. Trzeba się cieszyć z deklaracji o dodatkowych działaniach osłonowych i z tego, że Bruksela zmienia myślenie na temat wsparcia rolników i Zielonego Ładu. Ale trzeba pamiętać, że zdrowa żywność to także Zielony Ład. Postulat tak bardzo przez wszystkich pożądany. Ostatnia, najważniejsza sprawa i apel do rządzących – nie wolno ustawać w promocji eksportu i w poszukiwaniu nowych rynków zbytu dla polskich produktów. Po zajęciu Krymu zostaliśmy z wysokim plonem jabłek, ale wprowadziliśmy cydr, wypromowaliśmy polskie jabłko. I to się udało. Nie było zysku, ale nie było przede wszystkim marnowania. W tej chwili koncentrujemy się na tym, ile traktorów przyjedzie do Warszawy i co będzie na banerach. A ja mam apel do rolników: trzeba ograniczyć skalę emocji, trzeba przejść do racjonalnego działania i wspomóc tych, którzy są w trudnej sytuacji. Najważniejsze jest zachowanie ciągłości produkcji, bo inaczej gospodarstwa upadną – alarmuje Piechociński.
Paweł Pawłowski Paweł Pawłowski
Bruksela ma dobre prognozy dla Polski. Teraz zaciskajmy kciuki za Niemcy
4:12

Bruksela ma dobre prognozy dla Polski. Teraz zaciskajmy kciuki za Niemcy

Komisja Europejska prognozuje, że wzrost gospodarczy w Polsce przyspieszy w 2024 r. do 2,7 proc. To powód do optymizmu? - Liczby, na które patrzymy, są za ten rok i poprzednie lat. One nie są proste do interpretacji, bo mieliśmy ogromne zmiany stanu zapasów związane z wojną i niepewnością gospodarczą - ocenił w programie "Newsroom" WP prof. Witold Orłowski z Akademii Finansów i Biznesu Vistula. - Wyniki gospodarcze w 2022 r. były mocno napompowane, w zeszłym roku mieliśmy już do czynienia ze spadkiem zapasu. Dobre jest to, że będzie rosnąć konsumpcja i inwestycje, ale duży niepokój jest wokół naszego eksportu. Nasz główny partner handlowy, Niemcy, ma duże problemy. Tam jest w tej chwili techniczna recesja, czekamy na ożywienie. Biorąc to pod uwagę, nasz wzrost gospodarczy powinien wynieść 2-3 proc., czyli wracamy do normalności, ale szaleństw nie będzie. W przyszłym roku będzie podobnie. Dlaczego nie mówię o 5-6 proc.? Efektem polityki ostatnich lat jest załamanie w inwestycjach. Przez lata za mało inwestowaliśmy i dziś nie ma co liczyć na szybki wzrost wydajności pracy, mamy problem z podażą pracy. Natomiast myślę, że jeśli nic złego na świecie się nie wydarzy, wejdziemy na ścieżkę solidnego wzrostu. Będzie to czas stabilności gospodarczej, ale nie wolno zapominać o wojnie, nie widać także końca problemów w Niemczech - dodaje ekspert.
Patrycjusz Wyżga Patrycjusz Wyżga