WAŻNE
TERAZ

Jeden szczegół zmienił wszystko. Oto kulisy afery wokół senatora KO

gospodarka (strona 38 z 380)

Mało kto wie. Polacy zbudowali największego gracza w Europie
WIDEO

Mało kto wie. Polacy zbudowali największego gracza w Europie

BLIK to polski system płatności mobilnych oparty na bankowych aplikacjach. Pozwala płacić w internecie, w sklepach, wypłacać gotówkę z bankomatów czy wykonywać przelewy na numer telefonu. Według danych spółki z rozwiązania korzysta co miesiąc 19,5 mln Polaków, a w szczytowych momentach system obsługuje 300 transakcji na sekundę. W 2024 r. przychody Polskiego Standardu Płatności, operatora BLIK-a, wyniosły ponad 420 mln zł, a marża EBITDA sięgnęła 60 proc. - Jesteśmy jedyną rentowną spółką tego typu w Europie. Patrząc na globalne benchmarki, myślimy o statusie podwójnego jednorożca, czyli wycenie 2 miliardów dolarów - mówił Dariusz Mazurkiewicz, prezes BLIK, w "Biznes Klasie". - Użytkownicy bardzo często są zaskoczeni, gdy mówimy im, że BLIK jest polskim rozwiązaniem - przyznaje prezes. Powstał on dekadę temu i szybko stał się jednym z najczęściej używanych systemów płatniczych w Polsce, co stało się ewenementem na skalę europejską. W ciągu 10 lat istnienia firmy użytkownicy wykonali 7 mld transakcji, a ich łączna wartość zbliżyła się do biliona złotych. - Jesteśmy najwięksi, ale ta pozycja nie jest nam dana raz na zawsze. To, co nas napawa największą dumą i pozwala nam stanąć na najwyższym stopniu podium nawet w skali globalnej, a niekoniecznie tylko europejskiej, to jest poziom wykorzystania systemu BLIK w najszybciej rosnącym segmencie detalicznym, jakim jest cyfrowy handel, e-commerce szeroko rozumiany. Tutaj penetracja, taka adaptacja na polskim rynku, zdecydowanie przekracza 70 proc. - dodaje Mazurkiewicz.
Łukasz Kijek Łukasz Kijek
Ceny aut spadają. Chińska presja narasta
WIDEO

Ceny aut spadają. Chińska presja narasta

Chińscy producenci samochodów coraz mocniej rozpychają się w Europie. Kuszą niższymi cenami, a ich ekspansja zmusza europejskie koncerny do korekty strategii. O tym jakie konsekwencje czekają europejski przemysł rozmawialiśmy w “Biznes Klasie” z Jakubem Farysiem, prezesem Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego. Według niego niska cena jest obecnie kluczowym narzędziem w rękach chińskich koncernów. - Myślę, że chińscy producenci będą utrzymywali te niskie ceny. Europejscy będą się pewnie dostosowywali. Musimy pamiętać o specyfice produktu – podkreślał. Według niego nowe marki, które dopiero budują swoją pozycję, muszą w ten sposób przyciągnąć klientów. Jednak sam koszt zakupu to tylko część układanki. Prezes PZPM wskazywał, że o realnym powodzeniu chińskiej ekspansji przesądzą trzy elementy: serwis, dostępność części zamiennych i wartość rezydualna, czyli cena odsprzedaży używanego auta. - Kluczowe będzie to, czy chińscy producenci zdecydują się na serwis na wysokim poziomie i czy części będą dostępne w atrakcyjnej cenie - zaznaczał. Faryś zauważył, że europejscy klienci wciąż postrzegają chińskie koncerny jako jedną grupę, bez wyraźnych różnic między markami. - Większość klientek i klientów uczy się dopiero tych marek. Na tym etapie rozwoju rynku firmy są wrzucane do jednego worka pod tytułem chińskie firmy - mówił. Zdaniem prezesa PZPM najbezpieczniejszy pozostaje segment premium. Tutaj przewagę stanowi wieloletnia reputacja marek i związany z nimi prestiż. - Nawet jeżeli chińskie firmy zaproponują produkt wyśmienitej jakości, on może być lepszy od porównywalnego pojazdu premium, to myślę, że jeszcze trochę potrwa, zanim wejdą do premium - podsumował Faryś.
Łukasz Kijek Łukasz Kijek