WAŻNE
TERAZ

Iran bierze odwet. Rakiety lecą w kierunku Izraela

koronawirus (strona 76 z 258)

Szpitale zasypane śmieciami, do tego brakuje spalarni. "Problem jest ogromny"
WIDEO

Szpitale zasypane śmieciami, do tego brakuje spalarni. "Problem jest ogromny"

Przedsiębiorstwa zajmujące się odpadami medycznymi mają ręce pełne roboty. W dobie pandemii koronawirusa szpitale są zasypane śmieciami. Jak wygląda gospodarka odpadami w tym trudnym okresie? - Odpady medyczne to obecnie bardzo palący problem - dosłownie i w przenośni. Ze względu na covid, ilość wytwarzanych odpadów jest znacznie większa niż przed pandemią. To jest główny problem. Placówki medyczne, w szczególności szpitale, wytwarzają znacznie więcej odpadów niż przed pandemią. W porównaniu rok do roku jest to o 30-40 proc. więcej odpadów, a niektóre placówki wytwarzają nawet 100 proc. więcej odpadów - powiedział w programie "Money. To się liczy" Paweł Gunciarz, członek zarządu Remondis Medison. - Sporym wyzwaniem jest obecnie utrzymanie płynnego odbioru odpadów. W Polsce liczba instalacji, które są w stanie zutylizować odpady medyczne nie jest wystarczająca. Są rejony, które w ogóle nie mają takich instalacji. W Polsce obowiązuje zasada bliskość, która obecnie może nie jest priorytetowa, ze względu na nadmiar odpadów szukamy miejsca do utylizacji praktycznie w każdej części kraju. Problem jest ogromny. Szpital, który wytwarza więcej odpadów, ze względu na zagrożenie bakteriologiczne i epidemiologiczne, nie jest w stanie przetrzymywać tych odpadów na zewnątrz. Magazyny, miejsca składowania odpadów medycznych muszą spełniać określone normy. Instalacja, która może spalić tonę czy dwie w ciągu godziny, nie spali nagle trzech czy czterech ton, to są przede wszystkim ograniczenia techniczne, ale też ograniczenia decyzyjne. Firmy, jak nasza, mierzą się obecnie z ogromnym problemem. W ciągu ostatnich lat powstało za mało spalarni - dodał Gunciarz w rozmowie z money.pl.
Paweł Orlikowski Paweł Orlikowski
Liczba zgonów drastycznie rośnie. Prof. Simon: duża liczba jest nierejestrowana
WIDEO

Liczba zgonów drastycznie rośnie. Prof. Simon: duża liczba jest nierejestrowana

Dotąd na COVID-19 lub choroby współistniejące zmarło w Polsce nieco ponad 20 tys. osób. Oficjalne dane dot. liczby ofiar koronawirusa w Polsce są zaniżone? - Dane, które podawano, to byli pacjenci objawowi, czyli mniej więcej 1/5 wszystkich dziennych zakażeń, przy śmiertelności 500 czy 600 osób. Jednego dnia 500, po 10 dniach 5 tysięcy, a po miesiącu - 15 tysięcy. I jedno miasteczko w Polsce znikało z powierzchni ziemi, a do tego duża liczba zgonów, których nie rejestrujemy, ale wzrasta, bo zakłady pogrzebowe nas informują. To osoby, które z różnych powodów nie były w stanie dotrzeć do służby zdrowia - powiedział w programie "Newsroom" prof. Krzysztof Simon, kierownik wrocławskiej kliniki chorób zakaźnych. Pytany o porównanie z liczbą zgonów w Niemczech, gdzie przy ponad dwa razy większej liczbie ludności na koronawirusa zmarło 19 tys. osób, prof. Simon odparł, że wynika to z tego, iż Niemcy są dużo bardziej uporządkowani, przestrzegają restrykcji i dostosowali się do obostrzeń. - Jednak to restrykcje prowadzą do zahamowania zakażeń. W Polsce w maju, gdy zaczynała się walka wyborcza, nikt niczego nie przestrzegał. GIS nie wiadomo dlaczego poluzował restrykcje, takie idiotyczne, jak na weselach czy mszach. Były jakieś ruchy antycovidowe, ba, wypowiadali się jacyś niemądrzy, utytułowani pseudonaukowcy, którzy mówili, że to wszystko jest bzdura i spisek koncernów - wyjaśnił.
Sebastian Ogórek Sebastian Ogórek
Paweł Orlikowski Paweł Orlikowski