wydatki na święta

Szczyt dynamiki wzrostu cen żywności. "Sałatka jarzynowa droższa, bo cenę podbija majonez"
15
4:34

Szczyt dynamiki wzrostu cen żywności. "Sałatka jarzynowa droższa, bo cenę podbija majonez"

- W całej inflacji mamy nośniki energii, które ceny bardzo podbijają. Martwi także inflacja bazowa, która ma duży wpływ na koszyk produktów podstawowych i wynosi obecnie 11,4 proc. - powiedział w programie "Newsroom" dr Jakub Olipra, starszy ekonomista z Banku Credit Agricole. - Dochody gospodarstw domowych nie rosną tak szybko jak inflacja. Nasza siła nabywcza maleje, bo nasze wynagrodzenia nie nadążają za wzrostem cen. Jeśli chcemy utrzymać poziom wydatków z poprzednich świąt, musimy to zrobić kosztem oszczędności lub kosztem konsumpcji innych dóbr. W przypadku tradycyjnej sałatki jarzynowej kluczowa jest cena warzyw i majonezu. W majonezie mamy jaja i tłuszcze, które dość silnie podrożały i są na szczycie tabeli wzrostów. Ale pamiętajmy, że są różne diety. Jedni jedzą więcej mięs, inni więcej warzyw. Dlatego niektórzy konsumenci podwyżki odczuwają bardziej. To co jest optymistyczne, to fakt, że jesteśmy na szczycie dynamiki wzrostu cen żywności. Ceny nie będą dużo niższe w przyszłym roku, ale wzrosty będą wolniejsze. W czwartym kwartale zejdziemy do jednocyfrowego tempa wzrostu, będzie to w okolicach 5 proc. Na całe szczęście dla konsumentów zerowy VAT na żywność został utrzymany. Inaczej musielibyśmy do cen żywności od nowego roku doliczyć kilka procent.
Takiej drożyzny dawno nie było. "Znam ludzi, którzy sobie folgują. Ostatnie wakacje, święta na bogato, bo jeszcze nas stać"
14
4:11

Takiej drożyzny dawno nie było. "Znam ludzi, którzy sobie folgują. Ostatnie wakacje, święta na bogato, bo jeszcze nas stać"

- W kwestii drożyzny i podwyżek na święta czegoś takiego faktycznie dawno nie było. Nasze wynagrodzenia nie nadążają za inflacją. I to dotyczy już nie tylko jakiejś niewielkiej grupy osób z najniższymi pensjami, ale całego społeczeństwa - powiedział w programie "Newsroom" WP Maciej Samcik, założyciel bloga subiektywnieofinansach.pl. – Mówimy o wzrostach cen o 20-30 proc., niektóre produkty podrożały dwukrotnie. To jest coś, czego nie pamiętamy w naszym dorosłym życiu. Jak przez mgłę wspominam hiperinflację, gdy zmieniał się ustrój w Polsce. Polacy deklarują, że wydadzą na święta o 1 proc. więcej niż zwykle, czyli od 1000 do 1500 zł. To by oznaczało, że do wydatków podchodzimy rozsądnie i nie zamierzamy świąt pokrywać z oszczędności, a co gorsza z pożyczek. Ale ja mam wątpliwości, czy te deklaracje się potwierdzą. Do świąt jest podejście nabożne, to nie jest czas, gdy chcemy myśleć o oszczędnościach. Ale jeśli ktoś na co dzień myśli o racjonalizowaniu wydatków, to te święta go nie zabiją, bo mówimy o 300-400 zł więcej. Ale znam ludzi, którzy sobie nieźle pofolgowali. Najpierw były ostatnie wakacje przed kryzysem i trzeba było poszaleć, teraz mamy święta i jeszcze nas stać, to też możemy sobie na więcej pozwolić, potem będzie sylwester huczny, a potem przyjdzie styczeń. Ja nie chcę straszyć i psuć humorów, ale początek roku zawsze oznacza podwyżki cen regulowanych. I to będzie boleć. Warto mieć na to założoną jakąś rezerwę.
Patrycjusz Wyżga Patrycjusz Wyżga
6 tys. zł w jeden dzień. Mikołajowie rekordziści zarabiają jeszcze więcej. "Trzeba mieć to coś"
1
5:23

6 tys. zł w jeden dzień. Mikołajowie rekordziści zarabiają jeszcze więcej. "Trzeba mieć to coś"

Jeśli zarabiamy minimalną krajową, to na święta musimy pracować przez 12 dni. To jest o dwa dni dłużej niż rok temu. I to zła wiadomość. Ale każdy, kto robi zakupy, widzi, jak w tej chwili wyglądają ceny takiego tygodniowego koszyka produktów - powiedział w programie "Newsroom" WP Krzysztof Inglot, założyciel Personnel Service. – Osoby, które zarabiają w okolicach średniej krajowej, będą pracować przez 6 dni na to, by mieć pieniądze na zorganizowanie świąt na kwotę 1,2 tys. zł. Przed świętami jest zawsze dużo ofert pracy i można dorobić. Rekordziści, których znam, w roli Mikołaja potrafią zarobić od 3 do 6 tys. zł dziennie. Są tacy, którzy radzą sobie jeszcze lepiej. Trzeba mieć piękny strój i dar do tego, by nawiązać dobry kontakt z dziećmi, dać im radość. Dzieci to czują, rodzice też i polecają sobie dobrych Mikołajów. Trzeba po prostu mieć to „coś”. Zarobki zależą też od tego, ile miejsc uda się w jeden dzień zaliczyć. W Warszawie są korki, więc to jest pewne utrudnienie. Nieco mniej zarabiają Mikołajowie w centrach handlowych i w różnych miejscach promocyjnych. Ale to są pieniądze, którymi istotnie można uzupełnić domowy budżet. Są tatusiowie, którzy mają predyspozycje i są świetnymi Mikołajami. Można także dorobić jako sprzedawca choinek, sprzedawca ryb, ale to jest już praca na mrozie. Jest też dużo pracy w handlu, tu zarobki kształtują się w okolicach 15 zł za godzinę na rękę. Mamy dużo imprez firmowych, potrzebna jest pomoc kuchenna i kelnerzy. Ci ostatni mogą także liczyć na napiwki.
Mateusz Ratajczak Mateusz Ratajczak
"Jesteśmy krajem biednym". Ekspert ostrzega: można łatwo wpaść w spiralę długu
56
4:32

"Jesteśmy krajem biednym". Ekspert ostrzega: można łatwo wpaść w spiralę długu

- Otrzemy się o 20 proc. inflacji na początku przyszłego roku. Trudno powiedzieć, czy to będzie prawie 20 proc., czy ciut mniej. To jest magia liczb, bo jest symbolika, ale to patrząc na wpływ na gospodarkę, to nie ma to znaczenia - powiedział w programie "Newsroom" WP dr Piotr Maszczyk z SGH. - Polska jest krajem na dorobku i jest krajem biednym – mówię to z całą mocą. Jeśli spojrzymy na wskaźnik PKB, to jesteśmy notowani jako kraj gdzieś od końca UE. Ciągle się dorabiamy. Ostatni ranking przedcovidowy pozwolił nam myśleć, że przyspieszyliśmy w tym gonieniu Zachodu, prawdą jest, że wyprzedzamy kolejne kraje, ale dalej jesteśmy biedni. Dla części osób, których realne dochody są bardzo niskie, istnieje pokusa zaciągania pożyczek. One są bardzo wysoko oprocentowane i wpędzają w spiralę, z której ciężko wyjść. Ale jak pieniędzy brakuje i człowiek chciałby, żeby na stole jednak była ryba, sałatka oraz makowiec i widzi, że nie ma za to tego kupić, to trudno tej pożyczki nie zaciągnąć. Tym bardziej, że szczyt reklam, które będą oferować łatwe pieniądze, dopiero przed nami. Mogę tylko zwrócić uwagę na jedno: nie patrzcie na to, co reklama mówi dużymi literami, ale na to, co mówi literami małymi. Patrzcie na realne oprocentowanie. Nawet oferty parabanków różnią się od siebie. Można zaciągnąć pierwszą pożyczkę nieoprocentowaną: pożyczacie 2 tys. zł i tyle samo oddajecie pół roku później. Patrzmy na parametr RRSO.
Patrycjusz Wyżga Patrycjusz Wyżga
60 zł za kilogram pierogów z kapustą i borowikami. "Absurdalne ceny. Nie mam dobrych wiadomości"
269
3:06

60 zł za kilogram pierogów z kapustą i borowikami. "Absurdalne ceny. Nie mam dobrych wiadomości"

- Nie znamy jeszcze danych o inflacji za grudzień, ale z naszych wyliczeń wynika, że średnio te święta będą o 17 proc. droższe od poprzednich - powiedział w programie "Newsroom" WP dr Piotr Maszczyk z SGH. – Mówimy o wszystkich dobrach konsumpcyjnych i usługach. Natomiast jeśli weźmiemy pod uwagę produkty typowo świąteczne, to obawiam się, że musimy szykować się na wzrosty rzędu 20-30 proc. O tyle więcej będą kosztować zakupy. Natomiast święta to nie jest czas na oszczędzanie. Z pewnością wielu z nas wyda mniej na prezenty, część nie wyjedzie na święta albo wyjedzie na krócej. Zimowych wyjazdów, które często odbywały się w tym okresie świątecznym, z pewnością będzie mniej. Już widać, że obłożenie w hotelach jest mniejsze. Natomiast w sklepach nie wydamy mniej i sklepy to wiedzą, bo święta to jest czas cieszenia się w gronie rodzinnym, przyjaciół. Mówię o produktach typowo świątecznych: mak, bakalie, grzyby, za które z pewnością zapłacimy dużo więcej. Podam cenę, która jest warszawska i może się wydać abstrakcyjna dla widzów z innych części kraju, ale za kilogram pierogów z kapustą i borowikami trzeba w stolicy zapłacić 60 zł. To jest bardzo dużo. Ale trudno sobie wyobrazić wigilię bez pierogów. Nie mam dobrych wiadomości, będzie drogo.
Patrycjusz Wyżga Patrycjusz Wyżga