Śledztwo ws. Zondacrypto. Finansowych afer z polityką w tle kilka już w Polsce było
Prokuratura Regionalna w Katowicach wszczęła śledztwo dotyczące giełdy Zondacrypto. Jak podała, obecnie szkoda w tej sprawie ma wynosić co najmniej 350 mln zł, a wokół postępowania pojawił się też wyraźny wątek polityczny. W historii III RP było już kilka spraw, w związku z którymi obywatele tracili wielkie pieniądze, a których wspólnym mianownikiem był związek z polityką
Wysokość szkody w sprawie Zondacrypto obecnie wynosi nie mniej niż 350 mln zł – podała Prokuratura Regionalna w Katowicach, która w piątek wszczęła śledztwo w sprawie tej giełdy kryptowalut. Jest ono prowadzone pod kątem "wprowadzenia w błąd wielu osób, co do możliwości dokonania zakupu oraz przechowywania walut typu fiat oraz kryptowalut w ramach giełdy Zondacrypto i doprowadzenie w ten sposób do niekorzystnego rozporządzenia mieniem".
Na wątek polityczny w sprawie tej afery wskazał w piątek premier Donald Tusk. Stwierdził, że "wielka kariera" Zondacrypto zaczęła się w 2022 roku z nowym szefem, za pieniądze - jak oświadczył szef rządu - rosyjskiej mafii. - Taką informacją dysponują nasze służby - powiedział. - U źródeł sukcesu finansowego tej firmy stoją nie tylko rosyjskie pieniądze powiązane z tzw. bratwą, czyli jedną z najważniejszych grup mafijnych w Rosji, ale także ze służbami rosyjskimi - mówił Tusk.
O co chodzi w aferze Zondacrypto? "Prezes celowo nam nie odpowiedział"
Jak dodał, "problem polega na tym, że ta firma, o takich źródłach, stała się firmą, która sponsoruje wydarzenia polityczne i społeczne w Polsce i promuje bardzo konkretne siły polityczne". - Firma ta była strategicznym sponsorem słynnej imprezy, tzw. CPAC w Rzeszowie, która promowała prezydenta Karola Nawrockiego, który był uczestnikiem tego spotkania, a również poprzedni prezydent (Andrzej Duda - przyp. red.) był w to spotkanie mocno zaangażowany - mówił Tusk. - Związki Telewizji Republika i Zondacrytpo nie wymagają żadnego uzasadnienia - dodał.
Tak afery finansowe mieszały się ze światem polityki
W III RP pojawiały się już sprawy, w których duże straty klientów łączyły się z polityką. Pierwszą głośną aferą, która wybuchła już w 1990 toku, była afera tzw. Bezpiecznej Kasy Oszczędności. Lech Grobelny, właściciel spółki Dorchem i handlarz walutą, oferował od jesieni 1989 roku ludziom 250 proc. rocznie oprocentowania za lokaty. Na tzw. Bezpieczną Kasę Oszczędności wpłacano pieniądze, ale interes załamał się wraz z wprowadzeniem od stycznia 1990 roku sztywnego kursu dolara i pełnej wymienialności złotego.
W czerwcu 1990 Grobelny uciekł do Niemiec, a straty ludzi oszacowano na ok. 25 mld zł (2,5 mln zł po denominacji). Dwa lata później Grobelny został sprowadzony do Polski, a w 1996 roku został skazany na 12 lat za zagarnięcie 8 mld starych złotych z kasy Dorchemu. W 1997 roku Sąd Apelacyjny uchylił jednak wyrok i Grobelny wyszedł z więzienia. 10 lat później zginął w Warszawie w tajemniczych okolicznościach, pchnięty nożem.
Niedługo po sprawie BKO, bo w 1991 roku, wybuchła afera Art-B. Polegała ona na tym, że spółka korzystała z tzw. oscylatora, czyli możliwości oprocentowania tej samej kwoty, przenoszonej z banku do banku. Spółka została założona w 1989 roku w Cieszynie przez Bogusława Bagsika i Andrzeja Gąsiorowskiego. Afera zyskała tło polityczne, bo Bagsik i Gąsiorowski mieli zostać w 1991 roku ostrzeżeni przed grożącym im aresztowaniem przez urzędnika Kancelarii Prezydenta Lecha Wałęsy i polityka Porozumienia Centrum Macieja Zalewskiego, dzięki czemu zdążyli uciec do Izraela. Art-B miała bowiem wcześniej wspierać związaną z PC spółkę Telegraf.
Wcześniej Art-B wsparło też m.in. znajdującą się w kryzysie fabrykę Ursus, wykupując jej roczną produkcję, zaś wstępem do rozprawy z Bagsikiem i Gąsiorowskim była wizyta w tym zakładzie w lipcu 1991 roku premiera Jana Krzysztofa Bieleckiego, który publicznie wyraził swoje niezadowolenie z roli Art-B. Afera miała przynieść straty ok. 3 bln starych zł (300 mln zł po denominacji). Bogusław Bagsik po ekstradycji do Polski w 1996 roku stanął przed sądem i w 2000 roku został skazany na 9 lat więzienia.
Nieco inny charakter miała afera FOZZ. Fundusz powstał jeszcze w PRL, w 1989 roku, i miał nielegalnie skupować na rynku wtórym polski dług. Jednak już w 1990 roku wykryto nieprawidłowości z nim związane, którymi rok później zajęła się Najwyższa Izba Kontroli. Zdefraudowanie pieniędzy, przeznaczonych na wykup długu, szacowano później na 350 mln dolarów. W tle afery było domniemane finansowanie wojskowych służb specjalnych, z którymi miał współpracować główny oskarżony w procesie FOZZ Grzegorz Żemek (skazany został w 2005 roku na 9 lat). W 1991 roku w tajemniczych okolicznościach zmarł badający sprawę FOZZ inspektor NIK Michał Falzmann, zaś w tym samym roku prezes NIK Walerian Pańko zginął w wypadku samochodowym.
Po latach duże polityczne emocje wywołała afera Amber Gold. Założona w 2009 roku spółka Amber Gold oferowała lokaty w złocie, choć, jak się potem okazało, w rzeczywistości nie dysponowała odpowiednim depozytem. Kierowana była przez gdańskiego biznesmena Marcina Plichtę. W lecie 2012 okazało się, że spółka jest niewypłacalna i ci, którzy założyli w Amber Gold swoje lokaty, mimo ostrzeżeń formułowanych już w 2009 roku przez KNF, nie mogli ich odzyskać. Znaczenie w przypadku tej afery miało jej tło polityczne. Współpracownikiem należących do Amber Gold linii lotniczych OLT Express był przez jakiś czas syn ówczesnego premiera Michał Tusk, a w reklamę tej linii zaangażowani byli politycy PO.
W latach 2016-19 sprawa Amber Gold była badana przez komisję śledczą w Sejmie VIII kadencji, w którym większość miało Prawo i Sprawiedliwość. W swoim sprawozdaniu komisja uznała, że "powstanie i ekspansja Grupy Amber Gold były wynikiem słabości państwa, dysfunkcjonalności organów stojących na straży praworządności i wymiaru sprawiedliwości, systemowych luk prawnych, bierności i pobłażliwości aparatu urzędniczego, a także braku stosowania przepisów prawa przez organy władzy publicznej". Oszacowane straty związane z działalności Amber Gold to ok. 850 mln zł. Marcin Plichta został w 2019 roku skazany na 15 lat więzienia.
Polityczne tło miała też afera GetBack. Wybuchła wiosną 2018 roku, gdy prezes działającej od 2012 roku spółki windykacyjnej GetBack Konrad Kąkolewski został zatrzymany przez CBA. Okazało się, że spółka przez lata wystawiała fałszywe obligacje. Prezes Kąkolewski miał krótko przed wybuchem afery chwalić się m.in. związkami z politykami PiS, a spółka miała finansować szereg przedsięwzięć kojarzonych z partią rządzącą. Niedługo przed wybuchem afery prezes GetBack miał np. prosić o wstawiennictwo u premiera Mateusza Morawieckiego jego ojca Kornela. Straty związane z działalnością GetBack oszacowano potem nawet na 2,5-3,5 mld zł.
W grudniu 2025 roku na 14 lat więzienia w związku z wyłudzeniem środków ze SKOK-Wołomin został skazany Piotr Polaszczyk, były członek władz tej kasy. Afera SKOK-Wołomin wybuchła w 2014 roku, gdy KNF zawiesiła działalność kasy. Potem Bankowy Fundusz Gwarancyjny musiał wypłacić jej klientom w sumie ponad 2 mld zł. W tym samym 2014 roku badający sprawę wiceszef KNF Wojciech Kwaśniak został ciężko pobity, a za zlecenie tego pobicia Polaszczyk na początku 2026 dostał kolejny wyrok - finalnie 8 lat więzienia.
Sprawa SKOK-Wołomin miała także tło polityczne. Spółdzielcze Kasy Oszczędnościowo-Kredytowe były uważane za zaplecze finansowe PiS, ich twórca i prezes Grzegorz Bierecki jest do dziś senatorem PiS, a ugrupowanie to przez lata było niechętne objęciu SKOK-ów nadzorem KNF. Jednak w sprawie SKOK-Wołomin m.in. Bierecki zrzucał odpowiedzialność na Wojskowe Służby Informacyjne, z którymi w przeszłości miał być związany Polaszczyk.
Były też afery, które, choć spowodowały stosunkowo duże straty, nie miały wielkiego potencjału politycznego, bo nie wiązały się ze szczególnymi działaniami lub zaniechaniami polityków z pierwszych stron gazet. To m.in. afera wokół Domu Maklerskiego warszawskiej Grupy Inwestycyjnej, fundusz Finroyal oraz kantor internetowy Cinkciarz.pl, którego straty szacowane są na 125 mln zł. Przy Cinkciarz.pl pojawił się też wątek reklam z udziałem byłych prezydentów Bronisława Komorowskiego i Lecha Wałęsy.
Źródło: PAP