50 tys. zł dla każdego młodego Polaka. Szaleńczy pomysł? Wcale nie [OPINIA]
Ekonomiczny think tank "Dobrobyt na Pokolenia" zaproponował z pozoru rewolucyjne rozwiązanie zwiększające potencjał ekonomiczny młodych. Chodzi o to, aby w momencie wejścia w dorosłość każdy otrzymywał kilkadziesiąt tysięcy złotych. Szaleństwo? Wcale nie. To mogłoby się udać – pisze w opinii dla money.pl Kamil Fejfer.
Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.
"Nierówności szans ujawniają się szczególnie sugestywnie, gdy młodzi wchodzą w dorosłość – przyjmijmy umownie, że chodzi o przedział od 18 do 25 lat. W tym czasie jedni wyjeżdżają na studia do dużych miast, a inni – często tak samo zdolni – zostają w rodzinnej miejscowości, bo nie stać ich na życie daleko poza domem" – czytamy na stronie grupy badawczej.
"Jedni kupują mieszkanie, bo rodzice dorzucili im do wkładu własnego i wykończenia (lub po prostu im je podarowali), a inni systematycznie odkładają złotówkę za złotówką z myślą, że może po trzydziestce uda się kupić jakąś klitkę na kredyt. Jedni korzystają z życia, rozwijają pasje, a czasem testują pierwsze pomysły biznesowe, ponieważ dochody i majątek rodziców dają im bezpieczeństwo finansowe, a inni w czasie wolnym dorabiają na śmieciówkach w gastronomii czy handlu, by opłacić czynsz, pójść na imprezę albo raz w roku pojechać gdzieś na wakacje" – kontynuują ekonomiści.
Proponują kilkadziesiąt tysięcy złotych od państwa dla młodych na wejście w dorosłość. Idea została zaczerpnięta z wydanej w 2024 roku książki "Nierówności po polsku" autorstwa trójki ekonomistów Michała Brzezińskiego, Jakuba Sawulskiego i Pawła Bukowskiego. Ten ostatni jest zresztą członkiem "Dobrobytu na pokolenia".
"Nie mają w życiu żadnego znaczenia". Psycholog zabiera głos ws. stopni w szkole
"Młodzi mieliby swobodę dysponowania tymi pieniędzmi – mogliby przeznaczyć je na studia, realizację jakichś marzeń, wkład własny do mieszkania, kapitał na rozkręcenie biznesu czy po prostu zaoszczędzić" – czytamy.
Darowizna od państwa. Ile dokładnie?
Ile miałaby wynosić taka "państwowa darowizna"? Badacze proponują sześciokrotność średniej krajowej. W 2025 roku przeciętne miesięczne wynagrodzenie w gospodarce wynosiło dokładnie 8903,56 zł brutto. Jego sześciokrotność to niecałe 53 500 zł. Jeśli środki miałyby stanowić wielokrotność średniej, to oczywiście kwota co roku musiałaby być waloryzowana.
Według ekonomistów badania jasno wskazują, że tego typu świadczenia nie mają dużego negatywnego wpływu na aktywność zawodową. Mogą za to zwiększać poczucie bezpieczeństwa, zadowolenie z życia i wzmacniać skłonność do podejmowania odważnych decyzji, takich jak choćby założenie własnego biznesu.
W tym momencie w głowach wielu czytelników pojawia się pytanie "skąd wziąć na to pieniądze?". Zanim przejdziemy do matematyki, wróćmy do argumentów za postulatem.
Zacznijmy od tego, że 50 tys. zł to jednocześnie są i nie są spore pieniądze. Są, ponieważ mało która osoba młoda widzi takie zasilenie konta. A spora część z nas takich pieniędzy na koncie nie ujrzy nigdy. Z drugiej strony, jakaś część młodych ludzi jest wspierana przez rodziców kupnem lokum czy też środkami na rozkręcenie biznesu.
Różnicę robi kapitał
Zostańmy przy tej pierwszej kwestii. Kiedy wchodzimy w dorosłość czy zaczynamy karierę zawodową, dochody są bardziej "spłaszczone" niż na dalszych etapach ścieżki życiowej. Dochodowo rozwarstwiamy się z wiekiem. Część z nas podjęła lepsze decyzje odnoszące się do edukacji (albo miała farta urodzić się w rodzinie, która na taką ścieżkę nas pchnęła), a zwrot z edukacji procentuje z biegiem czasu. Część jest bardziej przedsiębiorcza, część mniej, część bardziej pracowita, niektórzy są również zdolniejsi niż inni.
Te różnice jednak nie przekładają się na dochody w sposób wyraźny na początku. W pierwszych latach pracy większość z nas zarabia po prostu, no cóż, nie za dużo. Bez względu na to, czy jesteśmy zdolni, czy nie, czy jesteśmy pracowici, czy nie, czy jesteśmy sumienni. Tutaj różnicę robi kapitał, który otrzymujemy (lub którego nie otrzymujemy) od rodziców.
Jeżeli więc weźmiemy dwie osoby, które zaczynając karierę, zarabiają 5-6 tys. zł do ręki (co i tak jest niezłą sumką na początek), z których jedna otrzymała mieszkanie, a druga nie, to różnice w całościowym ekonomicznym dobrostanie są ogromne. Pierwsza ma zabezpieczony majątek, odpada jej więc koszt wynajmu oraz ewentualne odkładanie na wkład własny. Druga natomiast na starcie miesięcznie jest do tyłu co najmniej o jakieś 1,5-2 tys. biedniejsza.
W naszym hipotetycznym scenariuszu osoba z mieszkaniem jest o 18-24 tys. zł zamożniejsza rocznie niż ta bez. Zostawiamy na boku kwestię tego, że osoby, którym rodzice kupili mieszkanie, mają również większe prawdopodobieństwo tego, że będą więcej zarabiać (bo zamożni rodzice to więcej kontaktów, lepsze szkoły, lepsze "ścieżki dojścia" do prestiżowych i dobrze płatnych zawodów).
Oczywiście niektórzy mogą powiedzieć, że to są prywatne środki tych rodziców i to oni decydują, na co je przeznaczyć. Ale nikt przecież nie mówi o tym, żeby zabraniać kupować dzieciom mieszkań. Spójrzmy na to jednak z innej strony – to nie jest zasługa dzieci, że te mieszkania dostały. Oraz nie jest winą tych, którzy lokali nie otrzymali, że nie urodzili się w zamożniejszym środowisku.
Kilkadziesiąt złotych dla młodych. Jaki to koszt?
Teraz najważniejsza sprawa – ile by taki prezent kosztował budżet państwa? Dużo, ale nie tak dużo, jak mogłoby się wydawać. W roku 2026 pełnoletniość uzyska około 425 tys. osób. Oznacza to, że rozwiązanie kosztowałoby 22,7 mld zł. To mniej, niż wydaliśmy na 13. i 14. emerytury w 2025 roku (około 31 mld zł).
Dla szerszego kontekstu: program 800+ rocznie kosztuje około 63 mld zł, a na ZUS-owskie emerytury, w sporym przybliżeniu, wydajemy około 350 mld zł. I są to środki o rząd wielkości mniejsze niż w innym (bardziej) rewolucyjnym pomyśle dochodu podstawowego. Jeżeli każdy dorosły miałby otrzymywać po 1500 zł, to koszt takiego rozwiązania przekroczyłby ponad 500 mld zł.
W przyszłości liczba osób w wieku 18 lat będzie się tylko zmniejszać z uwagi na zapaść demograficzną. Za kilkanaście lat liczebność kohorty 18-latków spadnie poniżej 300 tysięcy – można wyczytać z danych GUS.
Oczywiście będą również rosnąć średnie pensje. Ale biorąc pod uwagę fakt, że będziemy mieli również wzrost gospodarczy, to obciążenie powinno "ważyć" coraz mniej w naszym PKB oraz w sumie wpływów do wspólnej kiesy.
Pojawia się jednak spory problem. Otóż nie do końca wiadomo, skąd brać takie pieniądze. W sytuacji ekonomicznej sprzed 2020 roku takie pomysły byłyby łatwiejsze do realizacji. Jednak od jakiegoś czasu "przestrzeliwujemy" 5 proc. rocznego deficytu budżetowego. Nasz dług publiczny niebezpiecznie zbliża się do 60 proc. I jest w zasadzie pewne, że w najbliższych latach go przekroczy. Ze sporą nawiązką.
Nasze finanse publiczne zostały nadwątlone najpierw przez pandemię COVID-19, a od kilku lat musimy się na potęgę zbroić, co również nie ułatwia snucia ambitnych wizji reform polityki społecznej. Nie ma więc co liczyć na zadłużenie.
Skąd pieniądze? Opodatkować spadki
Ekonomiści z "Dobrobytu na pokolenia" nie zostawiają jednak kwestii niezaadresowanej. "Proponujemy opodatkowanie spadków otrzymywanych od członków rodziny, a więc usunięcie obowiązującego dziś wyjątku w ustawie o podatku od spadków i darowizn. To jedna z metod na to, by wysokie nierówności dochodowe powstałe w Polsce w okresie transformacji nie przekształciły się w duże nierówności szans w kolejnych pokoleniach. Środki te proponujemy przeznaczyć na naszą propozycję: kapitał startowy dla młodych" – stwierdzają.
O ile więc taki rodzaj państwowego bonusu (jeśli byłby powszechny) nie jest sposobem na obniżenie nierówności (ponieważ wszyscy wzbogaciliby się tyle samo), tak w połączeniu z podatkiem spadkowym i/lub od darowizn mógłby zmniejszać rozwarstwienie na linii międzypokoleniowej przez zapobieganie gromadzenia się gigantycznych majątków.
Pomysł w debatach ekonomicznych pojawia się od dawna. W XVIII wieku wspominał o nim amerykański działacz polityczny Thomas Paine. A w wydanej w 2015 roku książce "Nierówności: co da się zrobić" o takiej premii pisał ekonomista Anthony Atkinson. W 2022 roku z podobną inicjatywą wyszedł niemiecki think tank Instytut Badań Ekonomicznych.
Organizacja proponowała 20 tys. euro dla każdego młodego wchodzącego w dorosłość w ramach tzw. powszechnego dziedziczenia. Badacze proponowali finansowanie programu właśnie z podatku spadkowego i podatku majątkowego.
Czy idea ma szanse na realizację? Z technicznego punktu widzenia, po korektach podatkowych, prawdopodobnie sprawa byłaby do zrealizowania. Tego typu pomysły wymagają jednak odważnej wizji politycznej. A tego w ostatnich latach wydaje się zdecydowanie brakować.
Autorem jest Kamil Fejfer, dziennikarz piszący o gospodarce, współtwórca podcastu i kanału na YouTube "Ekonomia i cała reszta"