OKI tak, ale bez haczyków. Komplikacje odstraszą Polaków [OPINIA]
Osobiste Konta Inwestycyjne mają szansę być pozytywną rewolucją, która na polską giełdę przyciągnie miliony nowych osób. Korzyści dla portfeli Polaków oraz krajowej gospodarki będą tym większe, im prostsze będzie korzystanie z rachunków OKI. Zadbać o to trzeba już na etapie prac nad ustawą – pisze w opinii dla money.pl Michał Żuławiński ze Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych.
Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.
Temat Osobistych Kont Inwestycyjnych wrócił z pełną mocą. Ministerstwo Finansów najpierw odniosło się do uwag zgłoszonych w czasie styczniowych konsultacji publicznych, następnie przedstawiło nowy projekt ustawy o OKI, aż wreszcie skierowało dokument do dalszych prac w Stałym Komitecie Rady Ministrów.
Na choćby częściową realizację obietnicy wyborczej i jednego ze słynnych "100 konkretów" Polacy czekają już ponad dwa lata, w trakcie których rządowy pomysł na to, co zrobić z podatkiem Belki, przechodził liczne zmiany. Mimo kolejnych propozycji, w środowisku inwestorskim wciąż istnieje obawa o to, że OKI będą zbyt skomplikowane.
Od kłótni z ojcem do miliardów złotych. Ujawnia kulisy wielkiego biznesu
Nie jest to wśród inwestorów uczucie nowe. "Rewolucja w podatku Belki nadchodzi. Inwestorzy boją się chaosu" – pisałem w opinii dla money.pl w styczniu 2024 r., gdy jeszcze nie znaliśmy szczegółów OKI. Dwa lata później, gdy detale OKI zostały przedstawione, opisałem zmiany, których w OKI domagają się inwestorzy indywidualni.
Tylko część z nich została uwzględniona w nowym projekcie, przedstawionym przez MF na początku marca. Dodatkowo pojawiły się nowe wątpliwości, a na dodatek start OKI został przesunięty o pół roku, na styczeń 2027 r.
OKI a sprawa polska
Jednym z budzących największe kontrowersje elementów projektu ustawy o OKI jest zwolnienie z podatku ograniczone do "aktywów polskich". Kwestia ta została wyraźnie doprecyzowana w drugiej wersji projektu ustawy, po tym, jak pierwotne zapisy spotkały się z krytyką (nie tylko SII, ale też innych organizacji czy UKNF), ze względu na mało precyzyjny charakter.
Idea jest szczytna. Intencją rządu jest, aby OKI uruchomiło szeroki strumień nowych środków, który popłynie na Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie (również dla money.pl pisałem o tym, że Polacy mają za dużo pieniędzy w bankach). Doprowadzić może to do lepszego wykorzystania potencjału polskiego rynku kapitałowego dla naszej gospodarki (poprzez przyciąganie nowych spółek na giełdę, choć nie tylko). Problem w tym, że jasne zdefiniowanie listy aktywów, w przypadku których inwestowanie będzie zwolnione z podatku do 100 000 zł, nie jest takie proste – tym bardziej że ustawa o OKI musi być zgodna z prawem UE (w tym zasadą swobody przepływu kapitału) oraz innymi umowami międzynarodowymi.
Nowy projekt ustawy postawił na kryterium kapitału zakładowego – objęte zwolnieniem z podatku mają być jedynie akcje spółek, których kapitał zakładowy jest denominowany w polskim złotym. To omija niektóre problemy sygnalizowane wobec pierwotnego projektu ustawy, ale tworzy nowe. Na GPW są notowane spółki zagraniczne, których kapitał zakładowy wyrażony jest w walucie obcej (np. Żabka, Pepco). Z drugiej strony, kapitał Allegro, spółki z siedzibą w Luksemburgu, wyrażony jest w PLN.
To wszystko wyjątki, ale jednocześnie dowód na to, że warunki związane z OKI niekoniecznie będą należały do najprostszych. Inwestor albo będzie musiał o nich w porę wiedzieć, albo będzie musiał być jasno informowany przez narzędzia dostarczane przez firmy inwestycyjne.
Odpowiednie rozwiązania (np. informujące o limitach inwestycyjnych) będą mogły jednak powstać, dopiero gdy znany będzie finalny kształt ustawy o OKI, a zważywszy na dotychczasowe tempo prac nad projektem oraz sposób stanowienia prawa w parlamencie, czas pozostający do planowanego wejścia OKI w życie (1 stycznia 2027 r.) wcale nie wydaje się długi.
Podatek od wartości aktywów wymaga oswojenia
Wsparcie osobom korzystającym z OKI z pewnością przyda się także w obszarze podatkowym. Jedna osoba będzie mogła mieć wiele rachunków w różnych instytucjach – to akurat dobrze, ponieważ nie wszędzie wszystkie rozwiązania inwestycyjne są dostępne. Nie wszystkie instytucje oferują obligacje oszczędnościowe Skarbu Państwa (a będzie można w nie inwestować na OKI, do 25 000 zł bez podatku), różnorodna jest także oferta funduszy inwestycyjnych oraz koszty z nimi związane itp.
Trzeba jednak pamiętać, że to właściciel OKI, a nie instytucje finansowe, będzie odpowiedzialny za rozliczenie podatku i to nie podatku Belki (ten na OKI nie obowiązuje wcale), ale podatku od wartości aktywów, a więc całkowicie nowego zjawiska w polskim systemie podatkowym. Ostatnim, czego polski rynek kapitałowy potrzebuje, są historie inwestorów – zwłaszcza tych początkujących – którzy będą zaskoczeni koniecznością zapłaty podatku od aktywów. Dlatego już na etapie budowania OKI, a następnie ich promowania, należy zadbać o to, aby również kwestie podatkowe były możliwie najbardziej zrozumiałe i przyjazne dla inwestorów.
Z kwestią podatku od wartości aktywów wiąże się też kwestia jego maksymalnej stawki, której jasnego wyznaczenia Ministerstwo Finansów wyraźnie nie chce. Postulat ten został zgłoszony w trakcie konsultacji przez SII oraz inne organizacje rynkowe, ale nie zyskał akceptacji. Przypomnijmy, że obowiązujący na OKI podatek od wartości aktywów ma wynosić 19 proc. stopy referencyjnej NBP, minimum 0,1 proc. (maksymalnej wartości nie zapisano).
Przy obecnych poziomach stóp podatek ten wynosiłby 0,7125 proc., ale przecież nikt nie może dać gwarancji, że stopy procentowe nie wzrosną do wartości, które dziś trudno sobie wyobrazić – np. poziomu dwucyfrowego, jak w USA w czasie szoku naftowego (z którego być może niebawem przeżyjemy powtórkę).
Nawet gdyby ten czarny scenariusz miał się nigdy nie zmaterializować, to samo jego ryzyko może od OKI odstraszać, zwłaszcza osoby, dla których trudna sama w sobie będzie idea podatku od wartości aktywów, który zapłacić trzeba będzie nawet w obliczu odnotowania straty.
OKI bez gwiazdek i haczyków
Lista wątpliwości związanych z funkcjonowaniem OKI w praktyce jest dłuższa. Z innych obszarów wymienić można np. sposób traktowania gotówki, zarówno tej wpłacanej, jak i otrzymywanej z tytułu odsetek czy dywidend. Samo oszczędzanie w gotówce (i innych "bezpiecznych aktywach") bez podatku objęte będzie limitem 25 000 zł, ale w odpowiedni sposób będą musiały zostać rozwiązane kwestie środków, które inwestor wpłaca w celu ich zainwestowania w akcje czy ETF-y.
Czy posiadając już 25 000 zł w "bezpiecznej części OKI" oraz chcąc kupić akcje KGHM za 30 000 zł, inwestor będzie to musiał zrobić od razu, żeby nie "nadziać się" na podatek od wartości gotówki przekraczającej zwolnione z podatku 25 000 zł? Takich kwestii jest więcej, a ich praktyczne rozwiązanie powinno być nie tylko jasne, ale i spójne dla różnych instytucji, które oferują OKI.
Jeżeli OKI okażą się rozwiązaniem pełnym różnych "haczyków", niedomówień i indywidualnych interpretacji, to istnieje ryzyko, że staną się produktem, z którego korzystać będą głównie inwestorzy, którzy już na rynku są.
Celem postawionym przed OKI nie jest jednak przesunięcie środków rynkowych wyjadaczy z jednego rodzaju rachunków na drugi, lecz przyciągnięcie milionów nowych osób i miliardów nowych środków. Im więcej uwagi ustawodawcy poświęcą na zadbanie o to, by OKI było wolne od luk i wad, tym mniej problemów inwestorzy będą mieli po wejściu tego rozwiązania w życie.
Potrzeba będzie zapewne tysięcy zadowolonych inwestorów, żeby rozpropagować oszczędzanie na OKI w polskim społeczeństwie, ale wystarczy zaledwie kilku, którzy padną ofiarą tej czy innej niedoróbki, aby powstała negatywna opinia na temat tego programu. Za wszelką cenę należy tego uniknąć, wobec czego OKI muszą być proste i skoncentrowane na potrzebach inwestorów indywidualnych. Tylko wtedy program osiągnie sukces i stawiane przed nim ambitne cele.
Michał Żuławiński, Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych