Ceny paliw wystrzeliły. Co zrobi RPP? Kotecki: potrzebna reakcja

Rosnące koszty nośników energii nie przełożyły się dotąd na bardzo wysokie ceny w pozostałych częściach gospodarki, ale to może się niedługo zmienić – ocenia w rozmowie z money.pl Ludwik Kotecki z Rady Polityki Pieniężnej. Jego zdaniem RPP powinna rozważyć plan, jak przeciwdziałać wyższej inflacji.

Ludwik Kotecki (tło i niektóre elementy przerobione z pomocą AI)Ludwik Kotecki (tło i niektóre elementy zmodyfikowane z pomocą AI)
Źródło zdjęć: © East News, GETTY | IronHeart, Jakub Kaminski
Tomasz Setta

Rada Polityki Pieniężnej nie zmieniła w tym miesiącu poziomu stóp procentowych. Po wrześniowym posiedzeniu RPP szef Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński przekonywał, że koszt pieniądza może pozostać bez zmian nawet do końca roku.

Tydzień po konferencji prasowej prezesa NBP ceny ropy naftowej na świecie utrzymują się powyżej granicy 100 dolarów za baryłkę, a cena kontraktów na gaz jest najwyższa od lat i waha się w okolicach 80 euro za MWh. Powstaje pytanie, czy i kiedy droga energia "przefiltruje się" do pozostałych części gospodarki, co może znacząco podnieść wskaźnik inflacji, czyli nasze ogólne koszty życia.


DLA CIEBIE
Morning Run Club by Opel Astra

– Konflikt na Bliskim Wschodzie trwa od marca. Jego skutki obserwujemy od pół roku. Nie obserwowaliśmy w tym czasie nigdzie specjalnie dużych podwyżek cen, poza oczywiście nośnikami energii. To oznacza, że nie wystąpiły do tej pory efekty pośrednie czy tzw. drugiej rundy – mówi w rozmowie z money.pl Ludwik Kotecki z Rady Polityki Pieniężnej. – Nie możemy jednak zakładać, że tak już pozostanie. To byłoby nieracjonalne. Prędzej czy później, zakładając że ten konflikt nie zakończy się bardzo szybko, zobaczymy ten wpływ cen ropy naftowej i gazu ziemnego na inne ceny – dodaje ekonomista.

Na razie mieliśmy to szczęście, że wysokie ceny paliw były amortyzowane przez stosunkowo niskie ceny żywności na globalnych rynkach. Ale i to może się zmienić. Pamiętajmy, że nawozy produkowane dziś w warunkach bardzo wysokich kosztów surowców mogą się przekładać na wyższe ceny żywności wiosną przyszłego roku

– mówi Ludwik Kotecki, członek Rady Polityki Pieniężnej

Zdaniem naszego rozmówcy, jeśli sytuacja na Bliskim Wschodzie w najbliższym czasie nie ulegnie poprawie, Rada Polityki Pieniężnej będzie musiała wkroczyć do gry.

– Uważam, że nie będziemy mogli zbyt długo czekać i, niestety, będziemy musieli zareagować. Proszę pamiętać, że skutki naszych decyzji oddziałują na inflację w horyzoncie od kilku miesięcy do nawet czterech-sześciu kwartałów – tłumaczy Ludwik Kotecki. – Dlatego jeśli mamy dziś podejrzenia, że trwający konflikt podniesie wkrótce nie tylko ceny nośników energii, ale też innych produktów, to już dziś powinniśmy myśleć o tym, jak zareagować na tę sytuację – podkreśla ekonomista.

Kluczowym momentem będzie listopad. Rada Polityki Pieniężnej zapozna się wtedy z najnowszymi prognozami Narodowego Banku Polskiego dotyczącymi inflacji. Projekcja to jeden z najważniejszych dokumentów branych pod uwagę przy decyzji o ewentualnej zmianie poziomu stóp. – Listopadowa projekcja inflacji będzie zawierać informacje o tym, co czeka nas w kolejnych kwartałach – mówi Kotecki.

Jeśli moje przewidywania się potwierdzą i zobaczymy tam trwale podwyższoną inflację CPI (inflacja konsumencka, najczęściej podawana przez media – red.) powyżej poziomu 4 proc., to uważam, że Rada Polityki Pieniężnej będzie musiała poważnie zastanowić się nad tempem i skalą podwyżek stóp procentowych, być może począwszy już od listopada – ocenia nasz rozmówca.

Do scenariuszy na przyszłość Ludwik Kotecki dokłada jedno ważne zastrzeżenie. – Nie wiemy dziś, ile w listopadzie będzie wynosiła cena ropy naftowej. Nie da się przecież dziś wykluczyć, że powróci ona wtedy do 90 lub 80 dolarów za baryłkę. Niemniej nie możemy jako Rada przymknąć na to oczu i się spóźnić – komentuje ekonomista.

Wysokie ceny surowców to jedno. Osobną sprawą pozostaje to, na ile przedsiębiorcy mają dzisiaj "łatwość" w przerzucaniu rosnących kosztów produkcji czy transportu bezpośrednio na konsumentów. Zdaniem Koteckiego, obecna sytuacja mocno różni się od poprzednich kryzysów energetycznych, kiedy inflacja poszybowała do ponad 18 proc.

– W poprzednich latach mieliśmy równolegle dwa szoki: podażowy, związany z niedoborem surowców, ale też popytowy – tłumaczy członek RPP. – Teraz ryzyka wystąpienia szoku popytowego raczej nie ma. Nie obserwujemy dziś nadmiernego popytu konsumpcyjnego, który wywierałby presję na wzrost cen. Niestety, sam szok podażowy też jest groźny, bo trudno reagować na skutki trump-inflacji, czyli szoku podażowego, narzędziami polityki pieniężnej – dodaje.

Ekonomista wskazuje w rozmowie z money.pl, że barierą dla silnych podwyżek cen mogą być słabsze niż w przeszłości wzrosty wynagrodzeń, a także większa skłonność Polek i Polaków do gromadzenia oszczędności.

Główny Urząd Statystyczny potwierdził, że inflacja w sierpniu wzrosła do 3,4 proc. w skali roku. To najwyższy odczyt od kilkunastu miesięcy, blisko górnej granicy odchylenia od celu inflacyjnego NBP, który wynosi 2,5 proc. Ludwik Kotecki nie wyklucza, że wynik za wrzesień będzie jeszcze wyższy, głównie za sprawą wysokich cen paliw.

Wybrane dla Ciebie