Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
Mateusz Gąsiorowski
Mateusz Gąsiorowski
|

Jest coś gorszego niż polexit. Może pojawić się efekt domina

1223
Podziel się:

Powracająca dyskusja na temat zasadności pozostawania w Unii Europejskiej coraz częściej gości w domach Polaków. I choć wizja opuszczenia wspólnoty wydaje się nieprawdopodobna, to wystarczy spojrzeć w nieodległą przeszłość, żeby przekonać się, że polexit może wydarzyć się niejako przez przypadek. Jest też druga, być może jeszcze gorsza ewentualność.

Jest coś gorszego niż polexit. Może pojawić się efekt domina
Trudno, w obecnej chwili, spodziewać się, że rząd Mateusza Morawieckiego zdecyduje się na referendum ws. opuszczenia UE. Jest jednak inna droga (PAP/EPA, JOHN THYS / POOL)

"Precz z Unią Europejską" - takie hasła można było m.in. usłyszeć podczas Marszu Niepodległości, który 11 listopada przeszedł ulicami Warszawy.

Za konfrontacyjne wobec Unii uznano również przemówienie premiera Morawieckiego w Krakowie. Szef rządu mówił w Święto Niepodległości, że od dawna uczono nas, "abyśmy słuchali innych przez dziesiątki i setki lat, a my chcemy w Polsce rządzić się po naszemu, po polsku".

- Chcemy pozbyć się tych nawyków odpowiadania przed innymi za nasze i nie nasze winy, za nasze i nie nasze grzechy, odpowiadania przed innymi trybunałami. Jest tylko jeden trybunał, przed którym odpowiadamy, to trybunał naszej historii i naszej przyszłości - powiedział Morawiecki, nawiązując pośrednio do orzeczeń Trybunału Sprawiedliwości UE.

Antyunijne głosy słychać też w innych miejscach na prawicy. Największe kontrowersje wywołał ostatnio eurosceptyczny poseł Solidarnej Polski Janusz Kowalski. W programie "Onet Opinie" wyraził opinię, że Polska powinna "grać twardo w relacjach z Unią Europejską", a 2027 r. będzie czasem, "kiedy może być referendum w sprawie wyjścia Polski z UE". – 2027 r., gdy zakończy się obecna perspektywa budżetowa, to będzie czas, kiedy może być referendum w sprawie wyjścia Polski z UE. Jeśli nie zatrzymamy eurokratów, koszty życia w Polsce będą zbyt duże. Wyjście Polski z UE uderzy w gospodarkę niemiecką, dlatego musimy zacząć grać twardo. Polska nie może być żebrakiem UE – mówił Kowalski.

Z kolei we wrześniu, gdy w sporze o Izbę Dyscyplinarną Sądu Najwyższego Komisja Europejska zwróciła się do TSUE o nałożenie kar finansowych na Polskę, swoje trzy grosze do sprawy dorzucił wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki.

Podczas dyskusji na Forum Ekonomicznym w Karpaczu polityk stwierdził, że "jeżeli pójdzie tak, jak się zanosi, to musimy szukać drastycznych rozwiązań". - Brytyjczycy pokazali, że dyktatura brukselskiej demokracji im nie odpowiada. Odwrócili się i wyszli. My nie chcemy wychodzić, u nas poparcie dla uczestnictwa w UE jest bardzo silne. No ale nie możemy dać się zapędzić w coś, co ograniczy naszą wolność i nasz rozwój - mówił polityk.

Zobacz także: Polska straciła pół biliona zł przez UE? Ekonomista: Poseł Kowalski kłamie

Polexit. Konsekwencje debaty w Polsce

I choć czołowi politycy PiS, z premierem Morawieckim na czele, podkreślają za każdym razem, że nie ma możliwości, abyśmy opuścili Unię Europejską, to jednak Polacy dostrzegają takie zagrożenie. Z październikowego sondażu United Surveys dla RMF FM i "Dziennika Gazety Prawnej" wynika, że zwiększyła się liczba osób, które uważają, iż wyjście naszego kraju z Unii to realny scenariusz. Tego zdania jest ponad 42 proc. badanych. Co istotne, miesiąc wcześniej wyjście Polski z UE za realne uznawało prawie 30 proc. respondentów.

Prof. Witold Orłowski przyznał w rozmowie z money.pl, że po wyjściu Wielkiej Brytanii z UE wszyscy znacznie poważniej podchodzą do nawet najskromniejszych rozważań na temat ewentualnego opuszczenia wspólnoty. - Przykład Wielkiej Brytanii pokazał nam, że jak już zacznie się ten proces, to w pewnym momencie może się okazać, że nie ma się jak cofnąć - podkreślił ekonomista.

Zwrócił w tym kontekście uwagę na kwestię wpływu powracającej co rusz polexitowej debaty na inwestycje zagraniczne w Polsce. - Polska musi za każdym razem rywalizować o inwestycje z innymi krajami. Pamiętajmy, że niewielkie rzeczy mogą zdecydować o tym, że fabryka samochodów elektrycznych czy komputerów nie powstanie w Polsce, tylko w innym państwie. Im więcej będzie padać słów na temat polexitu, tym jest większe ryzyko, że firmy, planując nowe inwestycje, będą omijały nasz kraj z uwagi na niepewną przyszłość - zauważył.

Polexit. Polska idzie drogą Wielkiej Brytanii?

Wspomniany przykład brexitu jest w tym kontekście znamienny. Coraz częściej wskazuje się bowiem na podobieństwo między Polską a Wielką Brytanią. Przypomnijmy tylko, że brytyjski premier David Cameron, chcąc przed wyborami w 2015 r. pozyskać głosy wyborców eurosceptycznej Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa Nigela Farage'a, obiecał przeprowadzenie referendum ws. wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. W efekcie, wbrew swojej woli, bo sam był zwolennikiem pozostania we wspólnocie, wyciągnął swój kraj z Unii.

Politolog Jacques Rupnik, cytowany przez dziennik "Le Figaro", przyznał, że "podobnie jak Brytyjczycy Polacy rozpoczęli proces artykułowania pod adresem UE napomnień i żądań, o których sądzą, że mogą je całkowicie kontrolować". - Ryzyko jest takie, że ten proces wymknie im się z rąk, tak jak wymknął się Cameronowi - zauważył.

Brudne członkostwo bardziej szkodliwe niż polexit

Trudno w obecnej chwili spodziewać się, że rząd Mateusza Morawieckiego zdecyduje się na referendum ws. opuszczenia UE. Jest jednak inna droga.

Jak dobrze pamiętamy, wiele czasu poświęcono na dyskusję o ramach rozstania się Wielkiej Brytanii z Unią Europejską. Tygodnik "The Economist" zauważył, że tak jak istnieje wiele sposobów na opuszczenie UE, tak też jest wiele sposobów na pozostanie w niej. "Jest wersja czysta, w której kraje po cichu akceptują unijne reguły. Jest też wersja "brudna", w której rządy mogą od wewnątrz niszczyć wspólnotę" - czytamy.

Pisząc o "brudnym trwaniu" gazeta przywołała przykład Polski, której Trybunał Konstytucyjny orzekł, że fundamentalne części prawa UE nie są sprzeczne z polską konstytucją. "Wyrok, dokładnie taki, jakiego oczekiwał rząd, przekreślił sześć dekad europejskiego orzecznictwa. Reasumując, sąd najwyższy UE nie jest już najwyższy, a przynajmniej jeśli chodzi o Polskę" – pisze "The Economist".

Daniel Sarmiento z Uniwersytetu Complutense w Madrycie powiedział gazecie, że "brudne członkostwo" jest czymś bardziej szkodliwym niż sam polexit. - Ryzyko polega na tym, że porządek prawny UE w Polsce powoli będzie zanikać - podkreślił.

A to może sprawić, że pojawi się efekt domina. "Skoro sądy w całej UE nie będą mogły ufać swoim polskim kolegom, to system prawny Unii zacznie się psuć. Nakaz aresztowania wydany w jednym miejscu nie będzie honorowany w innym. Licencja bankowa wydana w jednym kraju może nie być honorowana w kolejnym. Z czasem obszar, na którym ludzie, towary, kapitał i usługi mogą swobodnie przepływać, zmieni się w obszar, na którym mogą się poruszać, ale z problemami" - zaalarmował tygodnik.

Wskazał również na Francję, gdzie mniej lub bardziej eurosceptyczni kandydaci w wyborach prezydenckich występują z pomysłami, by przywrócić prymat francuskiego prawa nad unijnym. Za ich głosem mogą natomiast pójść politycy z innych krajów. Wszak jeśli rząd dowolnego unijnego państwa może odmówić podporządkowania się decyzjom UE, nie obawiając się jednocześnie kar, to proceder ten może stać się kuszącą opcją dla wszystkich.

Korzyści członkostwa w UE

Zdaniem prof. Orłowskiego, dyskusja o ewentualnym polexicie może jednak paradoksalnie przynieść pewne korzyści, polegające na większym zrozumieniu przez Polaków profitów wynikających z członkostwa w UE. - Być może to sprawi, że jeszcze bardziej uświadomimy sobie, do jakiej ruiny doprowadzi nas polexit - zaznaczył ekonomista.

Jak wynika z badań CBOS, 90 proc. Polaków popiera naszą obecność w Unii Europejskiej, a za największe korzyści Polacy uznają fundusze unijne i otwarte granice. W podejściu Polaków do Unii jest jednak pewien problem.

W raporcie przygotowanym na zlecenie Fundacji Schumana i Fundacji Konrada Adenauera eksperci wykazali, że główną gospodarczą korzyścią członkostwa w UE jest bowiem wspólny rynek (JRE), zapewniający swobodny przepływ towarów, osób, usług i kapitału oraz nieskrępowany dostęp do gigantycznej liczby potencjalnych odbiorców (do czasu brexitu ponad 500 mln, obecnie 450 mln konsumentów).

Autorzy raportu wyliczyli, że dostęp do wspólnego rynku doprowadził do przyspieszenia tempa wzrostu polskiego PKB szacunkowo o 1,6–2,1 punktu procentowego średniorocznie. Z kolei fundusze unijne zwiększyły tempo wzrostu PKB o ok. 0,3–0,5 punktu procentowego średniorocznie.

Co jeszcze ważniejsze - odnotowują autorzy raportu - efekty udziału w JRE mają charakter trwały i mogą kumulować się w przyszłości, podczas gdy efekty napływu do Polski funduszy unijnych będą się zmniejszać. - Fundusze europejskie, wbrew obiegowej opinii, pełnią jedynie funkcję pomocniczą. Efekty udziału w jednolitym rynku są co najmniej trzykrotnie większe niż powszechnie dostrzegane korzyści z tytułu napływu do Polski funduszy unijnych – podkreślił prof. Witold Orłowski, który jest koordynatorem naukowym raportu.

Dlaczego więc Polacy nie wiedzą, gdzie leżą główne korzyści z członkostwa w UE? Zdaniem ekspertów, paradoksalnie, wpływ na to mogła mieć prounijna kampania informacyjna ze strony władz. "Łatwiej było wytłumaczyć społeczeństwu proste korzyści budżetowe niż wymagające większego zrozumienia mechanizmów ekonomicznych gospodarcze korzyści udziału w JRE. Uciekając przed kwestiami trudniejszymi do wytłumaczenia, politycy woleli wskazywać korzyści najbardziej widoczne dla ludzi, w tym zwłaszcza unijne fundusze oraz swobodę podróży i podejmowania pracy" - wyjaśnili.

Dodali, że pokazanie nie do końca prawdziwego obrazu korzyści jest ryzykowne, bo prowadzi do oczywistego pytania: czy jeśli w przyszłości Polska przestanie być beneficjentem netto budżetu UE, to nasze członkostwo straci sens? Jak zauważają eksperci, widać już wyraźnie, że taka teza może stać się jednym z głównych narzędzi sił antyeuropejskich, dążących do wyprowadzenia Polski z Unii.

- Bardzo ważne jest, żeby uświadamiać, że nawet gdyby budżet unijny nie dopłacał do Polski, to i tak warto byłoby w Unii być. Przecież większość krajów więcej dopłaca do budżetu niż otrzymuje w postaci funduszy, a mimo to korzystają one z członkostwa, ponieważ główne konfitury są w kwestii gospodarczej i rynkowej, a nie w budżecie - podsumował prof. Witold Orłowski.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
money.pl
KOMENTARZE
(1223)
Krzysiek z Gł...
1 tyg. temu
Haha Fundusze Europejskie. Z kogo wy robicie głupiego. Jakie Fundusze Europejskie?. Nikt w UNI nie rozdaje Polsce kasy. Niemiec Ci nie podaruje ani 1euro. Dają kasę a za tą kasę masz kupować w 90% produkty wyprodukowane w Niemczech lub realizować inwestycje które rozpędzają niemiecką gospodarkę a później je oddać drugi raz. To jest jedno ale najgorsze jest to, że bez wojny "pod płaszczykiem" UNI regulują naszym rynkiem i konkurencją która już dawno zaczyna ich zjadać. Nazwali unie EUROPEJSKĄ bo przecież jak by nazwali UNIA Niemiecka to Polak by się oburzył, a jak nazwali EUROPEJSKA to jest OK bo wszak wiadomo, że Polska leży w Europie to powinna należeć do UNI Europejskiej. UNIA Europejska to genialny w swojej prostocie pomysł, taki KOŃ TROJAŃSKI 21 wieku tylko w środku siedzą niemcy a nie Grecy. Dość przypomnieć ostatni wybryk z Polskim Transportem tj. wymyślili, że Polski Kierowca musi zarabiać tyle co Niemiecki i nie może spać w kabinie ciężarówki (ma płacić za Niemiecki hotel ) bo przecież nie można pozwolić żeby niemiecki transport zbankrutował. O takich samych przykładach dla rolnictwa, cukrowni, przemysłu samochodowego. stoczniowego i wielu innych gałęzi gospodarki nie chce mi się wspominać. Uciekać z UNI jak najszybciej i produkować bez limitów i obostrzeń. Co Wy myślicie, że jak wyjdziecie z UNI to gospodarka spowolni? niemcy nie kupują od nas ani nie sprzedają nam czegokolwiek z powodu obecnośći Polski w UNI tylko dlatego, że im się OPŁACA.
Krzysiek z Gł...
1 tyg. temu
Haha Fundusze Europejskie. Z kogo wy robicie głupiego. Jakie Fundusze Europejskie?. Nikt w UNI nie rozdaje Polsce kasy. Niemiec Ci nie podaruje ani 1euro. Dają kasę a za tą kasę masz kupować w 90% produkty wyprodukowane w Niemczech lub realizować inwestycje które rozpędzają niemiecką gospodarkę a później je oddać drugi raz. To jest jedno ale najgorsze jest to, że bez wojny "pod płaszczykiem" UNI regulują naszym rynkiem i konkurencją która już dawno zaczyna ich zjadać. Nazwali unie EUROPEJSKĄ bo przecież jak by nazwali UNIA Niemiecka to Polak by się oburzył, a jak nazwali EUROPEJSKA to jest OK bo wszak wiadomo, że Polska leży w Europie to powinna należeć do UNI Europejskiej. UNIA Europejska to genialny w swojej prostocie pomysł, taki KOŃ TROJAŃSKI 21 wieku tylko w środku siedzą niemcy a nie Grecy. Dość przypomnieć ostatni wybryk z Polskim Transportem tj. wymyślili, że Polski Kierowca musi zarabiać tyle co Niemiecki i nie może spać w kabinie ciężarówki (ma płacić za Niemiecki hotel ) bo przecież nie można pozwolić żeby niemiecki transport zbankrutował. O takich samych przykładach dla rolnictwa, cukrowni, przemysłu samochodowego. stoczniowego i wielu innych gałęzi gospodarki nie chce mi się wspominać. Uciekać z UNI jak najszybciej i produkować bez limitów i obostrzeń. Co Wy myślicie, że jak wyjdziecie z UNI to gospodarka spowolni? niemcy nie kupują od nas ani nie sprzedają nam czegokolwiek z powodu obecnośći Polski w UNI tylko dlatego, że im się OPŁACA.
Mikołaj
miesiąc temu
Widzę że większość komentarzy jest antyunijne co mnie bardzo cieszy. Jeszcze jakiś czas temu było to nie do pomyślenia. Oby tak dalej. Oby UE rozpadła się a jak nie to POLEXIT który bardzo popieram. Precz z UE.
CzłowiekuZmie...
2 miesiące temu
Trzeba być średniowiecznym głąbem żeby wierzyć, że jesteśmy potęgą i UE bez nas upadnie. Jesteśmy wrzodem na tyłku UE czyli w większości krajów cywilizowanych gdzie prezydent rozmawia w 4 językach a nasz nie potrafi w ojczystym. Nie trzeba snuć teorii wystarczy cofnąć się myślami do późnych lat 90 wyglądaliśmy jak bezdomni przy zachodniej części różnica była jak teraz przy rosyjskich kresach gdzie mieszkają w ziemiankach a na helikopter mówią UFO ale nie dziwie się z takimi emerytami, które myślą że są elitami a nie skończyły 8 klas dobrze jak dotrwamy przyszłej zimy.
Marek
2 miesiące temu
Orłowski zapomina, że otwarty unijny ma też inne aspekty - umozliwia drenowanie miliardów złotych rocznie z polskiej gospodarki przez zachodnie państwa, unikanie w płacenia podatków w Polsce przez zachodnie koncerny itp. Orłowski zapomina, że z każdego 1 euro, które trafia do Polski z europejskich funduszy aż 70% trafia do zachodnieuropejskich firm zasilając tamtejsze gospodarki. Może warto przypomnieć słowa niemieckiego ministra, przed debatą nad poprzednim budzetem unijnym, który stwierdził, że UE nie może obniżać budżetu i funduszy unijnych bo pomimo tego, że w świadomości obywateli UE Niemcy są płatnikami netto wiekszość tych funduszy unijnych i tak trafia do gospodarki niemieckiej!
...
Następna strona