Rozejm USA z Iranem uspokoił rynki. Giełdy rosną po decyzji Trumpa
Decyzja prezydenta Donalda Trumpa o przedłużeniu rozejmu z Iranem wywołała ostrożny optymizm na giełdach. Kontrakty w USA notują wzrosty, dolar słabnie, a inwestorzy uważnie śledzą wyceny surowców w obliczu trwającej blokady cieśniny Ormuz.
Amerykańska administracja zdecydowała się na bezterminowe zawieszenie broni na Bliskim Wschodzie. Prezydent Donald Trump ogłosił, że Stany Zjednoczone powstrzymają się od nowych ataków, choć jednocześnie podtrzymana zostanie blokada kluczowej dla transportu cieśniny Ormuz. To potężna zmiana nastrojów w porównaniu z sytuacją z zeszłego miesiąca, gdy rynki panicznie obawiały się eskalacji, a widmo otwartej wojny z Iranem umacniało dolara kosztem ryzykownych aktywów.
Jak informuje agencja Bloomberg, obecny krok stanowi wyraźną zmianę narracji względem wcześniejszych zapowiedzi amerykańskiej głowy państwa, która jeszcze kilka dni wcześniej określała przedłużenie rozejmu jako wysoce nieprawdopodobne w przypadku braku porozumienia.
Prezes UOKiK w "Biznes Klasie". "Raz miałem wbity nóż w oponę". Premiera w niedzielę o 17:00
Giełda w górę, dolar w dół
Decyzja ta zapadła w cieniu dyplomatycznego impasu. Wiceprezydent JD Vance miał udać się do Pakistanu w celu wznowienia rozmów z przedstawicielami Teheranu, jednak strona irańska odmówiła udziału w spotkaniu. Według doniesień półoficjalnej irańskiej agencji Tasnim, powodem były żądania USA, które Teheran uznał za nieracjonalne, co w praktyce zamroziło perspektywy na szybkie negocjacje.
Mimo braku przełomu dyplomatycznego, rynki finansowe zareagowały z ulgą. Kontrakty terminowe na amerykańskie indeksy S&P 500 oraz technologiczny Nasdaq 100 zanotowały wzrosty odpowiednio o 0,6 proc. i 0,7 proc. Z kolei amerykański dolar, który w okresach zawirowań geopolitycznych pełni rolę bezpiecznej przystani dla kapitału, zaczął tracić na wartości - również wobec złotego, poranny kurs to 3,60 zł, o ok. 0,25 proc. mniej niż przed poprzednim zamknięciem. Inwestorzy liczą, że złagodzenie działań zbrojnych wesprze globalny wzrost gospodarczy.
Wszystkie oczy na rynek surowców. Ropa tanieje
Szczególną uwagę analityków przykuwa obecnie zachowanie rynków towarowych, które są najbardziej wrażliwe na doniesienia z Bliskiego Wschodu. Nadzieje na deeskalację konfliktu przełożyły się na delikatne spadki cen ropy naftowej. Globalny benchmark, jakim jest ropa Brent, nieznacznie osłabł, oscylując wokół poziomu 98,10 dolara za baryłkę. Podobny trend zanotowano w przypadku amerykańskiej ropy West Texas Intermediate (WTI), której cena spadła o 0,3 proc. do 89,36 dolara za baryłkę.
Inaczej, ale zgodnie ze schematem, sytuacja wygląda w segmencie metali szlachetnych, które kontynuują marsz w górę. Cena złota wzrosła o 0,6 proc., osiągając poziom 4750 dolarów za uncję. Jeszcze wyraźniejszy ruch w górę zanotowało srebro, które zyskało 1,3 proc., zbliżając się do pułapu 77,67 dolara za uncję. Pokazuje to, że mimo rozejmu, część inwestorów nadal poszukuje zabezpieczenia przed ewentualnym powrotem rynkowej zmienności.
Złożone konsekwencje dla globalnej gospodarki
Komentatorzy rynkowi cytowani przez Bloomberga zwracają uwagę, że wpływ bliskowschodniego konfliktu na gospodarkę jest mocno zróżnicowany geograficznie. Dilin Wu, strateg w Pepperstone Group, zauważa w swojej nocie do klientów, że o ile zawieszenie broni sprzyja ryzykownym aktywom na świecie, o tyle sytuacja w Azji wygląda inaczej. Ekspertka podkreśla, że azjatyckie gospodarki są w dużym stopniu uzależnione od importu energii. W efekcie przedłużający się pat geopolityczny uderza w nie znacznie mocniej niż w Stany Zjednoczone, które cieszą się znacznie większą samowystarczalnością energetyczną. Znalazło to odzwierciedlenie na giełdach – podczas gdy Wall Street rosło, główne parkiety w Japonii, Hongkongu czy Australii notowały spadki.
Tymczasem amerykańska gospodarka wewnętrzna wydaje się odporna na geopolityczne wstrząsy. Najnowsze dane makroekonomiczne pokazały największy od roku skok sprzedaży detalicznej w USA. Konsumenci kontynuują wydatki na szeroką gamę towarów, ignorując tym samym wyższe ceny paliw wywołane globalnymi napięciami.
Przyszłość polityki monetarnej USA
W tle rynkowych zawirowań toczy się również debata o przyszłości polityki monetarnej. Kevin Warsh, nominowany przez Donalda Trumpa na stanowisko szefa Rezerwy Federalnej, zasygnalizował potrzebę stworzenia nowych ram do walki z utrzymującą się inflacją. Zapewnił jednocześnie o swojej niezależności, podkreślając, że prezydent nie oczekiwał od niego deklaracji w sprawie konkretnych decyzji dotyczących stóp procentowych. – Prezydent nominował mnie na to stanowisko, a jeśli zostanę zatwierdzony jako przewodniczący Rezerwy Federalnej, będę działał niezależnie – stwierdził Warsh.
Warto przypomnieć, że rynki surowcowe i akcyjne od kilku miesięcy podlegają potężnym wahaniom podyktowanym przez geopolitykę i decyzje amerykańskiej administracji. Jeszcze pod koniec marca eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie windowała ceny ropy do niemal rekordowych poziomów, boleśnie uderzając w globalne nastroje inwestycyjne. Z kolei rynki metali szlachetnych doświadczały w ostatnim czasie prawdziwego rollercoastera – podczas gdy obecnie metale te drożeją, zaledwie kilka tygodni temu obserwowaliśmy paniczną wyprzedaż i ostre spadki wycen kruszców na fali rynkowego strachu.
Dodatkowym czynnikiem kształtującym globalne rynki od początku roku jest sama polityka Białego Domu, która bezpośrednio wpływa na światowy handel. Inwestorzy z uwagą śledzą chociażby rynek surowców bazowych, gdzie styczniowe decyzje Donalda Trumpa doprowadziły do wyraźnego wzrostu cen miedzi, tradycyjnie traktowanej przez analityków jako barometr koniunktury w globalnym przemyśle.
Jak podsumowuje Christopher Wong, strateg w Oversea-Chinese Banking Corp., obecna sytuacja to gra nerwów. Obie strony konfliktu próbują wzmocnić swoją pozycję negocjacyjną, czekając, kto pierwszy ustąpi. Zanim to nastąpi, apetyt na ryzyko może być ograniczony, jednak ewentualny przełom ma szansę wywołać silne wzrosty na rynkach. Do tego czasu koszty konfliktu pozostają realne, czego dowodem jest choćby sytuacja linii lotniczych United Airlines, które zmuszone były obniżyć prognozy zysków na ten rok ze względu na uderzające w branżę, wysokie ceny paliwa lotniczego.
Źródło: Bloomberg