2,65 mld euro na Polskę Wschodnią. Unia chce zatrzymać ludzi, firmy i inwestycje

Polska Wschodnia dostaje dodatkową pulę pieniędzy z UE. Program ma wspierać biznes, kolej, drogi, energetykę, klimat i turystykę. Pytanie brzmi, czy miliardy wystarczą, by regiony przestały tracić dystans do bogatszej części kraju.

Zalew w Józefowie na RoztoczuZalew w Józefowie na Roztoczu
Źródło zdjęć: © East News | Marek Zajdler
Paweł Gospodarczyk
Projekt Spójność
Projekt Spójność © Wirtualna Polska

Polska Wschodnia od lat jest jednym z najważniejszych adresatów unijnej polityki spójności. Nie dlatego, że brakuje jej potencjału. Przeciwnie — problem polega na tym, że przez dekady potencjał ten był trudniejszy do wykorzystania: słabsze połączenia transportowe, mniejsza liczba dużych inwestorów, niższa produktywność części firm, odpływ młodych i gorszy dostęp do niektórych usług publicznych.

Nowa pula funduszy ma pomóc zmniejszyć ten dystans. Program Fundusze Europejskie dla Polski Wschodniej 2021-2027 to dodatkowe pieniądze poza programami regionalnymi i krajowymi. Wsparcie obejmuje województwa lubelskie, podlaskie, podkarpackie, świętokrzyskie, warmińsko-mazurskie oraz część Mazowsza bez Warszawy i dziewięciu otaczających ją powiatów.

Z unijnych środków na cały program przewidziano ponad 2,65 mld euro, czyli około 12 mld zł. Całkowity budżet programu wynosi 3,19 mld euro.

Na papierze to kolejna linijka w unijnym budżecie. W praktyce — próba odpowiedzi na pytanie, które od lat wraca w debacie o rozwoju: czy Polska Wschodnia może przestać być regionem, z którego wyjeżdża się po lepszą pensję, lepszą pracę i lepszą komunikację?

Najbardziej kolorowa kraina Polski. Tego się tam nie spodziewacie

Tu chodzi o pracę, nie o folder promocyjny

Sens programu jest prosty: pieniądze mają przełożyć się na firmy, miejsca pracy, dojazdy i jakość życia. Dlatego środki podzielono na kilka obszarów. Na przedsiębiorczość przewidziano 500 mln euro, na dystrybucję energii 120 mln euro, na adaptację miast do zmian klimatu 255 mln euro, na niskoemisyjną mobilność miejską 420 mln euro, na kolej 690 mln euro, na drogi wojewódzkie 430 mln euro, a na zrównoważoną turystykę 140,4 mln euro.

To pokazuje, że program nie jest jedną wielką dotacją "na Wschód". To raczej zestaw narzędzi, które mają poprawić warunki prowadzenia biznesu i życia w regionie. Firma potrzebuje drogi, kolei, energii, pracowników i rynku zbytu. Mieszkaniec potrzebuje pracy, transportu, szkoły, usług i miasta, w którym da się funkcjonować także w czasie upałów czy ulewy.

Najbardziej bezpośredni efekt dla gospodarki ma dać wsparcie przedsiębiorstw. Unijne pieniądze mogą pomóc firmom inwestować w automatyzację, robotyzację, cyfryzację, nowe produkty czy bardziej efektywne procesy. Dla mniejszych firm z regionów peryferyjnych taka dotacja bywa różnicą między pozostaniem lokalnym podwykonawcą a wejściem na wyższy poziom marży i konkurencyjności.

To ważne, bo sama tania praca nie jest już strategią rozwoju. Jeśli Polska Wschodnia ma przyciągać i zatrzymywać ludzi, potrzebuje lepszych miejsc pracy, a nie tylko niższych kosztów życia. A lepsze miejsca pracy zwykle powstają tam, gdzie firmy inwestują w technologie, eksport, specjalizację i wyższą produktywność.

Transport to nadal gospodarczy krwiobieg

Drugi filar to transport. Program zakłada zwiększenie dostępności kolejowej i drogowej makroregionu. W planowanych efektach wskazano m.in. 380 km przebudowanych i zmodernizowanych linii kolejowych oraz 230 km dróg wybudowanych lub przebudowanych.

To nie jest infrastrukturalny detal. Dla inwestora czas dojazdu do autostrady, terminala, lotniska czy dużego rynku pracy ma znaczenie. Dla pracownika — możliwość dojazdu do większego miasta bez przeprowadzki. Dla uczelni — szansa na większy zasięg. Dla turystyki — łatwiejszy przyjazd. Dla lokalnego biznesu — niższe koszty logistyki.

W Polsce Wschodniej transport przez lata był jednym z symboli rozwojowej luki. Brak dobrych połączeń nie tylko wydłuża podróże, ale też ogranicza rynek pracy. Jeśli mieszkaniec mniejszego miasta nie może sprawnie dojechać do większego ośrodka, ma mniejszy wybór ofert. Jeśli firma działa z dala od dobrych tras, ma trudniej z dostawami, klientami i pracownikami.

Dlatego drogi i kolej nie są tu tylko betonem i torami. Są sposobem na poszerzenie rynku pracy i rynku usług.

Energia i klimat decydują o atrakcyjności regionu

Nowy element to energetyka i klimat. Program ma wspierać inteligentne sieci energetyczne, rozwój OZE, adaptację miast do zmian klimatu i ochronę przyrody. Według założeń 340 tys. osób ma zostać podłączonych do nowoczesnych systemów energetycznych, 31 miast ma stać się bardziej odpornych na zmiany klimatu, a nowy ekologiczny tabor transportu publicznego ma pomieścić 25 tys. pasażerów.

To nie jest zielony dodatek do głównego programu. Coraz częściej właśnie dostęp do energii, stabilność sieci i odporność na ekstremalną pogodę przesądzają o tym, gdzie firmy chcą inwestować. Przedsiębiorca potrzebuje przewidywalnych kosztów energii. Miasto potrzebuje transportu, który nie będzie drenował budżetu. Mieszkańcy potrzebują przestrzeni, która nie zamienia się latem w wyspę ciepła.

Polska Wschodnia ma też naturalny atut: przyrodę i turystykę. Ale turystyka nie rozwinie się bez infrastruktury, usług i dostępności. Dlatego 140,4 mln euro na zrównoważoną turystykę może być ważne dla miejsc, które nie przyciągną wielkiej fabryki, ale mogą budować dochody na usługach, gastronomii, noclegach, rekreacji i lokalnych produktach.

Najtrudniejsze będzie zatrzymanie młodych

Pieniądze z UE mogą sfinansować drogi, tabor, sieci i dotacje dla firm. Nie mogą jednak same stworzyć lokalnego ekosystemu rozwoju. Największym testem będzie demografia i rynek pracy. Młodzi ludzie zostają tam, gdzie widzą perspektywę: dobrą pracę, mieszkanie, transport, usługi publiczne i jakość życia. Jeśli tego nie ma, nawet najładniejsza inwestycja z unijną tablicą nie wystarczy.

Dlatego sukces programu trzeba mierzyć nie tylko kilometrami dróg i liczbą podpisanych umów. Ważniejsze będzie to, czy wsparte firmy rzeczywiście zwiększą sprzedaż i zatrudnienie, czy kolej poprawi codzienne dojazdy, czy miasta staną się wygodniejsze do życia, a lokalne gospodarki mniej zależne od kilku dużych pracodawców.

W planowanych efektach programu wskazano m.in. 2 tys. nowych miejsc pracy we wspartych przedsiębiorstwach i wsparcie 2 tys. małych i średnich firm. To konkret, ale skala wyzwań jest większa. Polska Wschodnia potrzebuje nie tylko pojedynczych projektów, lecz trwałej zmiany warunków inwestowania.

Miliardy są. Teraz liczy się jakość wydania

Największym ryzykiem jest rozproszenie pieniędzy. Jeśli środki pójdą na projekty przypadkowe, efekt będzie punktowy. Jeśli zostaną spięte w logiczną całość — firma, droga, kolej, energia, pracownik, turystyka, miasto — mogą wzmocnić lokalne gospodarki na lata.

To właśnie jest sens spójności. Nie chodzi o to, by wszystkie regiony wyglądały tak samo. Chodzi o to, by mieszkaniec Suwałk, Chełma, Przemyśla, Ełku, Kielc czy Radomia nie miał na starcie gorszego dostępu do pracy, transportu, usług i inwestycji tylko dlatego, że mieszka dalej od największych metropolii.

Unijne 2,65 mld euro nie rozwiąże wszystkich problemów Polski Wschodniej. Ale może zmniejszyć najdroższe bariery rozwoju: słabe połączenia, niedoinwestowane sieci, niższą produktywność firm i gorszą odporność miast. Dla regionu to szansa. Dla państwa — test, czy pieniądze z polityki spójności potrafimy zamienić w trwały wzrost, a nie tylko w kolejną listę rozliczonych projektów.

 Projekt Spójność - dół
Projekt Spójność - dół © Licencjodawca
Wybrane dla Ciebie