Miasta się gotują, kanalizacja nie nadąża. Unijne miliardy mają nas chronić

Upały, susze i gwałtowne ulewy coraz częściej uderzają w miasta. Fundusze spójności mają pomóc w adaptacji: od retencji i zieleni po wodociągi, energetykę i transport. Stawką są nie tylko wygoda, ale też rachunki i lokalne budżety.

East News archiwum 2026Fot. Adam Burakowski/East News, 29.06.2026. Rekordowe upaly w Warszawie. Zbieg ulic Krakowskie Przedmiescie i Nowy Swiat. Kurtyna wodna i samochod MPWiK z woda pitna.Adam BurakowskiSkutki upałów a fundusze UE
Źródło zdjęć: © East News | Adam Burakowski
Paweł Gospodarczyk
Projekt Spójność
Projekt Spójność © Wirtualna Polska

Jeszcze kilka lat temu adaptacja do zmian klimatu brzmiała jak hasło z eksperckiego raportu. Dziś dla wielu miast oznacza bardzo konkretne problemy: zalane ulice po ulewach, przegrzane place, wysychającą zieleń, przeciążone sieci, rosnące koszty energii i mieszkańców, którzy w czasie fali upałów szukają cienia, wody i chłodniejszego mieszkania.

To dlatego fundusze spójności coraz częściej nie finansują już wyłącznie "twardej" infrastruktury w tradycyjnym rozumieniu. Obok dróg i kolei pojawiają się projekty, które mają przygotować miasta na bardziej skrajne warunki pogodowe. Chodzi o retencję, gospodarowanie wodami opadowymi, zielono-niebieską infrastrukturę, renaturyzację rzek, efektywność energetyczną, OZE i transport publiczny.

Program FEnIKS, czyli największy krajowy program w nowej perspektywie finansowej, obejmuje m.in. zwiększenie efektywności energetycznej, redukcję gazów cieplarnianych, adaptację do zmian klimatu, gospodarkę wodno-ściekową i odpadową. W rządowym opisie wskazano też transport, ochronę zdrowia i kulturę.

Upały groźne nie tylko dla ludzi. Weterynarz zdradza kilka trików

Klimat wystawia rachunek

Najprostszy sposób myślenia o tych inwestycjach jest taki: jeśli miasta nie wydadzą pieniędzy wcześniej, zapłacą później. Tyle że później rachunek może być wyższy. Zalana droga oznacza remont. Podtopiona szkoła — osuszanie i wymianę instalacji. Przegrzany budynek — klimatyzatory i większe zużycie prądu. Susza — podlewanie zieleni, problemy z wodą i presję na sieci.

W tym sensie fundusze spójności przestają być opowieścią o "ładniejszych miastach". Stają się narzędziem ograniczania strat. Park, drzewa, zbiornik retencyjny czy rozszczelniony betonowy plac mogą nie robić takiego wrażenia jak nowa obwodnica, ale ich ekonomiczny sens jest coraz bardziej oczywisty. Zatrzymana woda to mniejsze ryzyko lokalnej powodzi. Cień i zieleń to niższa temperatura w mieście. Mniej betonu to mniejsze przeciążenie kanalizacji deszczowej.

Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej prowadził nabory w ramach działania dotyczącego adaptacji terenów zurbanizowanych do zmian klimatu. Chodziło m.in. o zrównoważone systemy gospodarowania wodami opadowymi z udziałem zieleni, zielono-niebieskiej infrastruktury i rozwiązań opartych na przyrodzie.

To są inwestycje, które przeciętny mieszkaniec może zobaczyć pod blokiem albo przy szkole: ogrody deszczowe, zbiorniki, nowe nasadzenia, zielone przystanki, przebudowane place, odtworzone cieki, parki kieszonkowe czy systemy odprowadzania i zatrzymywania wody.

Woda staje się inwestycją strategiczną

Widać też drugi kierunek: rzeki i zasoby wodne. Pod koniec czerwca poinformowano, że Wody Polskie zrealizują trzy projekty renaturyzacyjne z dofinansowaniem z FEnIKS. Łączna kwota wsparcia to ponad 59,8 mln zł, a działania obejmą rzeki Nysa Kłodzka, Noteć i Rega.

To nie jest temat wyłącznie dla ekologów. Renaturyzacja i lepsze gospodarowanie wodą mają coraz większe znaczenie gospodarcze. Woda potrzebna jest rolnictwu, energetyce, przemysłowi, turystyce i gospodarstwom domowym. Jej brak albo nadmiar w złym momencie oznacza konkretne koszty: straty w uprawach, uszkodzenia infrastruktury, ograniczenia poboru, przestoje i wydatki na naprawy.

W miastach problem jest szczególnie widoczny, bo przez lata dominowała logika jak najszybszego odprowadzania wody. Deszcz miał spaść, trafić do kanalizacji i zniknąć. Przy gwałtownych ulewach taki model przestaje działać. Kanalizacja nie nadąża, ulice zamieniają się w potoki, a po kilku dniach upału miasto znowu walczy z suszą i przegrzaniem.

Dlatego nowa logika brzmi inaczej: zatrzymać wodę tam, gdzie spada. Nie zawsze oznacza to wielką inwestycję za setki milionów złotych. Czasem chodzi o tysiące mniejszych rozwiązań, które razem zmieniają bilans wodny miasta.

Mniej betonu, mniej kosztów

Miasta płacą za energię, utrzymanie budynków, naprawy dróg, działanie komunikacji miejskiej, zieleń, wodę i kanalizację. Jeśli klimat podbija te koszty, to ostatecznie zapłacą mieszkańcy — w podatkach lokalnych, opłatach, cenach biletów albo niższym standardzie usług.

Adaptacja jest więc formą inwestycji w stabilność kosztów. Termomodernizacja szkoły czy szpitala może ograniczać rachunki za ogrzewanie. Drzewa i zieleń mogą obniżać temperaturę lokalnie i zmniejszać zapotrzebowanie na chłodzenie. Retencja może ograniczać koszty awarii po ulewach. Transport publiczny może zmniejszać korki, emisje i zależność mieszkańców od samochodu.

Program Fundusze Europejskie dla Polski Wschodniej zakłada m.in. wsparcie adaptacji miast do zmian klimatu, ochrony bioróżnorodności i inteligentnych sieci elektroenergetycznych. Wśród planowanych efektów wskazano m.in. 31 miast bardziej odpornych na zmiany klimatu oraz 340 tys. osób podłączonych do nowoczesnych systemów energetycznych.

To pokazuje, że adaptacja nie jest osobnym, pobocznym rozdziałem unijnych funduszy. Jest spleciona z energetyką, transportem, wodą, jakością życia i atrakcyjnością inwestycyjną miast.

Kto zrobi to szybciej, ten mniej straci

Największym problemem może być tempo. Projekty klimatyczne są często trudniejsze do sprzedania mieszkańcom niż nowa droga czy parking. Efekt bywa mniej spektakularny, rozłożony w czasie i trudniejszy do pokazania na zdjęciu. Do tego dochodzą spory o przestrzeń: mniej betonu oznacza czasem mniej miejsc parkingowych, przebudowę ulic, zmiany w organizacji ruchu.

Ale rachunek za brak adaptacji będzie coraz bardziej bezlitosny. Miasta, które wcześniej zainwestują w wodę, cień, zieleń, efektywność energetyczną i transport, mogą w kolejnych latach uniknąć części kosztów. Te, które będą odkładać decyzje, zapłacą za awarie, remonty i działania doraźne.

W praktyce walka o klimat w miastach będzie walką o pieniądze. O to, ile zapłacimy za energię, wodę, naprawy po ulewach i funkcjonowanie usług publicznych. Unijne miliardy nie zatrzymają upałów ani burz. Mogą jednak zdecydować, czy miasta będą na nie przygotowane, czy za każdym razem będą liczyć straty po fakcie.

 Projekt Spójność - dół
Projekt Spójność - dół © Licencjodawca
Wybrane dla Ciebie