Nadchodzi ekstremalny upał. Będzie powtórka z blackoutu? Przez 10 lat wiele się zmieniło

W ostatni weekend czerwca temperatura w cieniu może przekroczyć 40 stopni Celsjusza, tym samym może zostać pobity 105-letni rekord pomiarów. Fala upałów potrwa blisko tydzień i będzie wyzwaniem dla Polski. Zdaniem ekspertów nie czeka nas jednak powtórka z 2015 r., gdy doszło do kryzysu energetycznego.

Ekstremalne upały nadchodzą nad Polskę. To wyzwanie dla systemu energetycznegoEkstremalne upały nadchodzą nad Polskę. To wyzwanie dla systemu energetycznego
Źródło zdjęć: © Adobe Stock, wxcharts.com | ZipZapic.com, pawel
Piotr Bera

- Przekroczenie w niedzielę 40 stopni Celsjusza, jeśli chodzi o dobową temperaturę maksymalną, jest bardzo realne. Znajdująca się nad Francją fala upału przesunie się w stronę Niemiec, a następnie obejmie woj. lubuskie i dolnośląskie. W tych dwóch regionach realne jest pobicie istniejącego rekordu temperatury 40,2 stopnia Celsjusza z 29 lipca 1921 r. w Pruszkowie - mówi money.pl dr hab. Marek Błaś z Zakładu Klimatologii i Ochrony Atmosfery Uniwersytetu Wrocławskiego.

Wyjątkowo upalne powietrze zwrotnikowe znajduje się obecnie nad Francją, gdzie 22 czerwca odnotowano rekordy pomiarów. W kolejnych dniach temperatura miejscami może tam przekroczyć 45 stopni.

Fala upałów potrwa co najmniej do początku lipca - prognozuje IM
Fala upałów potrwa co najmniej do początku lipca - prognozuje IMGW © IMGW | Modele IMGW

- Tak ekstremalna temperatura to wynik kumulacji kilku czynników. Napłynęła upalna masa suchego i kontynentalnego powietrza zwrotnikowego. Do tej pory towarzyszyły temu wilgoć oraz burze, teraz powietrze, które znajdzie się nad Polską, będzie suche. Pojawi się niewielkie zachmurzenie i ilość promieniowania docierającego do powierzchni ziemi będzie praktycznie nieograniczona. Jesteśmy w okresie najdłuższych dni i największego kąta padania promieni słonecznych - tłumaczy naukowiec.

Stałe bazy NATO. Ujawnia, jakich przywilejów potrzeba

I dodaje, że kolejnym z elementów jest wyż. W weekend Polska znajdzie się w centrum układu, więc "nie ma szans" na zachmurzenie i opady. Ponadto przez kolejne dni dojdzie do wysuszenia wierzchniej warstwy gruntu, co spowoduje, że po ostatnich deszczach nie będzie żadnego śladu, nie będzie więc parowania. Nie prognozuje się też większego wiatru.

To wszystko zapracuje na wyjątkowo wysoką temperaturę. Jest wysokie prawdopodobieństwo pobicia rekordu temperatury w Polsce - ocenia dr Błaś.

- Ostatnią tak intensywną falę upałów mieliśmy w sierpniu 2015 r. Rekordu Polski nie pobito, ale w wielu lokalnych stacjach padły rekordy, tak było we Wrocławiu, gdzie odnotowano 38,9 stopnia. To jest podobna sytuacja – uważa nasz rozmówca.

Prognozowany rozkład temperatur w Europie w sobotę 27 czerwca - zrzut ekranu z serwisu Wxcharts.com, który bazuje na danych firmy meteorologicznej MetDesk
Prognozowany rozkład temperatur w Europie w sobotę 27 czerwca - zrzut ekranu z serwisu Wxcharts.com, który bazuje na danych firmy meteorologicznej MetDesk © wxcharts.com

Nie chcą powtórki z 2015 roku

Prognozy uważnie śledzi branża energetyczna pamiętająca sytuację z 2015 r., gdy fala upałów oraz niski poziom wód w rzekach doprowadziły do wprowadzenia najwyższego, 20. stopnia zasilania dla odbiorców przemysłowych. Odbiorca mógł pobierać moc tylko do poziomu niezbędnego dla zachowania bezpieczeństwa.

Susza spowodowała, że elektrownie nie mogły się chłodzić i w efekcie nie wyprodukowały wystarczającej ilości prądu. Wystąpiły przerwy w dostawie i odbiorze prądu w przemyśle, wymuszono ograniczenia zużycia w fabrykach, w biurach nie było klimatyzacji, w centrach handlowych nie działały ruchome schody. Ponadto Polskie Sieci Energetyczne (PSE) apelowały, żeby w godz. 11-15 Polacy nie korzystali ze zmywarek czy pralek. Tym razem tak źle być nie powinno.

- Jesteśmy raczej spokojni. Są to ekstremalne temperatury, ale powtórka z 2015 r. nam nie grozi ze względu na powszechną obecność fotowoltaiki, która przynajmniej do zmierzchu produkuje dużą ilość energii. Pozostaje kwestia elastyczności wykorzystania bloków węglowych późnym popołudniem oraz wieczorem. Wtedy spadnie jakość fotowoltaiki i miejscami sytuacja może być napięta, ale nie przewidujemy większego uderzenia - ocenia Grzegorz Onichimowski, obecny prezes PSE.

Zgadza się z nim Bartłomiej Derski, dziennikarz serwisu WysokieNapiecie.pl.- Fotowoltaika odciąża elektrownie węglowe, chociaż w upały panele tracą trochę swojej sprawności. Fotowoltaika często nie ma szczytu swojej generacji w środku lata, tylko późną wiosną i wczesną jesienią. Największą produktywność ma wysoko w Alpach, gdzie jest chłodno i jest dużo słońca. Nie oznacza to, że panele nie działają, jak powinny. Fotowoltaika stabilizuje system w Polsce, a zapotrzebowanie na moc jest ogromne - mówi ekspert.

Derski dodaje, że na południu Europy operatorzy zachęcają obywateli, żeby z klimatyzacji korzystali w ciągu dnia, dopóki jest słońce. Wtedy wydajność systemu polegającego na fotowoltaice jest największa.

- Problem może pojawić się, gdy zaczynają się powroty z pracy do domu. W Polsce mamy ok. 2 mln domowych instalacji fotowoltaicznych na ok. 16 mln gospodarstw domowych. To wciąż mniejszość, ale rynek rośnie szybko i będzie coraz bardziej odczuwalny w systemie elektroenergetycznym. U mnie klimatyzacja chodzi w ciągu dnia, gdy mam najtańszy prąd w taryfie dynamicznej, czasem nawet zarabiam na niej przy ujemnych cenach – dodaje Derski.

Dziennikarz zwraca uwagę, że rekordy poboru mocy w Polsce wciąż przypadają na zimę. Derski tłumaczy, że w poniedziałek (21 czerwca) "intensywnie chłodził" klimatyzacją mieszkanie o pow. 80 m kw. i zużycie wyniosło 7 kWh. Natomiast w czasie styczniowych mrozów klimatyzacja do ogrzania mieszkania mogła zużyć nawet 18 kWh. Klimatyzacja działa sprawniej przy niższych różnicach temperatur. Problemem dla systemu energetycznego ma być czas trwania niekorzystnych warunków pogodowych.

To może być problem dla elektrowni konwencjonalnych. Dwa dni upałów nie doprowadzą do nagrzania zbiorników. W 2015 r. fala upałów trwała dwa-trzy tygodnie. Powtórzę jednak, że wówczas nie mieliśmy tak dużo fotowoltaiki – kontynuuje Derski.

Problem z globalnym ociepleniem

Dr Błaś zaznacza, że klatki meteorologiczne mierzące temperaturę znajdują się najczęściej nad trawą i na wysokości 2 m oraz z dala od zabudowy. To oznacza, że rzeczywista temperatura w zabetonowanych miastach jest znacznie wyższa, niż wynika z pomiaru. I z każdym rokiem prawdopodobieństwo kolejnych rekordów rośnie.

W latach 50., 60. i 70. średniorocznie mieliśmy 5-6 dni z przekroczeniem 30 stopni maksymalnej dobowej temperatury. To był okres z minusową anomalią, gdzie było chłodniej niż przeciętnie. Średnio takich dni w ciągu roku jest 6,8. Natomiast od 2015 r. mieliśmy pięć lat, w których liczba upalnych dni przekroczyła 25 - mówi dr Błaś.

Zmiany klimatu powodują, że europejski system energetyczny to system naczyń połączonych, gdzie poszczególne kraje wspierają się wzajemnie w chwilach kryzysu i nie tylko.

- Patrzymy na Francję, która ma nadwyżki mocy ze względu na dużą liczbę elektrowni jądrowych. Jeśli tam dojdzie do problemów, to odczują to też inni. Tak było na początku rosyjskiej inwazji na Ukrainę, gdy Francja miała problem z korozją w kilku blokach i doszło do remontów. Teraz takiej sytuacji nie ma, a Europa stawia na fotowoltaikę. Problemem może być deficyt wody, który wpłynie na chłodzenie elektrowni jądrowych czy węglowych - podkreśla Grzegorz Onichimowski.

Z kolei Bartłomiej Derski przypomina, że połączenia energetyczne mamy ze wszystkimi sąsiadami - poza Rosją i Białorusią.

- Często pomagamy krajom z Półwyspu Bałkańskiego. Rok temu wzrosły tam ceny prądu z powodu upałów i przesłaliśmy sporo energii przez Czechy, Słowację i Węgry do Rumunii, Bułgarii i Grecji. Na szczęście upały najczęściej nie zalegają nad całym kontynentem, to samo dotyczy fali mrozów. Możemy wspierać się nawzajem, co jest kluczowe dla bezpieczeństwa energetycznego. Kilka lat temu woda w Bałtyku była zbyt gorąca, żeby atom w Szwecji działał na pełnych obrotach. To są sytuacje, z którymi być może sami zmierzymy się w przyszłości. Musimy być do tego przygotowani – podsumowuje Derski.

Dlatego zdaniem prezesa PSE nie ma możliwości, żeby Europa odeszła od OZE. Jedynym rozwiązaniem jest dalszy ich rozwój.

- Kluczowe są magazyny energii, a naszym celem jest utrzymanie dobowego systemu niemal bez bloków konwencjonalnych. Do tego jeszcze nie doszliśmy, ale drogi odwrotu nie ma - kończy Onichimowski.

Piotr Bera, dziennikarz money.pl

Wybrane dla Ciebie