Chińskie panele zalewają Azję. Paradoks wojny w Zatoce
Słońce po raz pierwszy wyprzedziło gaz jako źródło prądu w Azji. Import chińskich paneli fotowoltaicznych do Azji Południowo–Wschodniej wzrósł zaś w pierwszym kwartale rok do roku o 150 proc. Kontynent wyraźnie umacnia kurs na słońce.
Według analizy Carbon Brief, fotowoltaika wskoczyła właśnie na podium w Azji jako trzecie co do wielkości źródło energii elektrycznej na kontynencie. Energetyka słoneczna odnotowała w ciągu 12 miesięcy (do kwietnia 2026 r.) gwałtowny wzrost. Wygenerowano z niej w tym czasie około 1727 TWh energii elektrycznej. To mniej więcej 10 razy tyle, ile Polska zużywa w rok ze wszystkich źródeł.
Węgiel i hydroenergetyka pozostają tam wciąż największymi źródłami prądu, generując odpowiednio ok. 52 i 12 proc. energii elektrycznej. Słońce zdetronizowało natomiast gaz, mimo że wcześniej spodziewano się wzrostu jego roli – analogicznie jak w Europie, czyli jako paliwa przejściowego między węglem a źródłami odnawialnymi.
Żadna "romantyczna historia". Tylko biznes
Azja buduje OZE szybciej niż reszta świata razem wzięta. Jak podliczyła Międzynarodowa Agencja Energii Odnawialnej (IRENA) w "Renewable Capacity Statistics 2026", w 2025 r. Azja odpowiadała za 74,2 proc. całego globalnego wzrostu i 56,1 proc. całkowitej globalnej mocy z OZE. Największy boom objął właśnie fotowoltaikę. – Dziesięć lat temu energia słoneczna była romantyczną historią, ale teraz stała się biznesem – mówił w maju Fatih Birol, szef Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA).
Wiatr może obniżyć rachunki za prąd. Eksperci zabrali głos
Dla azjatyckich tygrysów nie jest to już jedynie realizacja celów klimatycznych, lecz interes i bezpieczeństwo energetyczne. Trudno się dziwić zwłaszcza temu ostatniemu: od początku roku kontynent mierzy się z ogromnymi zakłóceniami w dostawach gazu i niestabilnością cen w związku z wojną USA i Iranu. Opublikowany w czerwcu raport Ember "Electric Asia" podaje, że przed konfliktem (dokładnie w 2024 r.) 45 proc. swojej ropy i 30 proc. LNG Azja zaimportowała właśnie z Bliskiego Wschodu.
IEA w dorocznym raporcie "World Energy Investment" policzyła tymczasem, że w wyniku wojny zostało uszkodzonych ponad 30 obiektów energetycznych na Bliskim Wschodzie: rafinerie, platformy wydobywcze, a także dwa z 14 modułów skraplania LNG w kompleksie Ras Laffan w Katarze. Łączny rachunek za naprawy infrastruktury: "dziesiątki miliardów dolarów" i kilka lat pracy.
Jesteśmy w trakcie największego kryzysu bezpieczeństwa energetycznego, z jakim świat kiedykolwiek się zetknął i wierzę, że zmieni on strategie inwestycyjne na całym świecie, podobnie jak miało to miejsce w przypadku poważnych zmian, których świat energetyki doświadczył po szokach naftowych w latach 70. – komentuje Fatih Birol w komunikacie towarzyszącym raportowi.
Dotknięta najmocniej, reaguje najszybciej
Paradoksalnie, destabilizacja szlaków handlowych stała się największym w historii dopalaczem zielonej transformacji w Azji – wynika zarówno z raportu IEA, jak i pozostałych dokumentów, które tu cytuję. Analitycy zwracają uwagę, że elektryfikacja staje się na kontynencie azjatyckim dominującym trendem. Przyznają też, że rosnące koszty inwestycji mogą spowolnić transformację w niektórych krajach, przede wszystkim wyspiarskich.
Wzrosty rok do roku zaprezentowane przez IEA, a będące pośrednio wynikiem konfliktu w Zatoce Perskiej, są imponujące. Dotyczą zaś całego sektora elektroenergetycznego: wystrzeliła bowiem sprzedaż samochodów EV, a nawet kuchenek indukcyjnych (dane dla Indii). Natomiast eksport paneli fotowoltaicznych z Chin do Azji Południowo-Wschodniej wzrósł aż o 150 proc. rok do roku.
Z danych Ember, cytowanych przez Carbon Brief wynika, że tylko w marcu 2026 r. Chiny wyeksportowały do Azji panele słoneczne o łącznej mocy 39 GW, a jest to niemal dwukrotnie więcej niż w lutym. To rekord – wskazują analitycy. Największym indywidualnym importerem chińskich paneli (poza Holandią, która służy jako centrum reeksportu dla Europy) zostały zaś Filipiny.
Filipiny – słoneczny rekordzista
W marcu 2026 r. w wyniku wojny na Bliskim Wschodzie Filipiny – podobnie jak wiele innych krajów Azji Południowo–Wschodniej – ogłosiły narodowy stan wyjątkowy w energetyce. Skrócono tydzień pracy, do oszczędności prądu przekonywano nie tylko firmy, ale i szeregowych obywateli.
Filipińczycy nie zasypiają jednak gruszek w popiele. W ostatnim czasie mocno zwiększyli import chińskich solarów, wyprzedzając pod tym względem dotychczasowego azjatyckiego lidera, czyli Pakistan. W ciągu sześciu miesięcy – od października 2025 do marca 2026 – Chiny eksportowały na Filipiny ogniwa słoneczne warte 292 mln dol. Międzynarodowa Agencja Energetyczna podaje, że to trzykrotny wzrost rok do roku.
W ramach aukcji przetargowych na Filipinach przyznano już w pierwszym kwartale tego roku 10,2 GW kontraktów solarnych, wiatrowych i na magazyny energii. Trwa też aukcja na 3,3 GW offshore – zwycięzcy mają być znani we wrześniu. Jak pisze IEA w raporcie, na Filipinach powstają też specjalne strefy ekonomiczne, gdzie rozwija się rodzima produkcja ogniw solarnych.
Pakistan – rewolucja na dachach
Mimo że zdetronizowany przez Filipiny, Pakistan wciąż zbiera owoce boomu na fotowoltaikę i magazyny, który eksplodował tam na początku 2025 r. i bazował na sile prosumentów. Wysokie taryfy, częste blackouty, zawodna sieć – to zmobilizowało konsumentów w Pakistanie do zakładania indywidualnych instalacji PV. IEA podsumowuje to poetycko: "konsumenci przejęli kontrolę nad swoim energetycznym przeznaczeniem".
Dzięki szybkiemu wzrostowi fotowoltaiki Pakistan uniknął nawet 6,3 mld dol. kosztów importu ropy i gazu w samym tylko 2026 r. – wylicza Centrum Badań nad Energią i Czystym Powietrzem (CREA). Połowę tego, co zaoszczędzono w sumie od 2020 r. Efektem boomu jest spadek zapotrzebowania na importowany gaz LNG – aż o 40 proc. w 2025 r. – Boom na energię słoneczną (w Pakistanie – red.) doprowadził do obniżenia rachunków za import i obecnie działa jak "polisa ubezpieczeniowa" na wypadek szoków cenowych ropy naftowej i LNG w Zatoce Perskiej – podsumowuje Lauri Myllyvirta, analityk CREA.
Analitycy Carbon Brief dodają, że elektrownie gazowe w Pakistanie są po prostu coraz częściej zbędne, gdy słońce dostarcza taniej energii. Kraj wskazywany wcześniej przez ekspertów jako kandydat do zalania rynku energetycznego gazem staje się dziś studium przypadku, jak kryzysy cenowe mogą przyspieszyć transformację energetyczną.
Indie wyprzedziły same siebie
Na każdego dolara zainwestowanego w wytwarzanie energii opartej na paliwach kopalnych, Indie inwestują dziś 3 dolary w OZE i energię jądrową – wylicza IEA w raporcie. Inwestycje energetyczne Indii rosną średnio 11 proc. rocznie przez ostatnie 5 lat i w 2026 r. sięgną 170 mld dol. Jeśli chodzi o fotowoltaikę, to inwestycje rosły tu przez ostatnie pięć lat o 25 proc. rocznie. Tylko w 2025 r. wydano na nią 20 mld dol. To do tej pory rekord, ale plany na 2026 są też ambitne.
Według raportu "Renewable Capacity Statistics 2026" od IRENA, łączna zainstalowana moc całego OZE w Indiach wzrosła do ok. 220 GW, a w 2025 r. kraj podwoił roczne tempo instalacji w stosunku do poprzedniej dekady. Jednocześnie w ubiegłym roku Indie osiągnęły cel 50 proc. mocy ze źródeł niekopalnych – pięć lat przed terminem.
W kwestii OZE dzieje się też wiele w innych azjatyckich krajach. Jak czytamy w raporcie IEA, ok. 6 mld dol. na przyspieszenie transformacji energetycznej przeznacza w tym roku Tajlandia. W Wietnamie jeden z deweloperów zawnioskował o zamianę planowanej elektrowni LNG 4,3 GW na instalację wiatrowo-solarną z magazynem. Indonezja – kraj złożony z 17 tys. wysp, z czego tylko 6 tys. jest podłączonych do krajowej sieci energetycznej – przyspiesza program przechodzenia z diesla na OZE. Część kraju jest dziś zasilana 5270 elektrowniami diesla. Władze zarządziły program ich konwersji na zasilanie OZE. IRENA zauważa nawet, że Bliski Wschód, czyli region będący centrum obecnego kryzysu, sam notował w 2025 r. największy wzrost mocy OZE w historii: o prawie 29 proc. Liderem tego wyścigu – co szczególnie ciekawe – jest Arabia Saudyjska.
Obecne i przeszłe kryzysy dowiodły, że uzależnienie od importu paliw kopalnych zagraża bezpieczeństwu energetycznemu. Gospodarki rozwijające się i wschodzące w Azji będą bardziej narażone na ryzyko, jeśli ceny energii będą nadal rosły – podkreśla dr Dinita Setyawati, starsza analityczka ds. energii w Ember. – O ile oszczędzanie energii może być rozwiązaniem przejściowym, to przejście na rodzime źródła energii odnawialnej może zapewnić więcej możliwości złagodzenia przyszłych kryzysów energetycznych – dodaje Myllyvirta.
Co nie znika?
Globalne inwestycje energetyczne, według prognoz IEA, wzrosną do 3,4 bln dol. (o 5 proc. rdr), z czego 2,2 bln dol. trafi do czystych technologii i infrastruktury, ale 1,2 bln nadal do paliw kopalnych. Bo inwestycje w węgiel, ropę czy gaz nie wygasają. Część krajów azjatyckich wręcz wydłuża żywotność elektrowni węglowych jako krótkoterminowe zabezpieczenie przed kolejnymi kryzysami. IRENA odnotowuje m.in., że w 2025 r. Chiny dodały do gospodarki ponad 100 GW mocy nieodnawialnych, z czego 81 proc. stanowi węgiel. Ogromną rolę w węglowym biznesie wciąż odgrywają też Indie.
Międzynarodowa Agencja Energetyczna uwrażliwia z kolei na zależności wynikające z łańcuchów dostaw i wskazuje na Pekin. Ok. 75 proc. globalnych inwestycji w produkcję czystych technologii, 80 proc. mocy produkcyjnych baterii litowo-jonowych i 95 proc. wafli PV pochodzi z Chin. Czy to możliwe, że Azja jedno uzależnienie (od ropy z Zatoki) zamieni na drugie (fotowoltaikę z Chin)? Analitycy Ember przekonują w raporcie "Electric Asia": kontynent ma zasoby słoneczne i wiatrowe wystarczające do pokrycia co najmniej 14-krotności całego swojego zapotrzebowania na energię i 100-krotności swojego wydobycia ropy i gazu. "Gdy wyłączyć Chiny, Azja nadal produkuje więcej modułów słonecznych i elementów akumulatorów niż reszta świata" – piszą także. I podsumowują, że aby czysta technologia mogła przez długi czas dostarczać lub zużywać energię elektryczną, import potrzebny jest raz. Tankowce pływają na okrągło.
Karolina Deling-Jóźwik, dziennikarka, wydawczyni podcastu "Lepszy Klimat"