Atak na tankowiec w cieśninie Ormuz. Iran zamyka szlak
Z informacji przekazanych w sobotę przez agencję Reutera, bazującą na raportach brytyjskiej agencji UKMTO, wynika, że na wodach cieśniny Ormuz doszło do niebezpiecznego incydentu. Do przepływającego tankowca zbliżyły się dwie uzbrojone jednostki morskie należące do irańskiej Gwardii Rewolucyjnej, które następnie oddały strzały w kierunku statku.
Zdarzenie miało miejsce około 20 mil morskich na północ od wybrzeży Omanu. Z relacji przekazanej przez kapitana ostrzelanego tankowca wynika, że sytuacja została opanowana, a zarówno sama jednostka, jak i jej załoga są obecnie bezpieczne. W marcowym ataku na tankowiec w pobliżu cieśniny Ormuz, straty były wyższe - rany odniosły cztery osoby.
Oficjalne stanowisko i uzasadnienie sobotnich działań przedstawiła irańska armia w komunikacie cytowanym przez agencję Tasnim.
"W następstwie wcześniejszych porozumień Islamska Republika Iranu zgodziła się, w dobrej wierze, zezwolić ograniczonej liczbie tankowców i statków handlowych na kontrolowany przepływ przez cieśninę Ormuz. Niestety, Amerykanie, notorycznie łamiąc obietnice, nadal dopuszczają się bandytyzmu i piractwa pod przykrywką tak zwanej blokady" - piszą.
Zbudował potężną firmę. Mówi, czego potrzebuje polska gospodarka
Cieśnina Ormuz ponownie zamknięta
Sobotni incydent zbiegł się w czasie ze wzmożoną aktywnością komunikacyjną irańskiego wojska. Agencja Reutera powiadomiła, że część statków handlowych znajdujących się w tym regionie odebrała drogą radiową komunikaty ostrzegające o ponownym zamknięciu cieśniny Ormuz i zakazie korzystania z tej drogi wodnej.
Równolegle irańska armia wydała oficjalne oświadczenie, w którym poinformowała, że sytuacja na tym akwenie "powróciła do stanu poprzedniego", a siły zbrojne przejęły "ścisłą kontrolę" nad szlakiem.
Napiętą retorykę podtrzymał również irański najwyższy przywódca Modżtaba Chamenei. Za pośrednictwem komunikatora Telegram zadeklarował, że irańska flota (która już nie istnieje, jak stwierdził wcześniej Biały Dom) jest w pełnej gotowości, by "zadać kolejne klęski wrogom".
Koniec krótkotrwałego rozejmu
Bieżące wydarzenia stanowią nagły zwrot w stosunku do deklaracji z końca tygodnia. Jeszcze w piątek władze w Teheranie ogłosiły otwarcie cieśniny Ormuz dla wszystkich jednostek handlowych, co miało obowiązywać do wtorku wieczorem w ramach rozejmu w wojnie z USA i Izraelem.
Decyzja ta spotkała się z reakcją Waszyngtonu. Prezydent Donald Trump potwierdził otwarcie szlaku, jednak stanowczo zapowiedział, że amerykańska blokada irańskich portów zostanie utrzymana aż do momentu wypracowania ostatecznego porozumienia.
To stanowisko wywołało natychmiastową reakcję Teheranu – przewodniczący irańskiego parlamentu Muhammad Bager Ghalibaf zagroził ponownym zamknięciem cieśniny, jeśli Stany Zjednoczone nie wycofają się z blokady morskiej.
Zagrożenie dla dostaw surowców i globalnego handlu
Sytuacja w regionie pozostaje niezwykle napięta od kilku miesięcy, co ma drastyczny wpływ na globalną gospodarkę. Od momentu eskalacji konfliktu wojna w Iranie potężnie uderzyła w szlaki handlowe, doprowadzając do spadku ruchu tranzytowego o ponad 80 proc.
Armatorzy znaleźli się w potrzasku, a już na początku marca analitycy rynków surowcowych alarmowali, że u bram cieśniny Ormuz w obawie przed ostrzałem koczują liczne tankowce i masowce z ładunkami ropy oraz LNG.
Aby ratować ciągłość dostaw surowców energetycznych i uspokoić światowe rynki, strona amerykańska musiała podjąć niestandardowe środki bezpieczeństwa. Zdecydowano między innymi, że amerykańskie okręty będą eskortować komercyjne tankowce w cieśninie Ormuz. Jak jednak pokazuje najnowszy incydent z udziałem jednostek Gwardii Rewolucyjnej, nawet wojskowa obecność nie jest w stanie w pełni zagwarantować bezproblemowej żeglugi na tym kluczowym szlaku.
Źródło: PAP