Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
oprac. WZI
|
aktualizacja

Banki centralne mają trudne zadanie. Chodzi o "indeks nędzy"

78
Podziel się:

Przed światowymi bankami centralnymi trudne zadanie. Muszą walczyć z wysoką inflacją i jednocześnie nie zadusić gospodarki, co mogłoby się skończyć recesją. – O jakości polityki społeczno–gospodarczej świadczą dwa wskaźniki: inflacja i bezrobocie. Suma tych wskaźników to tzw. indeks nędzy. Im wyższy ten wskaźnik, tym gorzej – powiedziała w programie "Money. To się liczy" prof. Elżbieta Mączyńska, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego.

Banki centralne mają trudne zadanie. Chodzi o "indeks nędzy"
Banki centralne mają trudne zadanie (East News, Jacek Dominski/REPORTER)

Damian Szymański, money.pl: Można być w dzisiejszych czasach optymistą?

Prof. Elżbieta Mączyńska, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego: W dzisiejszych czasach o optymizm jest bardzo trudno, bo powodów do niego za wiele nie ma. Ale trzeba wyciskać z siebie pokłady optymizmu, bo on jest smarem dla gospodarki.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Zobacz także: Kumulacja kryzysów. "Nie ma powodów do optymizmu"

A dlaczego tak trudno być optymistą? Gdzie są te miny gospodarcze, które trzeba rozbroić?

Mamy do czynienia z multiplikacją kryzysową. Kryzysy nakładają się na siebie, cały czas odczuwamy następstwa kryzysu pandemicznego, teraz mamy kryzys związany z wojną, oprócz tego kryzys demograficzny, kryzys elit globalnych, kryzys klimatyczny, emigracyjny, zadłużenia, ta lista jest bardzo długa.

Na to nakłada się ogromna niepewność i myślę, że rację mają naukowcy mówiący o iluzji wiedzy. Żyjemy w okresie przesilenia cywilizacyjnego, kiedy stara, dobrze znana gospodarka i cywilizacja industrialna się kończy. Wchodzimy w erę cywilizacji cyfrowej, na co nie jesteśmy przygotowani.

Można do tego dodać fatalną sytuację, jaką mamy w Polsce. Jest okres przedwyborczy, w którym argumenty merytoryczne wypierane są przez argumentację czysto polityczną. To prowadzi do absurdalnych opinii i jest bardzo niepokojące.

A jaka jest najbardziej absurdalna opinia, jaką usłyszała pani ostatnio?

Na przykład taka, że opozycja dąży do wyjścia Polski z Unii Europejskiej. Albo, że jeżeli będziemy transportować przez Polskę zboże z Ukrainy, to zagrozi to naszym rolnikom. To są opinie absurdalne i jątrzące.

Wiszą nad nami kryzysy, a tymczasem rząd obniża podatki. Z kolei profesor Glapiński stwierdził ostatnio, że jest najlepszym prezesem NBP na ten czas. Co pani na to?

Są błędy w polityce gospodarczej. Ja uważam, że takim błędem jest tendencja na obniżanie podatków. Ciągle za mało miejsca jest na progresję podatkową, czyli progi podatkowe.

Jeśli popatrzymy na doświadczenia innych krajów, to tych progów jest znacznie więcej. I nie przemawia do mnie argument, że w Polsce osób bogatych jest ciągle mało. Ich jest coraz więcej.

Wydatki budżetowe nieuchronnie muszą rosnąć, ze względu na trudną sytuację i pomoc osobom najbardziej dotkniętym inflacją. Jeśli tej pomocy nie będzie, to zwiększą się nierówności. A trzeba pamiętać, że nierówności społeczne zabijają popyt.

Prezes Glapiński na czwartkowej konferencji zarysował już perspektywę obniżek stóp procentowych. Wiemy, że przed nami jest spowolnienie gospodarcze. W jakiej sytuacji jesteśmy?

Polska ma silne fundamenty ze względu na potencjał kwalifikacyjny ludzi. Nie ulega jednak wątpliwości, że musimy się przygotować na spadek tempa rozwoju gospodarczego. To jest nieuchronne.

Istotne jest, czy Polska nie wpadnie w recesję. Moim zdaniem w tym roku nie dojdzie w Polsce do recesji, nawet technicznej. Natomiast niewątpliwie spadek nastąpi.

Bank Światowy obniżył prognozy rozwoju gospodarczego Polski. Polska jest traktowana jako kraj przyfrontowy i w związku z tym ryzyka, jakie dotyczą gospodarki globalnej, dotyczą nas w szczególności.

Są ekonomiści, którzy przewidują, że złoty nie umocni się nawet do końca 2023 roku, bo różnica poziomu stóp między Eurolandem a Polską będzie maleć. Czy rzeczywiście może być tak, że z inflacją musimy się "zaprzyjaźnić"?

Niewątpliwie zapowiedzi Europejskiego Banku Centralnego o podwyżkach stóp procentowych mogą wpływać na osłabienie złotego.

Natomiast co do "zaprzyjaźnienia się" z inflacją, jeszcze przed pandemią ekonomiści zapowiadali zagrożenie sekularną stagnacją, czyli sytuację, kiedy popyt nie nadąża za podażą.

To ryzyko wcale nie znika. Mamy co prawda zerwane łańcuchy dostaw i problemy z podażą niektórych towarów, ale ta sytuacja będzie się zmieniała i poprawiała. A ponieważ problem globalnych, narastających nierówności nie znika, możemy się spodziewać osłabienia konsumpcji, która napędza gospodarkę.

To może osłabiać trendy inflacyjne. Z całą pewnością celu inflacyjnego nie osiągniemy szybko. Ale trzeba pamiętać, że zbyt niska inflacja też nie sprzyja wzrostowi gospodarczemu. Istotne jest, żeby cel był utrzymywany i by jednocześnie nie zabijać wzrostu gospodarczego.

Banki centralne na świecie mają trudne zadanie, żeby balansować na cienkiej granicy zbicia inflacji i niedoprowadzenia do recesji. To się uda?

Już przeżyliśmy w Polsce proces duszenia inflacji w programie Leszka Balcerowicza, kiedy inflację udawało się zwalczyć, ale jednocześnie bezrobocie przekraczało 20 proc.

Na pewno o jakości polityki społeczno–gospodarczej świadczą dwa wskaźniki: inflacja i bezrobocie. Suma tych wskaźników to tzw. indeks nędzy. Im wyższy ten wskaźnik, tym gorzej.

Jeżeli jest niska inflacja i wysokie bezrobocie, to nieuchronnie tracimy potencjał. Dlatego rozsądni ekonomiści jako priorytet stawiają walkę z bezrobociem. Na szczęście tutaj mamy w Polsce pole do działania, bo sytuacja na rynku pracy, dla pracowników, jest bardzo dobra.

Damian Szymański, zastępca redaktora naczelnego money.pl

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
money.pl
KOMENTARZE
(78)
Nie kumam
4 miesiące temu
Dlaczego w tym kraju jest tak, że ten kto pracuje i się rozwija jest przez rząd okradany i poniżany, a Ci co nic nie robią i tylko czekają aż ktoś im da są Ci "cacy"?
Glapcio
4 miesiące temu
jak ktoś ma 1000 złotych to inflacja zje mu 200 złotych, a jak ktoś ma 10 milionów to straci 2 miliony - trzeba chronić tych którzy najwięcej tracą z powodu inflacji
zdunek
4 miesiące temu
Jak młody człowiek ma chcieć pracować - a więc również łożyć na ten kraj skoro dookoła widzi jak Państwo rozdaje pieniądze. Nie chce pracować bo wie że mu PiS zabierze znaczną część z tego co zarobi a z drugiej strony wie, że jak nie będzie pracował to też utrzyma go Państwo. Dostanie za darmo pieniądze. Czy się stoi czy się leży pięć tysięcy się należy? Problemy leni, pasożytów, nierobów i cwaniaków nie powinny Państwa interesować. Państwo powinno zadbać o tą najcenniejszą część społeczeństwa jaką stanowią pracujący, łożący na to Państwo. To się chyba nazywa sprawiedliwość społeczna. Skoro Państwo zwalcza tych co łożą na nie a premiuje nierobów to co się dziwić, że biednieje?
anttyklerykał
4 miesiące temu
wielki kryzys USA rozlewa się na kolonie USA, utrzymanie /lawendowej zarazy/ i III wojna światowa USA kosztują , przyjdzie czas , że będziecie płakać przez demokratyczny katofaszyzm /państw chrześcijańskich/ NATO dyktatora USA !!!
Bieda
4 miesiące temu
Oderwani od rzeczywistości ekonomiści wymyślają coraz to nowe wskaźniczki, żeby ukryć to co oczywiste. Unia idzie na dno. Cała Europa tonie. Winę za to ponosi zbyt mała wytwórczość oraz zbyt dużo ludzi w strefie pracy bezproduktywnej. Społeczeństwo musi produkować co najmniej tyle ile konsumuje. Inaczej biednieje. I to właśnie dzieje się w Europie czy USA. Wszystko importujemy z Azji. A kto produkuje ten ma pieniądze. Do tego większość społeczeństwa to budżetówka - urzędnicy i inne służby, oraz zawody nie dające realnego PKB (a jedynie na papierze) - od fryzjera po dizajnera.
...
Następna strona