Branża alarmuje ws. planów Brukseli. "Niszczenie własnego przemysłu"
Propozycja Komisji Europejskie, by czasowo zawiesić cła na mocznik i amoniak, co ma na celu obniżenie cen nawozów i wsparcie rolników, wywołuje niepokój wśród producentów tych środków. Branża komentuje, że to w praktyce zaproszenie dla rosyjskich towarów i wielkie ryzyko dla krajowych firm.
Komisja Europejska proponuje czasowe zniesienie ceł na mocznik i amoniak, wykorzystywane w produkcji nawozów oraz zawieszenia mechanizmu CBAM tzw. granicznego podatku węglowego mającego chronić unijny przemysł przed konkurencją z państw trzecich nie ponoszącą kosztów zakupu uprawnień do emisji CO2.
Komisarz UE ds. handlu Marosz Szefczovicz powiedział, że "środek ten może wejść w życie szybko w 2026 roku".
Prezes Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego (PIPC) Tomasz Zieliński w rozmowie z PAP wskazał, że obecne działania Komisji są reakcją na presję polityczną i społeczną związaną z umową między UE a krajami bloku Mercosur.
"Niemcom się to nie podobało". Mówi, jaki miał problem z biznesem za granicą
Zieliński ocenił, że - "przerzucanie ciężaru ochrony rynku wyłącznie na producentów nawozów, poprzez zawieszenie ceł i CBAM bez mechanizmów kompensacyjnych, prowadzi do trwałego osłabienia bezpieczeństwa całej Unii Europejskiej".
"Polska zabiegała o wprowadzenie dodatkowych ceł na nawozy, ponieważ sektor ten stanowi kluczowy element bezpieczeństwa żywnościowego, przemysłowego i obronnego, a jego utrzymanie leży w interesie całej gospodarki, nie tylko producentów" - skomentował szef PIPC.
Zieliński przypomniał, że przyjęte przez unijną administrację w ubiegłym roku środki ochrony rynku "to reakcja na wieloletnią ekspansję rosyjskich producentów opartą na nieuczciwej konkurencji cenowej, umożliwianej przez dostęp do tanich złóż gazu ziemnego".
Ceny polskiej żywności ustalane w Moskwie
Zdaniem Piotra Śliwy, przewodniczącego Organizacji Międzyzakładowej NSZZ "Solidarność" Grupa Azoty Zakłady Azotowe Puławy, decyzja UE może prowadzić do sytuacji, gdzie polskie zakład zostaną zdominowane przez tańsze importowane produkty. A dodajmy, że produkują one również strategiczne produkty dla wojska.
Śliwa podkreślił, że - "zawieszenie ceł i zwolnienie z opłat wyrównawczych dla importu oznacza, że wpuszczamy na rynek towar, z którym cenowo nie mamy szans konkurować". A szans nie ma, bo producenci spoza UE nie są dociążeni kosztami polityki klimatycznej.
W opinii związkowca ratowanie rolnictwa poprzez "niszczenie własnego przemysłu nawozowego to krótkowzroczność, za którą zapłacimy wszyscy".
"Gdy padną polskie fabryki, rolnicy zostaną na łasce importerów. Ci, po wykoszeniu konkurencji, podyktują ceny, jakich zapragną – a będą to ceny dyktowane nie w Warszawie, lecz w Moskwie czy na rynkach azjatyckich" - ocenił Śliwa.
W odpowiedzi, związkowcy wskazują konieczność stworzenia planu awaryjnego przez zarząd Grupy Azoty i Skarb Państwa. Jeśli argumenty związku będą ignorowane, są gotowi podjąć wszelkie prawnie dostępne działania protestacyjne.
Źródło: PAP