Ceny paliwa lotniczego wystrzeliły. PKO BP wskazuje na konflikt
Od początku roku notowania paliwa lotniczego wzrosły o ponad 120 proc., bijąc kolejne rekordy na globalnych giełdach. Jak wynika z najnowszej analizy ekonomistów PKO BP, to bezpośredni skutek eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie i blokady kluczowych szlaków handlowych.
Z raportu opublikowanego przez PKO Bank Polski wynika, że rynki tak zwanych średnich destylatów przeżywają obecnie potężne wstrząsy. Eksperci banku zauważają, że surowce te – do których zalicza się między innymi olej napędowy oraz paliwo do samolotów – drożeją w błyskawicznym tempie. Autorzy komentarza oceniają wprost, że rynki te "zachowują się jak ropa na sterydach".
Tylko od początku roku cena paliwa lotniczego poszybowała w górę o 122 proc., przekraczając barierę 1700 dolarów za tonę. To dramatyczny wzrost w porównaniu z początkiem marca, gdy ceny ropy WTI rosły o ponad 20 proc., co już wówczas zwiastowało gwałtowną eskalację obaw o długotrwały konflikt. Zbliżony, choć nieco łagodniejszy trend widać na rynku diesla, który w tym samym czasie podrożał o 107 proc. W trakcie marcowych sesji na giełdzie ICE jego notowania osiągnęły poziom najwyższy od 2 lat. Równolegle mocno drożeje sama ropa naftowa typu Brent, której cena zbliżyła się do pułapu 120 dolarów za baryłkę.
Wojna paraliżuje szlaki handlowe
Obecne zawirowania na rynkach surowcowych to bezpośrednia konsekwencja wydarzeń geopolitycznych, które gwałtownie przyspieszyły pod koniec lutego. Przypomnijmy, że to właśnie wtedy siły amerykańskie i izraelskie przeprowadziły uderzenia na terytorium Iranu. W odpowiedzi Teheran zaatakował nie tylko Izrael, ale również instalacje wojskowe i cywilne w państwach Zatoki Perskiej.
Efektem tych działań zbrojnych jest faktyczne zamknięcie Cieśniny Ormuz dla międzynarodowego ruchu morskiego. To wąskie gardło jest absolutnie kluczowe dla globalnego eksportu. Jak podkreślają analitycy PKO BP, powołując się na dane firmy Vortexa, państwa tego regionu odpowiadają za istotną część światowych dostaw paliw, a dla samej Unii Europejskiej są jednym z głównych partnerów handlowych. Zamknięcie szlaku błyskawicznie wywołało zatory transportowe i rynkową niepewność.
Europa na łasce importu
Sytuacja jest szczególnie trudna dla Starego Kontynentu, który od lat pozostaje importerem netto produktów rafineryjnych. W swojej analizie ekonomiści banku wskazują, że powodem tak drastycznych wzrostów cen jest "istotna strukturalna nierównowaga rynkowa". Poziom zapasów paliwa lotniczego w kluczowych europejskich hubach przeładunkowych jest obecnie wyraźnie niższy niż średnia z ostatnich 5 lat.
Choć w marcu spodziewany jest duży napływ surowca z Bliskiego Wschodu – co potwierdzają przytaczane w raporcie prognozy firmy LSEG – eksperci studzą optymizm. Zaznaczają bowiem, że większość tych ładunków wyruszyła w drogę jeszcze przed wybuchem otwartej wojny, co oznacza, że w kolejnych miesiącach dostawy mogą zostać drastycznie ograniczone.
Prognozy na najbliższe miesiące
Według przewidywań analityków, przedłużający się konflikt zbrojny z pewnością utrzyma ceny na podwyższonym poziomie. Ekonomiści PKO BP nie mają wątpliwości co do dalszych scenariuszy, jeśli sytuacja na Bliskim Wschodzie nie ulegnie uspokojeniu.
– Eskalacja konfliktu może pogłębić nierównowagi rynkowe w Europie i Azji oraz dodatkowo podbić notowania średnich destylatów (na co częściowym lekarstwem będzie destrukcja popytu). Producenci z Azji już ograniczają eksport paliw z powodu spadku podaży surowca, a część krajów uzależnionych od jego importu zaleciła oszczędzanie paliw, co odzwierciedla rosnące obawy o niedobory zarówno ropy, jak i produktów rafineryjnych – podsumowują autorzy komentarza.
Branża lotnicza pod presją rosnących kosztów
Skutki konfliktu odczuwa szczególnie mocno branża lotnicza. Od rozpoczęcia wojny na Bliskim Wschodzie linie lotnicze odwołały blisko 14 tys. połączeń, a przewoźnicy, w tym Wizz Air, przedłużają zawieszenie połączeń z regionem. Rosnące ceny paliwa lotniczego to kolejny cios dla sektora, który jeszcze w grudniu rozważał ekspansję na Bliskim Wschodzie. Teraz zamiast planów rozwoju, szef Ryanaira liczy na szybkie zakończenie konfliktu, który drastycznie podbija koszty operacyjne całej branży.
Jeśli sytuacja nie ulegnie poprawie w najbliższych tygodniach, konsekwencje odczują nie tylko przewoźnicy, ale również pasażerowie – w postaci wyższych cen biletów i dalszych ograniczeń w siatce połączeń.
Źródło: PAP