Cięcia w Radomiu to początek końca? "Nie widzę chętnych, żeby ten port zamknąć"
Polskie Porty Lotnicze zapowiedziały cięcie kosztów na lotnisku w Radomiu. Część pracowników ma być oddelegowana do Warszawy. Zbudowane za 800 mln lotnisko przynosi kilkadziesiąt milionów złotych strat rocznie. Eksperci w rozmowie z money.pl zgodnie oceniają: mszczą się błędy sprzed ośmiu lat.
Polskie Porty Lotnicze postanowiły czasowo wygasić część infrastruktury lotniska Warszawa-Radom. Niektóre bramki i stanowiska kontroli bezpieczeństwa zostaną wyłączone, a część pracowników oddelegowana na Lotnisko Chopina. Skala ma być dostosowana do liczby operacji. Są takie dni, gdy z Radomia nie startuje żaden samolot. To część strategii ratunkowej, która ma ograniczyć coraz większe straty.
Od otwarcia w kwietniu 2023 r. radomskie lotnisko świeci pustkami, a prognozowane na ten rok straty mogą wynieść 50 mln zł. Z zamówionego kilka miesięcy temu przez PPL audytu wynika, że skumulowana strata lotniska do 2032 r. sięgnie od 600 do 800 mln zł.
"Ograniczyć koszty wszędzie, gdzie się da"
– Władze PPL muszą po prostu zrobić wszystko, żeby wszędzie tam, gdzie można ograniczyć koszty, były one ograniczone. Zaś wszędzie tam, gdzie widać szansę na pozyskanie jakichkolwiek przychodów, stanąć na głowie, żeby nie odpłynęły na inne lotnisko – mówi money.pl Adrian Furgalski, prezes Zespołu Doradców Gospodarczych TOR.
"Lotniska nie mogą na nich zarabiać". Ekspert o filozofii tanich linii lotniczych
Czy decyzja o częściowym wygaszaniu radomskiego lotniska to początek jego końca? – Nie widzę chętnych, żeby ten port zamknąć całkowicie. Wtedy bezsens przepłacenia pieniędzy byłby widoczny jeszcze bardziej. Niestety, na razie na horyzoncie nie ma niczego co zmieniłoby fakt, że będzie deficytowe aż do 2060 r. I to tylko dlatego, że do tego roku opracowano prognozę – dodaje Furgalski.
Przeciwko zamykaniu radomskiego portu opowiadał się też wielokrotnie Maciej Lasek, wiceminister infrastruktury i pełnomocnik rządu ds. CPK. – Nie będę ukrywał ani sprzedawał iluzji, że lotnisko w Radomiu będzie rentowne. Na razie nic na to nie wskazuje. Ale w Polsce mamy kilka nierentownych lotnisk, które jednak są utrzymywane, bo stanowią część infrastruktury krytycznej – mówił money.pl kilka miesięcy temu. Sąsiadem cywilnego lotniska jest tam 42. Baza Lotnictwa Szkolnego.
800 mln zł na budowę lotniska w Radomiu
Przypomnijmy, że port lotniczy Warszawa-Radom powstał w miejscu lotniska Radom-Sadków, otwartego w 2014 r. Już wtedy miało poważne problemy z przyciągnięciem przewoźników, najniższe w kraju liczby odprawianych pasażerów. W 2017 r. ogłosiło upadłość. Niedługo potem od miejscowego samorządu odkupiły je Polskie Porty Lotnicze.
Plan na Radom rzekomo miał być prosty: zbudować od zera nowoczesne lotnisko, które odciąży zapychające się Lotnisko Chopina. A przy okazji stworzyć przeciwwagę dla zdominowanego przez Ryanaira lotniska w Modlinie, na północ od Warszawy. Planom tym już wtedy zarzucano wątłe fundamenty biznesowe i silny komponent polityczny. Prezes PiS Jarosław Kaczyński jako ojca tej inwestycji wskazał jedną osobę: radomskiego posła Marka Suskiego.
– Lotnisko w Radomiu zbudowane w absolutnie zbyt dużej skali i to było wiadomo od samego początku, gdy podjęto decyzję o tej inwestycji. Dziś jednak ten port istnieje. Zapowiedziane zmniejszenie jego działalności i próba przyciągnięcia tam usług technicznego utrzymania samolotów, lotów szkoleniowych, a także czarterów, to dziś jedyna strategia minimalizowania strat bez konieczności "zaorania" tego lotniska – komentuje dla money.pl Dominik Sipiński, ekspert rynku lotniczego z ch-aviation i Polityki Insight.
Szczegóły dotyczące cięć w Radomiu, a także sposobów na przyciągnięcie działalności innej niż regularne połączenia pasażerskie, mają zostać przedstawione w kwietniu. Według Polskich Portów Lotniczych mogłoby się tam rozwijać cargo, połączenia czarterowe, General Aviation (małe, prywatne samoloty), a także hangary do serwisowania samolotów. W sezonie zimowym jedyną trasę z Radomia obsługuje Wizz Air.
Urealnili prognozy: 3 mln pasażerów w Radomiu nie będzie
Pod koniec 2021 r. ówczesny wiceprezes PPL Stefan Świątkowski w rozmowie z fly4free.pl zapowiadał, że radomskie lotnisko ma osiągnąć liczbę 1 mln pasażerów w ciągu 2-3 lat od otwarcia, czyli nawet w 2025 r. Jednak od dnia otwarcia do końca stycznia 2026 r. łączna liczba pasażerów przekroczyła 310 tys.
PPL oficjalnie urealniło prognozy dla lotniska w Radomiu. Obecnie szacowany poziom ruchu na rok 2030 określono na 300 tys. pasażerów – to 10 proc. pierwotnie zakładanej przepustowości terminala, obliczonej na 3 mln osób.
– Uważam, że skoro to lotnisko już powstało, lepiej jest szukać możliwości jego wykorzystania, niż zdecydować się na jego zamknięcie. Popełniono błąd. Gdyby zaprojektowano i zbudowano je w odpowiedniej skali, naprawdę mogłoby mieć sens jako lotnisko regionalne dla Radomia i baza obsługi technicznej. Taka infrastruktura może nie byłaby rentowna, ale sensowna – dodaje Sipiński.
– Jednak zamiast zbudować to lotnisko pod wymiar, dziś trzeba je pod wymiar zmniejszać. Lepsze to jednak, niż generowanie olbrzymich i niepotrzebnych kosztów stałych związanych z tym, że stoi wielki i pusty terminal – podkreśla.
W połowie grudnia Prokuratura Regionalna w Lublinie wszczęła śledztwo w sprawie budowy lotniska w Radomiu. Śledczy zbadają, czy decyzje o realizacji tej inwestycji - mimo przesłanek wskazujących na jej nieopłacalność - spowodowały szkodę majątkową na ponad 800 mln zł. To konsekwencja złożenia w październiku przez nowy zarząd spółki zawiadomienia przeciwko dwóm byłym prezesom spółki i byłemu pełnomocnikowi rządu ds. CPK, o czym money.pl pisał jako pierwszy. Prokuratura dotychczas nie poinformowała o postawieniu komukolwiek zarzutów.
Marcin Walków, dziennikarz i wydawca money.pl