Ukraińskie ataki na rosyjską infrastrukturę przynoszą coraz bardziej odczuwalne skutki dla rosyjskiej gospodarki. Braki paliwa nie tylko doskwierają zwykłym obywatelom, rolnikom czy przedsiębiorcom. Zaczynają być groźne dla rozwoju gospodarki. Głównym problemem staje się widmo stagflacji. Zjawisko to polega na jednoczesnym spowolnieniu wzrostu gospodarczego oraz przyspieszeniu inflacji. Jak czytamy w "The Moscow Times", rosyjskie władze monetarne mają przed sobą ogromny dylemat. Podniesienie stóp procentowych w celu walki ze wzrostem cen może dodatkowo zdusić gospodarkę w słabej kondycji. Z kolei obniżenie kosztów pieniądza dla wsparcia wzrostu grozi wymknięciem się wzrostu cen spod kontroli.
Sygnały pogorszenia sytuacji pojawiły się już w czerwcu. Ankiety, które rosyjski bank centralny zrealizował wśród tysięcy firm, pokazały ostre załamanie aktywności biznesowej. Wskaźnik klimatu gospodarczego spadł głęboko poniżej zera. Jewgienij Kogan, bankier inwestycyjny, zauważa, że takie poziomy w przeszłości zawsze zbiegały się z kryzysami. Ekspert podkreśla, że badania banku centralnego wskazują na gwałtowny skok kosztów firm i ich oczekiwań inflacyjnych.
Wydaje się, że kryzys paliwowy pchnął gospodarkę w recesję – napisali w swoim komentarzu analitycy moskiewskiej grupy badawczej MMI cytowani przez portal.
Piwo tańsze niż woda. Ujawnia, jak to możliwe
Gospodarka traci impet
Spowolnienie następuje w momencie, gdy rosyjska gospodarka już wcześniej wytraciła dynamikę. Szacunki tamtejszego ministerstwa rozwoju gospodarczego wskazały na minimalny wzrost na początku roku. Sugeruje to, że w połowie roku mogło dojść do faktycznego kurczenia się gospodarki. Równocześnie ceny w sklepach zaczęły rosnąć w szybszym tempie.
Prognozy na przyszłość stają się coraz bardziej pesymistyczne. Prorządowe Centrum Analiz Makroekonomicznych i Krótkoterminowego Prognozowania (CMAKP) doszło do wniosku, że Rosja już doświadcza stagflacji. Według tej instytucji istnieje wysokie prawdopodobieństwo wejścia w recesję, która potrwa ponad rok. Podobne zdanie mają analitycy Promswiazbanku. Porzucili oni swoje wcześniejsze, optymistyczne prognozy wzrostu i obecnie spodziewają się stagnacji. Eksperci ostrzegają również, że rynek może nadal nie doceniać proinflacyjnego wpływu kryzysu paliwowego, a same niedobory mogą się jeszcze pogłębić.
Koszty wojny rosną
Długotrwały konflikt w Ukrainie dodatkowo komplikuje sytuację. Bank Finlandii w swojej niedawnej analizie wskazał, że rosyjski rząd musi stale zwiększać wydatki i powiększać deficyt budżetowy. To dokłada kolejną cegiełkę do presji inflacyjnej i ogranicza pole manewru w kwestii obniżek kosztu pieniądza. Z kolei waszyngtońskie Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych (CSIS) raportuje, że koszty zbrojeń idą w górę w szybkim tempie, a wydatki na armię mogą stać się dla Rosji nie do udźwignięcia. Podczas dyskusji, którą zorganizowało Centre for Economic Policy Research, argumentowano wręcz, że wzrost gospodarczy Rosji całkowicie wyhamował, rezerwy ulegają wyczerpaniu, a zależność od Chin jest coraz większa.
Problemy z paliwami uderzyły już w konkretne gałęzie przemysłu. Państwowy urząd statystyczny Rosstat odnotował wyraźne spadki w produkcji rafineryjnej. Bank centralny przyznał wcześniej, że przestoje w rafineriach zmniejszyły również wydobycie ropy naftowej, ponieważ eksporterzy mieli trudności z przekierowaniem dostaw za granicę. Odbiło się to także na handlu hurtowym i transporcie towarowym. Mimo to rosyjskie władze monetarne oczekują, że rząd opanuje sytuację, a presję stagflacyjną uważają za zjawisko tymczasowe.
Wielu ekspertów kwestionuje jednak ten optymizm. Agencja Reuters powołała się na swoje źródła i podała, że nawet bez kolejnych ataków Rosja prawdopodobnie nie zdoła przywrócić w ciągu dwóch miesięcy około 40 proc. utraconych mocy przerobowych. Dodatkowo ekonomiści ostrzegają przed kolejnymi uderzeniami w portfele obywateli. Jesienią wejdą w życie znaczne podwyżki regulowanych taryf za usługi komunalne. Dołoży to kolejny element do coraz wyższych kosztów życia i nakręci spiralę inflacyjną.