"Czerwone złoto" drożeje na potęgę. Polska śpi na zasobach. I może zyskać

Miedź osiągnęła trzymiesięczne maksima i zbliża się do historycznych cen. Wygląda na to, że inwestorzy przestali reagować na impas w negocjacjach między Stanami Zjednoczonymi a Iranem. Popyt na surowce jest napędzany przez rozwój sztucznej inteligencji oraz transformację energetyczną.

Polska ma spore zasoby miedziPolska ma spore zasoby miedzi
Źródło zdjęć: © Licencjodawca | ZipZapic.com
Robert Kędzierski
Dźwięk został wygenerowany automatycznie i może zawierać błędy

Rynek metali przemysłowych przechodzi przez okres wyraźnych turbulencji. W styczniu bieżącego roku ceny miedzi przebiły historyczne maksima i przekroczyły poziom 14,5 tysiąca dolarów za tonę metryczną. W połowie kwietnia notowania ustabilizowały się w okolicach 13 tysięcy dolarów. W ostatnich kilkudziesięciu godzinach cena miedzi zanotowała największy skok wartości od ponad miesiąca. Surowiec ten zbliżył się do rekordowego poziomu ok 14,3 tys. dol., a jednocześnie osiągnął trzymiesięczne maksimum.

Skąd ten skok? Najprawdopodobniej wynika ze zniecierpliwienia rynku. Inwestorzy wyraźnie zignorowali polityczny pat. Stany Zjednoczone i Iran nie potrafią osiągnąć porozumienia w sprawie zakończenia wojny oraz ponownego otwarcia Cieśniny Ormuz. Jednocześnie konflikt nie eskaluje - obecną sytuację można uznać za patową.

Polska może zyskać

Na rosnącym popycie może zyskać nasz kraj. Polskie złoża miedzi, szacowane przez EY na 165 mln ton (z czego 98 mln ton nadaje się do eksploatacji), stają się fundamentem transformacji energetycznej i rozwoju sektora obronnego, przyciągając kapitał z USA i Kanady. Szczególnie perspektywiczne tereny znajdują się na Ziemi Lubuskiej w rejonie Nowej Soli i Żar, gdzie ukryte jest dodatkowe 22 mln ton surowca. Eksperci określają te zasoby jako największe odkrycie w Europie od lat 50. XX wieku, a ich znaczenie dla gospodarki porównywane jest do norweskiego boomu naftowego z lat 70., co potwierdza rynkowe miano miedzi jako "ropy XXI wieku". Realizacja nowych inwestycji mogłaby wywindować krajową produkcję do ponad 1 mln ton rocznie, dając regionowi nawet 62 tys. miejsc pracy i dodatkowe 474 mln zł wpływów podatkowych rocznie po 2034 r.

Zamknęli fabrykę Levi’sa. Przejął ludzi i maszyny. "Byłem pierwszy"

Tomasz Jóźwiak z branżowego portalu zmiedzi.pl w rozmowie z money.pl przyznaje, że rekordowe ceny miedzi są bardzo istotnym sygnałem dla światowej gospodarki, ale także ogromną szansą dla Polski.

Tak wysokie notowania pokazują, że popyt na ten surowiec pozostaje bardzo silny, a w kolejnych miesiącach ceny mogą utrzymywać się na wysokim poziomie, a nawet dalej rosnąć. To duża szansa m.in. dla KGHM. Zwłaszcza w sytuacji budowania nowej strategii i inwestycyjnych planów. Dość przypomnieć, że firma przygotowuje się do budowy trzech nowych szybów, które mają poprawić komfort pracy załogi pod ziemią. Cały czas otwarte są propozycje dotyczące kolejnych inwestycji w OZE - mówi.

- Wysokie ceny miedzi na rynkach światowych to bardzo dobra informacja dla firmy i wielotysięcznej załogi polskiego giganta. Dzięki wysokim cenom KGHM będzie miało szansę osiągnąć bardzo wysokie przychody i poprawiać wyniki finansowe. To także większe wpływy do budżetu państwa oraz korzyści dla lokalnych samorządów, które czerpią niemałe profity z sąsiedztwa Polskiej Miedzi - podkreśla Tomasz Jóźwiak.

Zasoby przyciągają inwestorów. Kanadyjska spółka Lumina Metals ogłosiła kilka dni temu plany budowy nowej kopalni miedzi w Polsce. Zakład ma powstać w okolicach Nowej Soli. Prezes firmy Jordan Pandoff zaznaczył podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach, że Polska dysponuje większymi zasobami surowców krytycznych niż jakikolwiek inny kraj Unii Europejskiej. Szef kanadyjskiego przedsiębiorstwa dodał również, że nasz kraj zajmuje czołowe miejsce na świecie pod względem złóż miedzi oraz pozycję lidera w przypadku srebra.

Podaż i popyt ważniejsze niż geopolityka

Metale przemysłowe wykazują niezwykłą odporność na zawirowania wojenne na Bliskim Wschodzie. Główna przyczyna to przewaga popytu nad dostępną podażą. Na początku konfliktu z Iranem rynki reagowały nerwowo. Inwestorzy bali się negatywnych skutków dla globalnej gospodarki. Obecnie sytuacja wygląda inaczej. Od końca 2025 r. cena miedzi podrożała o 12 proc.

Rynek przeszedł do porządku dziennego nad wpływem konfliktu amerykańsko-irańskiego, a miedź ma teraz swój własny, wyraźny trend cenowy – mówi Jia Zheng, menedżerka do spraw handlu w firmie Suzhou Chuangyuan Harmony-Win Capital Management Co.

Chińskie regulacje ograniczają rynkową podaż

Ekspertka z Suzhou Chuangyuan dodaje, że za obecne wzrosty cen odpowiada zbyt mała podaż oraz spadek zapasów w Państwie Środka. Brak płynności na rynku sprawił, że do obrotu trafia mniej złomu miedzianego. Huty mają problem z pozyskaniem surowca do recyklingu. Na wzrost cen wpływają też wyczerpujące się zapasy.

Jest też coś, co nieustannie zapotrzebowanie na miedź napędza. Budowa centrów danych dla sztucznej inteligencji wymaga ogromnych ilości tego surowca. Zapotrzebowanie na miedź ma solidne fundamenty strukturalne. Analityk rynkowy Christopher Lewis zwraca uwagę na nowy czynnik napędzający rynek. Centra danych zużywają gigantyczne ilości energii elektrycznej. Kable, transformatory oraz systemy chłodzenia opierają się na miedzi. I z tego powodu Lewis uważa, że miedź pozostanie rynkiem, na którym inwestorzy chętnie kupują aktywa w momentach krótkotrwałych spadków cen.

Oprócz wzrostu zapotrzebowania technologii cyfrowych, ogromne znaczenie ma transformacja energetyczna. Według najnowszych analiz dotyczących OZE urządzenia do produkcji czystej energii wymagają niezwykle dużego zużycia metali przemysłowych. Chiny notują świetne wyniki w handlu zagranicznym. W kwietniu wskaźnik eksportu wzrósł o 14 proc. w ujęciu rocznym.

Przyszłość miedzi. Problemy z podażą mogą się utrzymać

Analitycy banku Citigroup Inc. podkreślają, że zapotrzebowanie na metale do transformacji energetycznej i obronności wzmocni odporność rynku miedzi na szoki rynkowe. Eksperci twierdzą, że nawet w najgorszym scenariuszu surowiec ten zachowa silną pozycję. Taki czarny scenariusz oznacza sytuację, w której zamknięcie Cieśniny Ormuz potrwa bardzo długo.

JP Morgan w swojej analizie wskazuje na kilka czynników zaburzających podaż. Globalna produkcja w kopalniach miedzi boryka się z poważnymi problemami. Przykładowo indonezyjska kopalnia Grasberg, druga co do wielkości na świecie, nie powróciła do pełnej wydajności po tragicznym osuwisku błotnym. Z kolei w Chile obniżono prognozy wydobycia dla kompleksu Quebrada Blanca.

Dodatkowo władze w Pekinie zapowiedziały wstrzymanie od maja eksportu kwasu siarkowego. Substancja ta jest niezbędna do procesów wydobywczych, od których zależy kilkanaście procent światowej produkcji miedzi. Zjawiska te potęgują globalne niedobory na rynku metali.

Sytuację komplikuje rynek surowców energetycznych. Popyt na miedź stanowi barometr kondycji światowej gospodarki. Konflikt na Bliskim Wschodzie winduje ceny ropy naftowej, a to budzi niepokój o stabilność makroekonomiczną. Według analiz J.P. Morgan Global Research każdy wzrost cen ropy o 10 proc. na skutek szoku podażowego obniża globalne PKB o ułamek procenta. Zależność popytu na miedź od światowego wzrostu gospodarczego jest bardzo silna.

Przykładowo szacujemy, że gdyby ceny ropy Brent oscylowały wokół 110 dolarów za baryłkę przez resztę tego roku, nasze szacunki wzrostu popytu na miedź na rok 2026 mogłyby zostać obniżone o 1,4 punktu procentowego – wyjaśnia Gregory Shearer, szef strategii dla metali nieszlachetnych i szlachetnych w J.P. Morgan. Ekspert dodaje, że uderzenie we wzrost popytu wyraźnie by się nasiliło w przypadku dalszych wzrostów cen ropy.

Zespół analityków J.P. Morgan zauważa, że w trakcie poważnych wstrząsów makroekonomicznych w przeszłości ceny miedzi spadały zazwyczaj o jedną czwartą poniżej swoich szczytów. Dominic O’Kane, szef zespołu do spraw górnictwa i metali w J.P. Morgan, podkreśla wagę tych historycznych danych.

– Chociaż nie prognozujemy recesji, nasza analiza poprzednich wyprzedaży sugeruje, że obecny spadek cen miedzi może nieść ze sobą dodatkowe ryzyko w dół, jeśli w kolejnych tygodniach i miesiącach przyspieszą przeciwności dla globalnego wzrostu – mówi O’Kane.

Chiński popyt stabilizuje rynek

Na tym tle wyróżnia się postawa azjatyckich inwestorów. Nabywcy z Chin odpowiadają za zdecydowaną większość globalnego popytu na miedź. Obecnie aktywnie wykorzystują oni niższe ceny do uzupełniania zapasów. Wcześniejszy okres długotrwałych podwyżek wymusił na nich czasowe wycofanie się z rynku. Jak pisaliśmy niedawno w kontekście azjatyckich rynków, ożywienie aktywności przemysłowej w Państwie Środka po Księżycowym Nowym Roku przełożyło się na wzrost konsumpcji tego surowca. Z danych J.P. Morgan wynika, że w połowie marca tempo redukcji zapasów w Chinach zauważalnie przyspieszyło.

Dział analiz surowcowych banku J.P. Morgan ocenia, że dotychczasowy, stosunkowo niewielki spadek cen miedzi nie odzwierciedla w pełni zagrożeń dla globalnej gospodarki. Pogorszenie warunków makroekonomicznych doprowadzi do dalszych obniżek. Z drugiej strony ewentualna deeskalacja konfliktu w Iranie i ponowne otwarcie cieśniny Ormuz zadziałałyby pozytywnie na notowania metalu.

Niepewność na rynku potęgują również kwestie celne. Na początku kwietnia administracja Donalda Trumpa zrewidowała taryfy na produkty pochodne miedzi. Obniżono stawki dla towarów o mniejszej zawartości tego metalu.

Warto przypomnieć, że temat stabilności surowcowej był szczególnie gorący w ostatnich miesiącach. Eksperci, w tym Natasha Kaneva z JPMorgan, zwracali niedawno uwagę, że rynek paliw staje się niezwykle napięty, a światowy system operuje już na minimalnych wymaganych poziomach zapasów. Gdy dołożymy do tego przedłużające się napięcia geopolityczne na Bliskim Wschodzie, inwestorzy na rynkach metali naturalnie zaczynają wyceniać ryzyko silnego spowolnienia gospodarczego.

Wpływ na globalną gospodarkę

Takie szoki podażowe rzutują na kluczowe wskaźniki makroekonomiczne i sprawiają, że globalna inflacja może okazać się znacznie trudniejsza do opanowania, niż rynki zakładały jeszcze na początku roku. W tym świetle rynkowy pesymizm dotyczący popytu na miedź – surowca w pełni zależnego od światowego wzrostu gospodarczego – staje się całkowicie uzasadniony.

– Mimo bardziej pozytywnego zwrotu w chińskich fundamentach, niedźwiedzie ryzyka makro powinny nadal dominować na rynku miedzi, dopóki ceny energii będą rosły w najbliższym czasie. To stawia pod znakiem zapytania skalę potencjalnej destrukcji popytu – ocenia Gregory Shearer. Przedstawiciel J.P. Morgan wskazuje na koniec, że z perspektywy technicznej poziom 11,1–11,2 tysiąca dolarów za tonę stanowi prawdopodobną strefę wsparcia w średnim terminie.

Robert Kędzierski, dziennikarz money.pl

Wybrane dla Ciebie