Cztery kraje, jedna prognoza. Co czeka Polskę i kraje regionu?
Analitycy Credit Agricole zrewidowali prognozy dla polskiej gospodarki. Choć ich zdaniem w tym roku ceny rosną wolniej niż zakładano, przed nami kolejne wyzwania. Zawirowania na świecie i pogoda sprawią, że za jedzenie i paliwo zapłacimy więcej. Co czeka nasze portfele?
Eksperci banku Credit Agricole opublikowali najnowszy raport dotyczący sytuacji makroekonomicznej w Europie Środkowo-Wschodniej. Z dokumentu wynika, że średnioroczna inflacja w Polsce w 2026 r. wyniesie 2,8 proc. To wyraźna obniżka względem wcześniejszych szacunków, które zakładały poziom 3,2 proc.
Skąd ta zmiana? Ekonomiści wskazują na majowe dane statystyczne, które mocno zaskoczyły rynek. Ceny żywności niespodziewanie spadły, co według analityków było efektem agresywnych promocji w sieciach handlowych, obejmujących między innymi masło. Walka o klienta sprawiła, że koszty w sklepach na chwilę oderwały się od rynkowych fundamentów.
Ostre słowa o doradcach. Premiera Biznes Klasy o 17:00
Koniec tanich zakupów i drogie paliwo
Radość z niższych paragonów nie potrwa jednak wiecznie. Przedstawiciele Credit Agricole podtrzymują scenariusz, w którym w kolejnych kwartałach ceny w sklepach zaczną ponownie i zauważalnie rosnąć. Powodów jest kilka. Po pierwsze, niesprzyjająca pogoda negatywnie wpłynie na tegoroczne zbiory owoców i warzyw. Po drugie, gospodarka odczuje opóźnione skutki napięć zbrojnych na Bliskim Wschodzie. Blokada Cieśniny Ormuz uderza w globalny rynek nośników energii oraz nawozów, co ostatecznie przekłada się na wyższe koszty produkcji żywności.
Kluczowym elementem tej gospodarczej układanki pozostaje ropa naftowa. Zgodnie z prognozami zawartymi w raporcie, jej ceny utrzymają się na podwyższonym poziomie do jesieni 2026 r. Choć później sytuacja powinna się stopniowo uspokajać za sprawą odbudowy łańcuchów dostaw, analitycy nie spodziewają się powrotu do stawek sprzed eskalacji konfliktu. W Polsce ten szok cenowy jest obecnie łagodzony przez działania rządu, które według ekspertów utrzymają się do lutego 2027 r. Ręczne sterowanie rynkiem paliw chroni kierowców tu i teraz, ale w dłuższej perspektywie, gdy osłony zostaną ostatecznie zdjęte, przyczyni się to do podbicia wskaźników inflacji. Z tego powodu szacuje się, że w 2027 r. ogólny wzrost cen wyniesie średnio 3,8 proc.
Gospodarka oparta na unijnych funduszach
Wyższa inflacja w naturalny sposób uderzy w portfele Polaków, ograniczając realną siłę nabywczą naszych pensji. Ekonomiści uspokajają jednak, że konsumenci będą ratować się zgromadzonymi wcześniej oszczędnościami, aby utrzymać dotychczasowy poziom życia. Choć codzienne zakupy obywateli nie będą już tak silnym motorem napędowym gospodarki jak w poprzednich kwartałach, wciąż pozostaną jej niezwykle ważnym stabilizatorem.
Początek 2026 r. przyniósł pewne rozczarowanie pod względem krajowych inwestycji, ale autorzy raportu nie widzą w tym powodów do paniki. Ich zdaniem kolejne miesiące przyniosą wyraźne ożywienie, głównie za sprawą szerokiego strumienia pieniędzy z Unii Europejskiej. Środki z Krajowego Planu Odbudowy oraz Funduszu Spójności mają rozruszać duże projekty infrastrukturalne. Dodatkowo prywatne firmy, zachęcone lepszym dostępem do kredytów, powinny chętniej modernizować swoje parki maszynowe. W efekcie Credit Agricole spodziewa się, że polski produkt krajowy brutto urośnie o 3,3 proc. w 2026 r. oraz o 3,0 proc. w roku 2027.
Sytuacja u naszych sąsiadów
Raport przygląda się również innym państwom regionu, jednak tam eksperci nie wprowadzili rewolucyjnych zmian w swoich przewidywaniach. Podobnie jak w Polsce, głównym źródłem niepewności dla gospodarek Czech, Węgier i Rumunii pozostaje niespokojna sytuacja międzynarodowa.
W Czechach analitycy dostrzegli nieco wolniejszy wzrost cen, co wpłynęło na kosmetyczne obniżenie ścieżki inflacyjnej. Z kolei na Węgrzech spadek inflacji jest na tyle wyraźny, że ekonomiści przewidują dalsze cięcia stóp procentowych przez tamtejszy bank centralny. Pomaga w tym również silniejsza lokalna waluta oraz zamrożenie cen paliw na stacjach. Najtrudniejsza sytuacja wydaje się panować w Rumunii. Kraj ten zmaga się z wyjątkowo uporczywą inflacją, która jest napędzana przez wysoki deficyt w państwowej kasie oraz słabnącą walutę. Raport ostrzega, że w połowie 2027 r. rumuński lej może doświadczyć kolejnej fali rynkowego osłabienia.