"Grałem w tenisa". Opozycja chce dymisji burmistrza Berlina
Burmistrz Berlina Kai Wegner na początku blackoutu na południu Berlina grał w tenisa, choć wcześniej twierdził, że po wystąpieniu awarii skupił się na koordynacji działań zaradczych - podały niemieckie media. Opozycja domaga się dymisji polityka. Wyjaśnienia musi złożyć też przed swoją partią, CDU.
W środę niemieckie media poinformowały, że w sobotę, już po otrzymaniu informacji o masowej awarii prądu w południowo-zachodniej części miasta, Wegner poszedł grać w tenisa ze swoją partnerką.
Dopytywany o tę sprawę burmistrz przyznał, że miało to miejsce.
Demograficzna bomba uderzy w ceny mieszkań? Analityk nie ma wątpliwości
Grałem w tenisa od godziny pierwszej do drugiej po południu, bo chciałem oczyścić głowę. Ciągle byłem dostępny, mój telefon był włączony. Po grze wróciłem od razu do pracy - przekazał dziennikowi "Die Welt".
Jeszcze w weekend polityk przedstawiał jednak inną wersję wydarzeń. - Byłem w domu. Zamknąłem się w moim domowym biurze i koordynowałem stamtąd prace - mówił.
Wegner mierzy się teraz z krytyką berlińskiej opozycji z obu stron sceny politycznej i jej wezwaniami, by złożył rezygnację.
Lider berlińskiej Lewicy Tobias Schulze oskarżył burmistrza o "brak odpowiedzialności i empatii". - Wegner musi zadać sobie teraz pytanie, czy sprostał odpowiedzialności związanej z pełnieniem urzędu - podkreślił.
Zgodziła się z nim liderka berlińskiej Alternatywy dla Niemiec (AfD) Kristin Brinker, która oświadczyła, że "każdy, kto wybiera odpoczynek w momencie kryzysu, popełnia błąd".
- Panie burmistrzu, przegrał pan ten mecz - dodała.
Najdłuższa awaria od końca wojny
W czwartek Wegner ma się stawić przed kierownictwem CDU w celu złożenia wyjaśnień. Berlin we wrześniu czekają wybory do władz lokalnych. W sondażach przed blackoutem współrządzący miastem chadecy mieli 22 proc. poparcia, o sześć punktów procentowych mniej, niż uzyskali w wyborach w 2023 roku.
W sobotę nad ranem w Berlinie na skutek pożaru kabli doszło do awarii, która pozbawiła dostępu do prądu ok. 100 tys. mieszkańców. Dostawy elektryczności przywrócono wszystkim poszkodowanym w środę. Była to najdłuższa masowa przerwa w dostawach prądu w niemieckiej stolicy od końca II wojny światowej.
Do podpalenia kabli przyznała się ekstremistycznie lewicowa Vulkangruppe (Grupa Wulkan), która w dokumencie przekazanym władzom uznała za swoje cele "wyłączenie prądu rządzącym" oraz atak na "przemysł paliw kopalnianych". Grupa już w przeszłości dokonywała ataków sabotażowych na infrastrukturę krytyczną w Niemczech. Ścigana jest przez prokuraturę federalną m.in. pod zarzutami terroryzmu.