Kłaniają się Xi Jinpingowi w Pekinie. Ekspert o Brytyjczykach: kompletna naiwność
Brytyjski premier Keir Starmer razem z delegacją złożoną z przedstawicieli 60 firm i instytucji wyruszył do Pekinu, gdzie spotka się z Xi Jinpingiem. To kolejny zachodni przywódca pielgrzymujący do Państwa Środka. Eksperci są zgodni: to próba chwycenia się brzytwy na tonącym statku, jakim jest Partia Pracy i brytyjska gospodarka.
Xi Jinping w ostatnich tygodniach gościł u siebie: prezydenta Francji Emmanuela Macrona, premiera Kanady Marka Carneya, premiera Irlandii (pierwsza taka wizyta od 14 lat), szefa rządu Finlandii oraz prezydenta Korei Południowej. Teraz do Pekinu razem ze swoją świtą udaje się Keir Starmer. To z kolei pierwsza wizyta brytyjskiego premiera w Chinach od ośmiu lat. A w kolejce czekają kanclerz Niemiec Friedrich Merz (wizyta najprawdopodobniej nastąpi w lutym) i Donald Trump (wybiera się w kwietniu).
- Keir Starmer wpisuje się w powszechny trend reakcji europejskich na działania USA w postaci próby równoważenia nowej amerykańskiej polityki handlowej. Z drugiej strony Starmer ma bardzo trudną sytuację budżetową i szuka nowych źródeł wzrostu gospodarczego - tłumaczy dr Przemysław Biskup z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (PISM), analityk ds. Wlk. Brytanii i Irlandii.
Brytyjczycy zakończyli rok finansowy 2024/2025 z deficytem budżetowym sięgającym prawie 152 mld funtów. Prognoza Biura Odpowiedzialności Budżetowej zakładała deficyt na poziomie 137,3 mld funtów. Rząd w ubiegłym roku musiał podnieść podatki.
"Boom się kończy". Znany analityk o cenach mieszkań
Dlatego do Pekinu polecieli m.in. przedstawiciele: banku HSBC, koncernu farmaceutycznego GSK, Airbusa, Jaguara Land Rovera, London Stock Exchange Group oraz AstraZeneca. Downing Street chce odmrozić relacje między krajami. Tak jak Kanada, która rozpoczyna z Chinami dużą współpracę handlową.
Koniec "epoki lodowcowej"?
Starmer przed odlotem podkreślił, że przez lata dochodziło do sporych wahań w relacjach między Londynem i Pekinem - od "złotego wieku" do "epoki lodowcowej".
- Czy nam się to podoba, czy nie, Chiny mają znaczenie dla Wielkiej Brytanii. Jako jeden z największych graczy gospodarczych świata, strategiczne i spójne relacje z nimi leżą w naszym narodowym interesie. Nie oznacza to przymykania oczu na wyzwania, jakie stwarzają, ale angażowanie się nawet w sytuacjach, w których się nie zgadzamy - tłumaczył.
Opozycja atakuje premiera, przypominając, że Pekin łamie prawa człowieka. Ponadto, jak podaje BBC, MI5 ostrzega, że rośnie skala szpiegowskiej działalności Chin na Wyspach, a chińscy agenci państwowi stanowią zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego. Mimo to rząd zatwierdził budowę nowej chińskiej ambasady, która będzie największa w Europie.
- To rozpaczliwa próba szukania źródeł wzrostu gospodarczego w Chinach, ale przy pełnej świadomości ryzyka. Opinia publiczna dyskutuje o chińskim szpiegostwie przemysłowym, wojskowym i politycznym, z podsłuchami telefonów kilku kolejnych premierów włącznie. Ryzyko szpiegostwa stwarzają nawet chińskie auta elektryczne, które mają wiele czujników i kamer, gdy wjeżdżają one na zamknięte tereny o znaczeniu krytycznym i wojskowym. Symbolem jest budowa nowej ambasady chińskiej w Londynie z piwnicami położonymi blisko magistrali kablowej, którą przechodzą tajne informacje. Prasa ocenia, że będzie to nowe centrum szpiegostwa. Starmer próbuje nowego otwarcia z Chinami, ale może się nie obronić i to w najbliższym czasie - uważa dr Biskup.
Jak podaje CNBC, w czerwcu 2025 r. Chiny były szóstym rynkiem eksportowym Wlk. Brytanii, ale przy 10-proc. spadku w porównaniu do wcześniejszych 12 miesięcy. Starmer chce to zmienić, chociaż raczej nie można mówić o odwilży na miarę gabinetu Davida Camerona. W 2015 r. ówczesny kanclerz skarbu George Osborne mówił w Szanghaju o stworzeniu "złotego wieku" współpracy. Sielanka długo nie potrwała.
W 2020 r. premier Boris Johnson za namową urzędującego pierwszą kadencję Donalda Trumpa zakazał sprowadzania technologii 5G z Chin. Wybuchła też pandemia COVID-19.
Kolejna próba resetu z Chinami
Politico pisze wręcz o resecie Starmera w kontakcie z Chinami. Oczekuje się, że podpisana zostanie duża liczba umów biznesowych i gospodarczych, ale w obszarach, które nie mają dotyczyć bezpieczeństwa narodowego.
Brytyjczycy łudzą się, że będą w stanie zrównoważyć działania Trumpa i przynajmniej spróbują nie antagonizować Chińczyków. To strategia krótkoterminowa, bo Chiny muszą eksportować towary i "zalać" Europę, jeśli chcą utrzymać model rozwoju. Eksport do USA maleje, więc zostaje Europa. Mamy strukturalnie sprzeczne interesy i albo Europa będzie udawać, że nic się nie dzieje, albo zakończy miesiąc miodowy z Pekinem - uważa Michał Bogusz z Zespołu Chińskiego Ośrodka Studiów Wschodnich.
Główny analityk money.pl Grzegorz Siemionczyk pisał niedawno, że nadwyżka Chin w handlu towarami w 2025 r. sięgnie 1,2 bln dol. To ponad 1 proc. światowego PKB. Od momentu podniesienia ceł przez Trumpa na Chiny, eksport do USA zmalał o 19 proc. rok do roku. W tym samym czasie o ponad 8 proc. wzrósł eksport do UE i o 12 proc. do państw ASEAN (Stowarzyszenie Narodów Azji Południowo-Wschodniej).
Polityka Starmera to ślepa uliczka, uwzględniając brytyjską politykę przemysłową i energetyczną. Uzależnienie od Chin nie będzie generować miejsc pracy. Za czasów premiera Camerona i ministra finansów Osborne'a przed Chińczykami szeroko otwarto drzwi, także w kontekście sektorów krytycznych, co negatywnie zweryfikowano w pandemii. Kiedy po wybuchu pandemii Australia domagała się wyjaśnień od Chin, zdecydowały się one na wojnę handlową między tymi krajami. Brytyjczycy wówczas nagle się obudzili, że mogą znaleźć się w tej samej sytuacji - przypomina dr Biskup.
Energia dobija Brytyjczyków
Londyn więc przymknął drzwi przed chińskimi inwestycjami, ale znów je otwiera. "Brytyjski przemysł znajduje się w fazie ostatecznego upadku, zabity przez drogie ceny energii. Wlk. Brytania wydaje się być nie tylko pierwszym krajem, który uległ industrializacji, ale także pierwszym, który ulegnie całkowitej deindustrializacji" - pisał jesienią dziennik "The Telegraph". Jako przykład podano najniższą od lat 50. XX w. produkcję samochodów.
- Problemy gospodarcze to efekt rekordowo wysokich cen energii związanych z ideologicznym podejściem do Zielonego Ładu. Brytyjczycy stali się "świętsi od papieża", gdyż wykorzystali brexit do intensyfikacji Zielonego Ładu. Brytyjski przemysł upada, czego przykładem jest zamknięcie produkcji na Wyspach przez koncern chemiczny Ineos. Rząd tymczasem otwiera się na Chiny. Nomen omen, zielona energia powstaje dzięki chińskiemu przemysłowi - produkowanym przez niego panelom fotowoltaicznym, wiatrakom czy wyposażeniu sieci przesyłowych, zwiększając wrażliwość infrastruktury brytyjskiej w kontekście bezpieczeństwa - kontynuuje dr Biskup.
Starmer ma w Pekinie rozmawiać o budowie wartej 1,5 mld funtów farmy wiatrowej u wybrzeży Szkocji. Inwestycja ma stworzyć 1,5 tys. miejsc pracy. To nie podoba się opozycji. Konserwatywna posłanka Harriet Cross uznała, że "Chiny są w najlepszym razie niewiarygodne, a w najgorszym - wrogie i nie powinny mieć dostępu do naszej krytycznej infrastruktury krajowej".
Część inwestycji chińskich miałaby być ulokowana w polach wiatrakowych naprzeciwko kilku baz brytyjskiej marynarki wojennej. W tym kontekście pojawia się oczywisty motyw szpiegowania - wyjaśnia dr Biskup.
Michał Bogusz mówi wręcz o "kompletnej naiwności" ze strony Starmera.
- To niezrozumienie sytuacji i działanie na zasadzie, "że trzeba coś zrobić" i pokazać elektoratowi, że zdobywa się nowe rynki i uniezależnia od USA. A w rzeczywistości chińska polityka przemysłowa niszczy Europę. To krótkowzroczne spojrzenie podyktowane interesem biznesmenów znajdujących się w ogonie delegacji do Pekinu. To interes poszczególnych firm, a nie państw i narodów - uważa ekspert OSW.
I dodaje: - Europa nie przygotowała się na powrót Trumpa do władzy, liczono, że wszystko będzie po staremu i zaprzepaszczono cztery lata kadencji Bidena. Nic nie przygotowano na zmieniający się świat.
Starmer upada, Farage triumfuje?
Dlaczego Starmer tak ryzykuje? Zdaniem dr. Biskupa boi się utraty władzy, stąd podejmuje paniczne ruchy polityczne i gospodarcze. Przykładem jest zablokowanie kandydatury burmistrza Manchesteru Andrew Burnhama w nadchodzących wyborach uzupełniających do parlamentu. Partia Pracy może stracić mandat.
- Burnham byłby super kandydatem w wyborach uzupełniających do Izby Gmin 26 lutego, ale gdyby wszedł do parlamentu, to mógłby rzucić wyzwanie Starmerowi. Premier nie powinien bać się takich rzeczy, ale skoro się boi, to oznaka narastającej desperacji. W 18 miesięcy Partia Pracy straciła połowę poparcia z wyborów w lipcu 2024 r. Obecnie największym graczem jest Partia Reform Nigela Farage'a - ocenia dr Biskup.
Hegemonia torysów i konserwatystów może się wkrótce skończyć. Nasz rozmówca nie wyklucza, że jeszcze w tym roku dojdzie do przedterminowych wyborów na Wyspach, po których rząd może tworzyć Farage.
- Przejęcie władzy przez Nigela Farage’a oznaczałoby ponowne zwrócenie się w stronę USA i luzowanie relacji z UE. Byłby to wstrząs w polityce brytyjskiej na miarę ruchu MAGA w USA. Obie tradycyjne partie wiodące w Wielkiej Brytanii są w głębokim kryzysie - podsumowuje dr Biskup.
Piotr Bera, dziennikarz money.pl