Tak Polska handluje z Indiami. Co dla nas oznacza nowa unijna umowa?
Porozumienie UE z Indiami to największa handlowa umowa świata, która obejmuje 2 mld osób. Otwarcie rynku na Indie jest jednocześnie szansą i zagrożeniem dla polskich przedsiębiorców. Wyjaśniamy, kto może zyskać, a kto może stracić.
UE i Indie zakończyły we wtorek podczas szczytu w Nowym Delhi negocjacje ws. umowy o wolnym handlu. - Stworzyliśmy strefę wolnego handlu dla 2 miliardów ludzi, co przyniesie korzyści gospodarcze obu stronom. Daliśmy światu sygnał, że współpraca oparta na zasadach wciąż przynosi znakomite rezultaty - powiedziała podczas szczytu szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen. Indyjski premier Narendra Modi dodał, że umowa "przyniesie korzyści gospodarcze obu stronom".
Jak podaje PAP, zgodnie z szacunkami Komisji Europejskiej przewidziana w wynegocjowanej umowie obniżka ceł na prawie 97 proc. produktów sprowadzanych z UE do Indii ma podwoić unijny eksport. Z kolei Unia wprowadzi kontyngenty, za sprawą których sprowadzane do UE z Indii po niższych cłach będą: mięso baranie i kozie, kukurydza cukrowa, winogrona, ogórki, suszona cebula, rum z melasy i skrobi. Z liberalizacji wyłączone zostaną europejskie produkty wrażliwe, takie jak wołowina, drób, mleko w proszku, etanol, czosnek, ryż i cukier. Do umowy wprowadzono też mechanizm ochronny, który ma zapobiec zaburzeniom na rynku w przypadku gwałtownego napływu towarów z Indii.
Z perspektywy Polski Indie to przede wszystkim eksporter. Wymiana handlowa między Polską i Indiami rośnie od kilku lat i w 2024 r. sięgnęła 5,7 mld dol. GUS podaje, że od stycznia do listopada 2025 r. sprowadziliśmy towary za 4,49 mld dol. Do Polski trafiły z Indii głównie: materiały i produkty włókiennicze, obuwie i nakrycia głowy, maszyny i urządzenia oraz farmaceutyki. Natomiast w drugą stronę wysłaliśmy towary o wartości 1,37 mld dol. Głównie: maszyny i urządzenia mechaniczne, metale nieszlachetne, produkty mineralne oraz produkty chemiczne. Co dokładnie kryje się za tymi pojęciami?
"Boom się kończy". Znany analityk o cenach mieszkań
Polski koks i polskie jabłka
Ministerstwo Rozwoju i Technologii podawało w 2024 r., że naszym głównym towarem eksportowym do Indii jest koks i półkoks. Ponadto eksportujemy: odpady i złom żeliwa i stali, silniki turboodrzutowe, kauczuk syntetyczny, albuminy - białka osocza krwi. W czołówce znajdują się również: wyroby ceramiczne do celów laboratoryjnych, świeże jabłka, elektrody węglowe, przyrządy i urządzenia medyczne oraz odpady miedzi i złom.
Z kolei z Indii najwięcej importujemy: aparatury do telefonii i telegrafii, oleju napędowego, leków, obuwia oraz t-shirtów. W czołówce są również: tytoń, wyroby ceramiczne, buty zakrywające kostkę, dziana odzież i wyroby z metali.
Leki i odzież z Indii
Ambasada Indii w Warszawie podaje, że Polska jest największym partnerem handlowym i inwestycyjnym Indii w Europie Środkowej i Wschodniej. W latach 2013-2023 wartość wymiany handlowej wzrosła o 192 proc. Za ten stan rzeczy odpowiada m.in. eksport tekstyliów i artykułów tekstylnych. Nowe Delhi ocenia, że "istnieje duży potencjał" eksportu tekstyliów "pod warunkiem stworzenia sprzyjających warunków dla indyjskich eksporterów".
Azjaci zwracają też uwagę na eksport do nas towarów z rynku farmaceutycznego i chemicznego. "Biorąc pod uwagę strategiczne położenie Polski, niedobór personelu medycznego oraz 25-proc. wzrost rynku farmaceutycznego w ostatnich latach, istnieją duże możliwości dla indyjskich eksporterów i inwestorów" - czytamy.
Indyjska ambasada zaznacza, że możliwości rozwoju istnieją przede wszystkim na rynku leków bez recepty, leków generycznych oraz suplementów diety. "Polska jest uzależniona od Indii w zakresie substancji czynnych do produkcji leków o kluczowym znaczeniu i importuje surowce do produkcji antybiotyków – sól erytromycyny (do leczenia infekcji dróg oddechowych, skóry, dróg moczowych i infekcji pooperacyjnych), acyklowir (na półpasiec i opryszczkę); neomycynę stosowaną w leczeniu infekcji ran oraz ryfampicynę stosowaną w leczeniu gruźlicy" - czytamy.
W Polsce nie brakuje indyjskich firm informatycznych, które - jak podaje ambasada - zatrudniają ponad 10 tys. osób. Przykładem są firmy Infosys oraz HCL. Indie zwracają też uwagę na polskich inżynierów, którzy "w przeszłości odegrali znaczącą rolę w rozwoju górnictwa i energetyki".
Polskie firmy w Indiach
Biznes w Indiach prowadzą m.in. Toruńskie Zakłady Materiałów Opatrunkowych – producent i dostawca wyrobów medycznych, higienicznych i kosmetycznych. Jak podaje indyjska ambasada – działają tam też firmy: Canpack (opakowania metalowe do przemysłu spożywczego i chemicznego), Polmor (konstrukcje stalowe) czy należąca do Grupy Boryszew – Maflow Group (producentów przewodów klimatyzacyjnych do samochodów osobowych i ciężarowych). Blisko dekadę temu działalność w Indiach rozpoczęła firma Billenium, świadcząca usługi informatyczno-konsultingowe.
MRiT szacuje, że umowa z Indiami doprowadzi do wzrostu eksportu towarów z polskiego sektora maszynowego – w tym urządzeń górniczych i dla przemysłu ciężkiego. Swoich szans upatrywać mogą też producenci sprzętu medycznego, zielonych technologii i przetworzonej żywności.
Wielką szansą dla polskich firm jest też branża beauty. Indie mają jeden z najszybciej rozwijających się rynków na świecie. Polska Agencja Inwestycji i Handlu w ubiegłorocznym raporcie podała, że indyjski rynek beauty sięgnie w tym roku prawie 7 mld dol., z czego sprzedaż online wyniesie 1,89 mld dol. Do 2030 r. ta liczba ma wzrosnąć do 3,17 mld dol.
Dla polskich producentów i eksporterów kosmetyków Indie stanowią rynek o dużym potencjale, wymagającym jednak strategicznego podejścia - zaznacza PAIH.
Indie są w światowej czołówce w sprzedaży kosmetyków. Wartość segmentu premium do 2035 r. ma wynosić 4 mld dol. - to szansa dla europejskich producentów, gdyż lokalne marki luksusowe odpowiadają za mniej niż 10 proc. sprzedaży.
Obecnie na wybranych platformach Indiach dostępnych jest zaledwie kilka polskich marek – m.in. Inglot, Paese, Eveline i Dr Irena Eris – co zdecydowanie nie odzwierciedla pełnego potencjału polskiego eksportu - czytamy w raporcie PAIH.
Hutnicy chcą większej ochrony
Porozumienie handlowe z Indiami może wpłynąć na unijne hutnictwo. Od miesięcy piszemy w money.pl, że sektor stalowy w UE znajduje się w kryzysie m.in. wskutek napływu taniej stali spoza państw Wspólnoty. Jednym ze stalowych potentatów są Indie.
- W wybranych regionach występują olbrzymie nadmierne zdolności produkcyjne, ale nie dotyczy to UE, a w szczególności Polski, gdzie zdolności produkcyjne wykorzystywane są w zaledwie ok. 60-70 proc. To skutek m.in. obowiązywania przepisów środowiskowych i presji importowej z krajów trzecich - tłumaczy w rozmowie z money.pl Mirosław Motyka, prezes Hutniczej Izby Przemysłowo-Handlowej (HIPH). - Według najnowszego raportu OECD nadmierne zdolności produkcyjne sięgają powyżej 600 mln ton, głównie w regionach, gdzie takich wymagań środowiskowych nie ma - wylicza. I dodaje, że "takim krajem są Indie, które nie mają swojego funkcjonującego ETS-u".
To gwałtownie rozwijający się kraj potrzebujący stali. Do 2030 r. chcą produkować 300 mln ton, czyli prawie dwukrotnie więcej, niż zużywa UE (ok. 129 mln ton). To potencjalne zagrożenie, gdyż UE stosuje względem stali najniższe bariery celne, a kontyngenty w ramach obecnego reżimu środków ochronnych kończą się 30 czerwca. Bardzo ważna będzie tu kontynuacja ochrony unijnego rynku stali w postaci nowego narzędzia handlowego, które jest obecnie wypracowywane w ramach UE - dodaje Motyka.
Mechanizmem broniącym europejski rynek przed zalewem indyjskiej stali ma być CBAM, czyli "graniczny podatek węglowy". Według indyjskiej firmy analitycznej Mordor Intelligence w 2026 r. wyniesie od 80 do 397 dol. za tonę.
CBAM obowiązuje od tego roku w wersji pełnej, ale do pierwszych płatności dojdzie w lutym 2027 r. Wysokość opłaty uzależniona jest od metody produkcji. W Indiach korzysta się głównie z wysokoemisyjnych wielkich pieców, co może oznaczać, że opłaty będą wyższe. Jednak bardzo prawdopodobne jest tutaj ryzyko wystąpienia tzw. zjawiska "przerzucania zasobów". Na eksport może być kierowana stal, do której produkcji wykorzystano piec elektryczny bazujący na złomie, co spowoduje, że opłaty mogą być minimalne. Z kolei ta "brudna" - bardziej emisyjna - produkcja zostanie skierowana na rynek wewnętrzny - tłumaczy Motyka.
Czy indyjskie firmy mogą obchodzić podatek, eksportując stal poprzez pośredników?
- Postulujemy, żeby kluczowe było określenie pochodzenia stali. Obecnie wysokoemisyjny slab (półprodukt) można kupić w Chinach, przerobić go w elektrycznej hucie w Indiach i zadeklarować niskoemisyjny proces. Osobnym problemem jest też rosnący import produktów zawierających stal, np. wiatraków i samochodów. Dlatego chcemy, żeby CBAM objęło nie tylko podstawowe wyroby stalowe, ale także te bardziej przetworzone. Bez tego hutnictwo w UE i w Polsce nie przetrwa - uważa prezes HIPH.
Import wyrobów stalowych z Indii do Polski w 2024 r. wyniósł 186 tys. ton i był to rekordowy poziom z tego kierunku w ostatniej dekadzie. Natomiast udział Indii w rynku wyrobów stalowych gotowych w Polsce wyniósł ok. 1,5 proc. Z kolei od stycznia do listopada 2025 r. indyjski import zmniejszył się o 30 proc. HIPH tłumaczy nam, że "praktycznie zanikł import blach walcowanych na gorąco oraz walcowanych na zimno ze stali niestopowych oraz stopowych, dla których KE prowadzi obecnie postępowanie antydumpingowe".
Piotr Bera, dziennikarz money.pl