Relacje z USA zniszczone nieodwracalnie? W Europie wrze. "Czasy bycia miłym minęły"
Z krajów NATO i UE masowo płyną sygnały, że relacje z USA zostały nieodwracalnie zmienione. Padają słowa, które jeszcze kilka miesięcy temu – jeśli były wygłaszane – to po cichu i wciąż z dozą nadziei, że są przesadzone. "Rzeczywistość jest taka, że Ameryka nie jest już sojusznikiem" – stwierdza teraz brytyjski historyk Simon Schama. USA – niegdyś przyjaciel "stał się wrogiem" – ocenia niemiecki dziennikarz.
W Europie buzują emocje po ostatnich wypowiedziach prezydenta USA Donalda Trumpa, w których strofował kraje europejskie, przekonywał o wyższości USA nad Europą w niemal każdej dziedzinie i stwierdził, że gdyby nie Stany Zjednoczone, wszyscy w Europie "mówiliby po niemiecku i trochę po japońsku". Te słowa i oceny Trump wygłosił ze sceny w Davos podczas Forum Ekonomicznego.
Natomiast dzień później uderzył w sojuszników Ameryki, a jego słowa rozjuszyły wszystkich członków NATO – od Wielkiej Brytanii, przez Danię, po Polskę.
Prezydent USA skrytykował bowiem państwa członkowskie NATO za postawę ich żołnierzy podczas 20-letniego konfliktu w Afganistanie. Stwierdził, że USA "nigdy ich nie potrzebowały", a żołnierze z innych krajów NATO, które brały udział w tej misji, miały się – według Trumpa – trzymać z daleka od frontu, co jest oczywistą nieprawdą.
"Wskoczyliśmy na rollercoaster". Ekspert mówi, co czeka świat
W mediach europejskich od kilku dni wrze od komentarzy, które idą w jednym kierunku. Eksperci, historycy i politycy sygnalizują, że dotychczasowe relacje USA-NATO-Europa zostały podważone przez ostatnie działania i wypowiedzi amerykańskiego prezydenta. Panuje atmosfera nieufności i szukanie odpowiedzi na pytanie: jak traktować lidera najpotężniejszego kraju świata, który nie tylko regularnie uderza w swoich sojuszników, ale działa irracjonalnie i przedstawia własną wersję historii.
Ekspert ds. bezpieczeństwa: czasy współpracy i bycia miłym minęły
– Do czasu sporu o Grenlandię Europa i jej poszczególni przywódcy, od Starmera, przez Macrona, po Merza i Rutte mieli rację, próbując współpracować z Trumpem i czasami być dla niego mili, nawet jeśli na to nie zasługiwał. Myślę jednak, że te czasy już minęły i nową zasadą przewodnią musi być: współpracuj z Trumpem, kiedy to możliwe i przeciwstawiaj się mu, kiedy jest to konieczne. Kiedy wypowiada on takie słowa, które umniejszają rolę sojuszników i ich poświęcenie, uważam, że nie tylko należy zabrać głos, ale jest to wręcz obowiązkiem – powiedział w rozmowie z "The Times" Charles Kupchan, profesor stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Georgetown, dyrektor Rady Bezpieczeństwa Narodowego za czasów prezydenta Baracka Obamy.
Brytyjski historyk: Ameryka nie jest już sojusznikiem
Simon Schama, brytyjski historyk, w komentarzu dla tego samego medium mówił, że do tej pory wiele państw próbowało zaspokajać ego Trumpa tak, by nie sprzedać przy tym własnych interesów, ale teraz – jego zdaniem – trzeba zmienić taktykę.
Teraz musi temu towarzyszyć bardzo mocna dawka rzeczywistości. A rzeczywistość jest taka, że Ameryka nie jest już sojusznikiem. Technicznie rzecz biorąc jest, ale Trump postawił sobie za cel osłabienie jednej organizacji (NATO – red.) i zniszczenie Unii Europejskiej
Odbudowaniu relacji USA i Europy raczej nie pomogą najnowsze strategie obrony i bezpieczeństwa USA, w tym nowa, upubliczniona w ostatni piątek, w których Stany Zjednoczone stwierdzają, że "Europa ryzykuje cywilizacyjną zagładę", jeśli nie zmieni swojego kursu oraz że "sojusznicy mają silną pozycję, by wziąć na siebie główną odpowiedzialność za konwencjonalną obronę Europy".
"Europa musi spróbować przetrwać. Z Ameryki nie nadejdzie już żadna pomoc"
Jeszcze dalej w swojej ocenie działań Trumpa i erozji relacji USA z Europą idzie korespondent brukselski "Sueddeutsche Zeitung" Hubert Wetzel.
"Burza wokół Grenlandii ucichła, NATO uratowane, wszystko w porządku? Nic z tych rzeczy. Donald Trump chce rozbicia UE. Przyjaciel stał się wrogiem. Europa musi teraz radzić sobie sama. Ale jak?" – pyta Wetzel w sobotnim felietonie dla "SZ".
Dalej pisze, że "aby zmierzyć się z Trumpem, należałoby pokazać niszczycielowi, że można być bardziej destrukcyjnym od niego, że można znieść więcej bólu i wyrządzić więcej szkód". Wskazuje jednak, że "UE nie została jednak stworzona w tym celu. Została celowo skonstruowana tak, aby unikać konfliktów, moderować je i szukać rozwiązań prawnych, zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz".
Jak inaczej wyjaśnić, że nawet po czterech latach wojny w Ukrainie UE nadal kupuje ropę i gaz od Rosji? Albo że, aby nie prowokować Moskwy, grzecznie zarządza rosyjskim majątkiem, który znajduje się na kontach w Belgii? UE z pewnością nie została stworzona po to, aby bronić Europy przed Ameryką
"Ale taka jest rzeczywistość. Niebiesko-złota flaga UE z wiankiem gwiazd powinna mieć zawsze jedną gwiazdę więcej, umieszczoną pośrodku, niczym słońce – symbolizującą Amerykę, która przez ostatnie sto lat była również potęgą europejską. W przeszłości gwiazda ta stabilizowała orbity pozostałych. Pod rządami Trumpa zapada się ona w czarną dziurę, która wyrywa i pochłania światło, energię i materię z 27 gwiazd i planet wokół niej" – pisze obrazowo dziennikarz.
Kończy artykuł, przypominając styczniowy wywiad Donalda Trumpa dla dziennika "The New York Times". Prezydenta USA zapytano, czy jest coś, co ogranicza jego działania. "A najpotężniejszy człowiek na świecie, który kilka dni później w swoim przemówieniu w Davos pomyli Grenlandię z Islandią pół tuzina razy, nie poprawiając się ani nawet nie zauważając tego, odpowiada: 'Tak, jest jedna rzecz. Moja własna moralność. Mój własny umysł. To jedyne, co może mnie powstrzymać'. Tak mówi przywódca wolnego świata. Europa musi jakoś spróbować przetrwać. Z Ameryki nie nadejdzie już żadna pomoc. To stamtąd pochodzi zagrożenie" – ocenia gorzko Wetzel.
Źródła: "The Times", "Sueddeutsche Zeitung", PAP, money.pl