Mercosur to nie wszystko. UE podpisze kolejną wielką umowę handlową [WYWIAD]

27 stycznia UE w Nowym Delhi podpisze wielką umowę handlową z Indiami. Szefowa Komisji Europejskiej ocenia, że może dojść do "jednego z najważniejszych partnerstw tego stulecia". Indie to potentat lekowy, hutniczy oraz usługowy, co może wpłynąć m.in. na polski rynek.

27 stycznia UE podpisze porozumienie handlowe z Indiami27 stycznia UE podpisze porozumienie handlowe z Indiami
Źródło zdjęć: © Hindustan Times via Getty Images, Uniwersytet Łódzki | Ajay Aggarwal
Piotr Bera
Dźwięk został wygenerowany automatycznie i może zawierać błędy

Komisja Europejska finalizuje kolejną wielką umowę handlową, tym razem z Indiami, którę są najludniejszym krajem świata. Unijni dyplomaci zapewniają, że z porozumienia wyłączone zostaną "wrażliwe towary rolne".

O szansach i zagrożeniach tej umowy opowiada w wywiadzie dla money.pl dr Krzysztof Iwanek z Uniwersytetu w Białymstoku oraz Ośrodka Spraw Azjatyckich Uniwersytetu Łódzkiego.

Zatrudnia 10 tys. osób. Mówi, jak rozwiązać problem umów

Piotr Bera, money.pl: 27 stycznia UE ma podpisać w Nowym Delhi umowę handlową z Indiami. To będzie przełom?

Dr Krzysztof Iwanek z Uniwersytetu w Białymstoku, ekspert ds. Indii: To jest umowa na rzecz obniżenia dwustronnych ceł oraz intensyfikacji handlu między UE i Indiami. Uwzględniony zostanie też mechanizm CBAM (Graniczny Mechanizm Dostosowywania Cen na Granicach z uwzględnieniem emisji CO2 – przyp. red.), który Unia narzuca na import różnych towarów z krajów rozwijających się. Porozumienie ustala też zasady współpracy dotyczącej przepływu ludzi, usług i kapitału. Ma być łatwiej, ale szczegóły poznamy dopiero po publikacji całej umowy.

W 2023 r. bilans handlowy UE-Indie wyniósł 124 mld euro. To Europa była największym partnerem Indii, czwartej gospodarki świata. Komu bardziej zależy na porozumieniu?

W zależności od sektora korzyść będzie przechylać się w jedną lub drugą stronę. W motoryzacji na tej umowie zależy szczególnie Niemcom, bo Indie bardzo chronią swój rynek motoryzacyjny, a redukcja ceł oznacza możliwość większego eksportu z Europy.

A na czym może zyskać Polska?

Na eksporcie przetwórstwa żywności. Indie to gigantyczny rynek i wielka szansa, chociaż panuje tam protekcjonizm produktów rolnych. Rolnicy to olbrzymi elektorat, który nie chce konkurencyjnego zboża, mleka i właśnie przetworzonej żywności.

To samo mówią europejscy rolnicy w przypadku umowy z Mercosur.

Producenci przetworzonej żywności mogą się cieszyć, ale w tym samym czasie zagrożeniem dla polskiego rolnictwa może być import pszenicy z Indii. Z drugiej strony, indyjskie rolnictwo w większości składa się z małych i średnich gospodarstw, które są otoczone parasolem opieki państwa i gwarancją cen. Dlatego jest to sektor bardzo mało dynamiczny, bardzo mało nastawiony na eksport, bo to państwo będzie od rolników kupować zboże. Nie ma tam wielkich prywatnych firm, które mogłyby zalać europejski rynek.

Takich jak ukraińskie agroholdingi.

Dokładnie tak. W Indiach sektor rolniczy nie został sprywatyzowany i rolnicy sprzedają swoje produkty na rządowych targach za określone ceny. System skupu jest kontrolowany przez państwo, więc nie są w ogóle przygotowani do rywalizacji na globalnych rynkach. W zasadzie to oni się boją. Oni nie chcą mieć tego kapitalistycznego zboża z zewnątrz, bo są niegotowi do rywalizacji.

Otwarcie się na Europę może to zmienić i w przyszłości Indie będą mieć swoje agroholdingi?

Jeśli ktoś zainwestuje w Indiach, ma pieniądze, ma know-how, to może zaryzykować i stworzyć coś większego, ale to potrwa sporo czasu. Jednak w pierwszej kolejności rząd indyjski musiałby zliberalizować ten rynek i uwolnić ceny zboża, żeby prywatnym firmom opłacało się tam wejść. To byłoby uderzenie w elektorat.

Jeśli nie zboże, to jaki produkt mógłby "zalać" UE?

Indie to ogromny producent tanich leków, które często nie spełniają unijnych standardów. Trafiają najczęściej do Azji Centralnej i Afryki. Myślę, że UE jednak się nie ugnie i nie zgodzi się na import tańszych i gorszych jakościowo leków. Ale przede wszystkim coraz ważniejszy dla indyjskiej gospodarki jest eksport usług i pracowników.

Czyli będziemy mieć więcej informatyków z Indii. 

Tak, chodzi o wysoko wykwalifikowanych specjalistów. Trwają jeszcze negocjacje między UE i Indiami w kontekście wymiany przepływu pracowników, ale nie oszukujmy się: to będzie przebiegać głównie w jedną stronę. Indusi będą pracować w UE, która "wykupi" specjalistów.

Polska eksportuje do Indii nie tylko żywność, ale także maszyny i urządzenia elektromaszynowe.

Mówiąc brutalnie: Indie nie mają swojej elektroniki, a to, co produkują, jest niekonkurencyjne, ich technologia jest kilkadziesiąt lat do tyłu. Telefony komórkowe czy procesory kupowane są w Chinach. Im bardziej zaawansowany sprzęt, tym większa szansa na podbicie indyjskiego rynku.

Jest jeden unijny sektor, który z pewnością drży. Mowa o hutnictwie.

To absolutnie kluczowa sprawa dla Polski. Indyjska stal oznacza gigantyczną konkurencję, dlatego jest przedmiotem największego sporu wśród urzędników pracujących nad umową. Spór ma dotyczyć wspomnianego już CBAM, które penalizuje Indie za nadmierną emisję CO2 przy produkcji stali. Wierzę, że Polska odgrywa ważną rolę w negocjacjach, żeby podjęto decyzję w naszym interesie - muszą być ograniczenia na indyjską stal. Dla Brukseli koszty emisji, warunki pracy i standardy bezpieczeństwa to kluczowe sprawy.

New Delhi zarzeka się, że jest bezpieczniej i przepisy dostosowano do unijnych wymogów.

Nie wierzę, żeby UE była w stanie pilnować standardów pracy w Indiach. UE co najwyżej może wybiórczo sprawdzić dany produkt, zbadać go i ewentualnie nie wpuścić na teren Wspólnoty.

Rozumiem, że indyjskie standardy znacznie odbiegają od unijnych.

Podam pierwszy przykład z brzegu. Ponad 70 proc. obywateli Indii pracuje bez umowy. Nie mają zabezpieczenia socjalnego, emerytury, składek zdrowotnych. To są ludzie, których np. firma budowlana weźmie z ulicy i powie: zbudujcie to i dajemy gotówkę do ręki. To o jakich standardach mówimy? Nie wierzę, że wszystko, co będziemy importować, spełni wszystkie unijne kryteria, szczególnie jeżeli chodzi o warunki pracy.

Kilka lat temu wybuchła afera związana z Bangladeszem, gdy okazało się, że polskie firmy są jednymi z największych importerów tekstyliów z tego kraju. Gdy zawalił się budynek Rana Plazuto okazało się pracowano tam w skandalicznych warunkach, dotyczyło to też kobiet w zaawansowanej ciąży. Z Indiami jest trochę lepiej, ale nie ma mowy o spełnianiu wszystkich standardów.

Indie chcą zostać światowym supermocarstwem, ale państwo traci na takim podejściu, zaczynając od niższych wpływów z podatków.

Relacja państwa z gospodarką jest specyficzna. Indusi dużo mniej dostają od państwa i dużo mniej mu dają. Nie mają zabezpieczenia socjalnego czy systemu emerytalnego w naszym rozumieniu. Mają wsparcie sektorowe, tak jak rolnicy z gwarancją cen, ale - z drugiej strony - ogromna większość obywateli Indii nie płaci podatku dochodowego. Jest on scedowany na część klasy średniej i wyższą. Mniej zarabiający są zostawieni sami sobie. Dlatego państwo czerpie zyski z najbogatszych i czeka na umowę z UE. Bo przyjedzie droższy produkt, co oznacza więcej środków w budżecie.

Czyli dla rządu powstanie agroholdingu mogłoby być na rękę.

Rolnik ma mały wpływ na budżet państwa, głównie od niego bierze, więc z gospodarczego punktu widzenia to miałoby sens. Ale politycznie już nie. Nawet połowa ludności Indii pracuje w rolnictwie, to gigantyczny elektorat. Natomiast za współpracą z UE lobbują producenci stali.

Zdaniem Ursuli von der Leyen stosunki między Indiami z Europą mogą mieć w najbliższych latach potencjał, aby stać się "jednym z najważniejszych partnerstw tego stulecia". To próba odciągnięcia Indii od Chin i Rosji?

Otwiera się polityczne pole do współpracy, żeby odciągnąć New Delhi od Pekinu, zwłaszcza w kontekście cyberbezpieczeństwa. Inaczej jest z Rosją, która dla UE jest bezpośrednim zagrożeniem, a dla Indii to partner. Dlatego nie zgadzam się w tej kwestii z Ursulą von der Leyen. Dla nas ważniejsze jest jednak partnerstwo z USA. W kontekście biznesowym UE chce konkurować o indyjski rynek z Chinami w zakresie elektroniki czy samochodów elektrycznych.

Chińskie samochody podbiły UE. Czy indyjskie auta też wyjadą na polskie drogi?

Dotąd nie okazali się zbyt konkurencyjni. Firma Tata wykupiła Jaguara, gdy ten upadł, ale przełomu nie było. W Indiach skupiano się na tym, że doszło do "zemsty", bo indyjska firma wykupiła brytyjską. No tak, ale co z tego? Czy Jaguar dzięki temu radzi sobie znacznie lepiej? Samochód Tata Nano jak szybko wjechał do Europy, tak szybko z niej wyjechał. To w przyszłości może się jednak zmienić. Indyjska gospodarka jest na razie kilkukrotnie mniejsza od chińskiej i znacznie bardziej zacofana technologicznie.

Czy w Indiach dochodzi do kradzieży intelektualnej, tak jak w Chinach?

Bez wątpienia tak. Indie próbują - tak jak Chiny - kopiować zachodnie rozwiązania, żeby stworzyć własne produkty. Ale jeszcze nie był w stanie skopiować niczego do tego stopnia, żeby rywalizować z produktami europejskimi. Nie skopiują ani procesora, ani telefonu, ani komputera, ani pojazdu. Ale rząd indyjski liczy na transfer technologii.

W Indiach wiele osób nie przejmuje się prawami intelektualnymi. Przykładem jest obecność aut z podrobionymi tablicami UE na ulicach, co jest nielegalne. Żaden policjant tym się nie zajmuje, także w stolicy.

To nie jest przypadek, że zachodni giganci nie przenoszą fabryk z zaawansowaną technologią do Indii. Wyjątkiem jest Apple, które produkuje tam najnowszego iPhone’a, ale jest to efekt wojny celnej Donalda Trumpa.

Zachód wie, że Indie mogą skopiować technologie, ale największą zaletą tego kraju jest to, że nie jest Chinami?

Tak, bo produkcja zostanie przeniesiona do kraju, który nie zagraża Zachodowi i gdzie jeszcze można zarobić. Waszyngton i Tokio mówią, żeby nie otwierać firm w Chinach, ale nie wspominają o Indiach. New Delhi dla UE nie jest obecnie zagrożeniem politycznym i gospodarczym.

Rozmawiał Piotr Bera, dziennikarz money.pl

Wybrane dla Ciebie
"Nie straszmy rolników". Ważny apel ws. Mercosur
"Nie straszmy rolników". Ważny apel ws. Mercosur
Brzoska zamieścił triumfalny wpis. Wskazał kraj. "Podwajamy liczbę"
Brzoska zamieścił triumfalny wpis. Wskazał kraj. "Podwajamy liczbę"
Zakaz wjazdu do jednostek wojskowych. Tesla i samochód chińskiej marki zawrócone spod bramy
Zakaz wjazdu do jednostek wojskowych. Tesla i samochód chińskiej marki zawrócone spod bramy
"Zupełnie inna sprawa". Mogą otworzyć lotnisko bez szyldu Port Polska
"Zupełnie inna sprawa". Mogą otworzyć lotnisko bez szyldu Port Polska
Fico podpisał deal z Amerykanami ws. atomu. Spotka się z Trumpem
Fico podpisał deal z Amerykanami ws. atomu. Spotka się z Trumpem
Nie żyje Wojciech Hann. Były prezes BOŚ zginął w wypadku narciarskim w Gruzji
Nie żyje Wojciech Hann. Były prezes BOŚ zginął w wypadku narciarskim w Gruzji
Cyfrowe państwo w cieniu wojny hybrydowej. Asseco wskazuje kluczowe wyzwania
Cyfrowe państwo w cieniu wojny hybrydowej. Asseco wskazuje kluczowe wyzwania
"Korzystna dla świata". Prezydent Brazylii ogłasza sukces ws. umowy z Europą
"Korzystna dla świata". Prezydent Brazylii ogłasza sukces ws. umowy z Europą
Mercosur: umowa, która dzieli Europę. Co Polska może stracić, a co zyskać? [OPINIA]
Mercosur: umowa, która dzieli Europę. Co Polska może stracić, a co zyskać? [OPINIA]
Ile kosztuje funt? Kurs funta do złotego PLN/GBP 16.1.2026
Ile kosztuje funt? Kurs funta do złotego PLN/GBP 16.1.2026
Ile kosztuje frank szwajcarski? Kurs franka do złotego PLN/CHF 16.1.2026
Ile kosztuje frank szwajcarski? Kurs franka do złotego PLN/CHF 16.1.2026
Ile kosztuje dolar? Kurs dolara do złotego PLN/USD 16.1.2026
Ile kosztuje dolar? Kurs dolara do złotego PLN/USD 16.1.2026