W ostatnich dniach doszło do kilku niebezpiecznych zdarzeń na przejazdach kolejowych. W Gdańsku najpierw kierowca ciężarówki wjechał na przejazd, a dzień później zrobiła to kobieta prowadząca samochód. Natomiast 9 września w Sokolnikach Suchych koło Przysuchy ciężarówka zderzyła się z pociągiem osobowym. W wyniku wypadku zginęła jedna osoba, a 20 zostało poszkodowanych.
Seria zdarzeń szybko wywołała reakcje w internecie. W komentarzach pojawiły się pytania, czy powtarzające się sytuacje na przejazdach kolejowych mogą mieć związek z działaniami dywersyjnymi. Podkreślmy jednak: nie ma obecnie informacji, by polski rząd lub służby łączyły te zdarzenia z rosyjską - czy jakąkolwiek inną - dywersją. Wypadek w Sokolnikach jest traktowany jako zdarzenie, którego przyczyny są ustalane.
Jednak do potwierdzonej dywersji na kolei doszło w listopadzie ubiegłego roku. Na trasie Warszawa-Lublin, we wsi Mika, eksplozja ładunku wybuchowego zniszczyła tor kolejowy. - Celem tych działań było doprowadzenie do katastrofy kolejowej. Służby ustaliły, że za te akty dywersji są odpowiedzialni dwaj obywatele Ukrainy, którzy działali w porozumienie z rosyjskimi służbami – mówił wówczas w Sejmie premier Donald Tusk. Inny akt dywersji miał miejsce niedaleko Puław również w listopadzie ubiegłego roku. Tam podejrzani zamontowali stalową obejmę na torach, która miała prawdopodobnie doprowadzić do wykolejenia pociągu.
DLA CIEBIEWolność czy pieniądze? Zawsze płacisz jakąś cenę - Alina Sztoch II Pierwsza Praca #2
Czy z punktu widzenia potencjalnego sabotażu wystarczyłaby jedna osoba - jak na przykład kierowca samochodu czy ciężarówki - aby doprowadzić do poważnego niebezpieczeństwa?
Z jednej strony teoretycznie to prawda. Jakiekolwiek działania o charakterze sabotażu są bardzo proste w organizacji i mogą przynosić poważne skutki. Z drugiej strony nie można popadać w paranoję. Nie da się zapobiec wszystkim zdarzeniom: ani wypadkom, ani aktom sabotażu – komentuje w rozmowie z money.pl Marek Menkiszak, kierownik zespołu rosyjskiego w Ośrodku Studiów Wschodnich.
Kolej atrakcyjnym celem?
– Warto nasilić czujność i przede wszystkim zwracać uwagę na obiekty infrastruktury. Cele rosyjskich ataków z reguły nie są przypadkowe - podkreśla. - W pierwszej kolejności są to miejsca, które Rosja uważa za istotne z punktu widzenia zaopatrywania Ukrainy w broń bądź komponenty do niej – mówi Menkiszak.
Drugą grupę stanowią obiekty infrastruktury krytycznej. – To takie obiekty, które mogą sparaliżować życie w kraju na większą skalę, czyli na przykład elektrownie, wodociągi itd. – tłumaczy.
Kolej wpisuje się w ten obraz. Infrastruktura kolejowa jest rozległa, a jej uszkodzenie może powodować zakłócenia transportu i mieć konsekwencje wykraczające poza miejsce samego zdarzenia.
Menkiszak zaznacza jednak, że nie każdy incydent kolejowy będzie dla Rosji atrakcyjny z punktu widzenia prowadzonej przez nią wojny hybrydowej.
– Można spekulować, że różne działania mogą prowadzić do skutków tragicznych i można prowokować jakieś wypadki w ruchu drogowym czy kolejowym. Natomiast żeby miały one efekt polityczny, a o to chodzi, powinny być w miarę czytelne dla odbiorców tego typu działań – tłumaczy.
Ekspert: liczy się cel polityczny
Rosyjskie działania dywersyjne mają bowiem – zdaniem naszego rozmówcy – szerszy cel niż samo uszkodzenie infrastruktury. – Mają cel polityczny. Nie chodzi tutaj tylko i wyłącznie o to, żeby spowodować jakieś straty, tylko chodzi o to, żeby zastraszyć społeczeństwo, wpłynąć na politykę rządu – mówi Menkiszak.
I dodaje, że dlatego istotne jest również to, czy opinia publiczna będzie w stanie jednoznacznie powiązać dane zdarzenie z działaniem Rosji. – W sytuacji, w której nie będzie jasne, czy dany incydent został spowodowany przez działanie rosyjskie i będzie miał tylko lokalne znaczenie, nie będzie spełniał tych celów politycznych, jakie stawia mu Moskwa – wyjaśnia.
Ekspert zwraca również uwagę, że możliwości zapobiegania takim działaniom są ograniczone. Nie sposób fizycznie zabezpieczyć każdego fragmentu rozległej infrastruktury. – Są pewne ograniczone zdolności przeciwdziałania i zapobiegania tego typu incydentom. Jedynym sposobem tak naprawdę jest ogólna prewencja, czyli świadomość społeczna i to, żeby obserwować podejrzane działania, podejrzane zachowania w rejonie infrastruktury – mówi.
Rosja nie odpuści?
Według Menkiszaka - abstrahując od tego, czy zdarzenie w Sokolnikach Suchych ma coś wspólnego z dywersją, czy nie - możemy spodziewać się w Europie coraz więcej rosyjskich ataków dywersyjnych.
Rosjanie nie uzyskali efektu, o jaki im chodziło, czyli nie doprowadzili do zmiany polityki dotyczącej wsparcia wojskowego Ukrainy ani do rewizji planów dotyczących wzmocnienia wojskowego państw europejskich w ramach odstraszania Moskwy – wskazuje.
– Ich kultura strategiczna jest taka, że nie mają raczej skłonności do rezygnacji z tego typu działań przy braku ich skuteczności. Uważają raczej, że jest to wynik tego, że niewystarczająco intensywnie zadziałali – dodaje.
Dlatego – jak podkreśla – należy spodziewać się kontynuacji rosyjskich działań dywersyjnych, a także ich eskalacji. – Wyraźnie widzimy, że działania rosyjskie są coraz bardziej agresywne – podsumowuje Marek Menkiszak.