Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na
niemcy
09.07.2020 12:14

Koronawirus. Wjazd do Niemiec może oznaczać nawet 9 tys. zł kary. "To głównie straszak"

Nie wszystkie niemieckie regiony otworzyły do końca granice dla Polaków. Na przykład wjazd do przygranicznej Meklemburgii-Pomorza Przedniego może oznaczać gigantyczną karę. Te są nakładane rzadko, ale Polacy i tak wolą nie ryzykować. Cierpią na tym niemieccy przedsiębiorcy.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Facebook)
Polacy wciąż nie mogą swobodnie wjeżdżać do przygranicznego regionu Niemiec

Koronawirus mocno uderzył w naszych zachodnich sąsiadów. Do tej pory zanotowano tam niemal 200 tys. przypadków i prawie 10 tys. ofiar. Jest jednak region, w którym sytuacja wygląda stosunkowo dobrze - to granicząca z Polską Meklemburgia-Pomorze Przednie. W landzie zanotowano tylko 805 zakażeń i 20 ofiar.

Meklemburgia otworzyła już swoje granice - i dla mieszkańców innych niemieckich landów, i dla Polaków, ale nie do końca. Można tam pojechać do pracy, można też udać się na urlop. W tym drugim przypadku jest jednak warunek - trzeba mieć zarezerwowany przynajmniej jeden nocleg na terenie landu. Inaczej Niemcy potraktują nas jako "jednodniowego turystę" - a taki wciąż nie ma prawa wjechać do Meklemburgii. Chyba że jedziemy przez Meklemburgię tylko tranzytem, a naszym celem jest inny region Niemiec. Wtedy nie łamiemy lokalnych przepisów.

Kary za złamanie zakazu są surowe - to zasadniczo od 150 do aż 2 tys. euro, czyli w przeliczeniu od 670 do aż 9 tys. zł. Jednak ostatecznie "jednodniowi turyści" mogą zapłacić jeszcze więcej - bo mogą dojść kary administracyjne.

Niemcy: nabożeństwa w czasach koronawirusa. Obejrzyj wideo:

A jak to wygląda w praktyce? Skontaktowaliśmy się z oddziałem niemieckiej Policji Federalnej w Pasewalku, który zajmuje się m.in. ochroną granicy z Polską. Funkcjonariusze zastrzegają, że nikt z Polski nie powinien wjeżdżać do Meklemburgii-Pomorza Przedniego na jeden dzień, a jeśli chce zobaczyć na przykład malowniczą wyspę Rugię, to powinien wykupić noclegi. Jednak słyszymy też, że mandatów Policja Federalna raczej nie wystawia, zostawiają to np. funkcjonariuszom straży miejskiej w poszczególnych miastach czy kurortach.

Również funkcjonariusze polskiej Straży Granicznej przyznają: nie ma żadnej zwiększonej aktywności niemieckich służb na granicy. Pracownicy SG, z którymi rozmawialiśmy, nie znają przypadków, by Polacy dostawali kary za wjazd do landu.

- To straszak - opowiada nam o przewidzianych karach przedsiębiorca, który działa na pograniczu. I zwraca uwagę, że nie tylko Polacy mają zakaz wjazdu do Meklemburgii na jeden dzień, ale też mieszkańcy innych niemieckich landów. I zauważa, że przecież ciężko byłoby lokalnym służbom kontrolować wszystkie lokalne drogi prowadzące do landu.

Niemieckie media dodają, że "jednodniowi turyści" stosują często trik. Rezerwują nocleg na portalach z noclegami, ale odwołują go w ostatnim momencie. Dzięki temu mają "podkładkę" w razie ewentualnej kontroli.

Przez zakaz tracą niemieccy przedsiębiorcy

Polacy jednak starają się respektować przepisy - i rzadko przyjeżdżają do Meklemburgii na jeden dzień. A przed epidemią robili to bardzo często. Celem wizyt były sklepy, jeziora czy atrakcje turystyczne. Na przykład ogród zoologiczny w oddalonym o ok. 30 kilometrów od polskiej granicy mieście Ueckermünde.

- Szacujemy, że 1/3 odwiedzających zoo to właśnie Polacy. I mówimy tu o gościach z Polski, a nie Polakach mieszkających w Niemczech - słyszymy od pracowników zoo.

Rocznie zoo odwiedza 120-130 tysięcy osób, choć oczywiście ten rok będzie dużo słabszy. Ogród był zamknięty od połowy marca do 20 kwietnia. - W tej chwili od momentu otwarcia mamy o 6 tys. mniej odwiedzających niż zwykle o tej porze - słyszymy. Pracownicy zoo przyznają, że wielu Polaków dzwoni i się pyta, czy można przyjechać do Ueckermünde na jeden dzień, by zobaczyć zwierzęta. Gdy dowiadują się, że prawo na to nie pozwala, zwykle rezygnują. Choć jak się dowiadujemy, są i tacy, którzy podejmują ryzyko i decydują się na wizytę.

(WP)
(Fot: Mateusz Madejski)

Pod przygranicznym sklepem jest wyraźnie mniej aut z Polski niż przed wybuchem epidemii

Również przygraniczne sklepy po niemieckiej stronie notują mniejszy ruch. Na przykład dyskont sieci Netto w mieście Löcknitz w pobliżu Szczecina. Sklep jest popularny wśród Polaków zwłaszcza po wprowadzeniu zakazu handlu w niedzielę. Dyskont w Löcknitz jako jedyny w okolicy jest bowiem otwarty w każdy dzień tygodnia. - Jest wyraźnie mniej Polaków, choć nie potrafię określić tego procentowo. Owszem, słychać polski w sklepie, ale nie tak jak dawniej. No i na parkingu doskonale widać, że jest mniej aut na polskich tablicach - słyszymy od pracownika sklepu.

Zapisz się na nasz specjalny newsletter o koronawirusie.

Masz newsa, zdjęcie, filmik? Wyślij go nam na #dziejesie

Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
10-07-2020

GromKto normalny jedzie do nazistów na zakupy?

09-07-2020

SzczecinianinInformacja nie jest zbyt ścisła. Sklep duńskiej sieci Netto nie jest jedynym, który jest czynny w Loecknitz w każdą niedzielę. Są jeszcze dwa inne … Czytaj całość

10-07-2020

jegomościudo abc, bo może ten nazistowski kraj jest już mniej nazistowski niż ta niby nasza polska

Rozwiń komentarze (65)