Miało być tanio, jest 2,5 tys. zł za tonę. 450 tys. domów ma problem

Kocioł na pellet miał być tańszą i pewniejszą alternatywą dla gazu i pompy ciepła. Jak informuje Wyborcza.biz, dziś tona kosztuje 2-2,5 tys. zł, a paliwa brakuje w składach opału. Lato, które zwykle przynosi obniżki, tym razem nie pomogło.

Miało być tanio, jest 2,5 tys. zł za tonę. 450 tys. domów ma problemMiało być tanio, jest 2,5 tys. zł za tonę. 450 tys. domów ma problem
Źródło zdjęć: © Getty Images | bluecinema
Magda Żugier

Ze wszystkich sposobów ogrzewania domu to właśnie pellet - biomasa wytwarzana z drzewnych odpadów - sprawia dziś użytkownikom najwięcej kłopotu. Jak przypomina Wyborcza.biz, kocioł na to paliwo kusił niższym kosztem zakupu niż pompa ciepła czy urządzenie gazowe, a dodatkowo można było na niego dostać dopłatę z programu "Czyste Powietrze". W ten sposób liczba gospodarstw domowych korzystających z pelletu dobiła do 450 tys.

Atutem była też pełna dostępność. Ten stan skończył się w lutym ubiegłego roku, gdy ograniczone dostawy z Ukrainy i Białorusi zderzyły się z rosnącą liczbą kotłów i wyjątkowo mroźną zimą. Efekt był podwójny - ceny poszły w górę, a paliwa zwyczajnie zabrakło.

Jesienią 2025 r. za tonę płaciło się 1,2 tys. zł, na przełomie roku już 1,5 tys. zł, a w lutym oferta poniżej 2 tys. zł graniczyła z cudem. Sprzedawcy zaczęli racjonować towar, limitując zakup np. do tony na klienta.


WIDEO
Prezydent uderza w Sejm. Czarzasty: nie będzie tak, panie prezydencie


Lato miało przynieść ulgę. Nie przyniosło

Eksperci zalecali, by zapasy na kolejny sezon gromadzić latem, kiedy stawki tradycyjnie schodzą w dół. Lipiec i sierpień tej reguły jednak nie potwierdziły - ceny wciąż trzymają się w przedziale 2-2,5 tys. zł za tonę.

Resort energii zapowiada interwencję. - Jeżeli chodzi o ceny pelletu, współpracujemy z Ministerstwem Klimatu i Ministerstwem Rozwoju. Mamy podjętych kilka działań, które będziemy realizować w najbliższym czasie. Na pewno chcemy zwiększyć ilość surowca w Polsce, to jest poprawić koordynację importu, ze względu na zwiększone zapotrzebowanie na ten surowiec - mówił na początku sierpnia minister energii Miłosz Motyka.

Najgorsze - jak podaje Wyborcza.biz - może być jeszcze przed nami. - Trzeci kwartał 2026 może być wyzwaniem dla kotłów na biomasę drzewną, a szczególnie dla kotłów pelletowych ze względu na utrzymującą się wysoką cenę pelletu w składach opału. Coraz większym problemem jest podaż pelletu. Rozdrobniona struktura rynku powoduje, że reaguje on bardzo szybko na wszelkie zawirowania w relacji podaż - popyt - tłumaczy Janusz Starościk, prezes Stowarzyszenia Producentów i Importerów Urządzeń Grzewczych (SPIUG).

Spór o polskie drewno w tle

Pod koniec lipca poseł Konfederacji Krzysztof Mulawa zarzucił z sejmowej mównicy resortowi klimatu, że ukrywa zamówioną przez siebie ekspertyzę, według której moratorium "Shadow list" i wyłączenie starych drzewostanów mogą zmniejszyć podaż drewna o ok. 3,8 mln m sześc. rocznie. Jego zdaniem ograniczanie dostaw dla tartaków uderza w krajowy przemysł drzewny, producentów pelletu i urządzeń grzewczych.

Wiceminister klimatu i środowiska Mikołaj Dorożała odrzucił te zarzuty jako "oczywistą nieprawdę". Wskazywał, że kłopoty branży biorą się przede wszystkim z wojny w Ukrainie i odcięcia taniego surowca z Białorusi i Rosji, a wyręby wcale nie zmalały.

- Cała ta historia, że spadło pozyskanie (drewna - red.) z Lasów Państwowych, jest oczywistym fejkiem, kłamstwem. Mamy pozyskanie za zeszły rok praktycznie na tym samym poziomie, co w 2023 r. Ochrona lasów nie ma wpływu na to, że nagle brakuje nam surowca drzewnego na rynku w Polsce - mówił.

Na poparcie swoich słów sięgnął po dane GUS za 2025 r., z których wynika, że produkcja samego pelletu wzrosła o 24 proc., tarcicy o 6,4 proc., płyt pilśniowych o 7,5 proc., a papieru i tektury o 4,5 proc. Przekonywał przy tym, że o zakaz spalania pełnowartościowego drewna zabiegała sama branża, a rozwiązaniem problemu nie mogą być większe wycinki.

Nie może być zgody na to, żebyśmy spalali polskie lasy. (...). W leśnictwie nie planuje się z kadencji na kadencję. Planuje się z perspektywy półwiecza albo nawet całego wieku i my w ten sposób podchodzimy do sprawy. (...) Nie ma żadnych ekonomicznych podstaw do tego, żeby spalać polskie lasy. Pellet nie powinien powstawać z drewna, z którego można wyprodukować jakiś mebel. Pellet powinien powstawać z odpadów z tego drewna. A to, że udało nam się ograniczyć o połowę eksport drewna nieprzetworzonego do Chin, świadczy o tym, że ten system zaczyna wreszcie działać - podsumował Mikołaj Dorożała.
Wybrane dla Ciebie