Na początek ważne zastrzeżenie – dług publiczny można mierzyć na wiele różnych sposobów. Najczęściej wykorzystuje się dwie definicje zadłużenia: krajową i unijną.
Krajowa definicja, czyli państwowy dług publiczny (PDP), jest węższa i służy między innymi do ustalenia, czy polski dług naruszy w przyszłości limity zapisane w konstytucji i ustawie o finansach publicznych. Posługujemy się tą miarą w wielu naszych tekstach na money.pl.
Unijna definicja, czyli dług sektora instytucji rządowych i samorządowych (ang. general government), jest w przypadku Polski szersza. Dług liczony tą metodą obejmuje między innymi zadłużenie niektórych pozabudżetowych funduszy ulokowanych w Banku Gospodarstwa Krajowego, których nie zalicza się do państwowego długu publicznego (PDP).
W zależności od wybranej definicji możemy otrzymać różne wyniki dotyczące poziomu zadłużenia Polski w relacji do rozmiarów naszej gospodarki. Zgodnie z krajową definicją, państwowy dług publiczny "netto" w 2025 r. wyniósł 45,6 proc. PKB. W tym samym czasie dług sektora instytucji rządowych i samorządowych oszacowano na 59,7 proc.
W tym artykule wspólnie z ekspertem analizujemy dług liczony zgodnie z unijną definicją. Najnowsze prognozy w tej sprawie opublikowało niedawno Ministerstwo Finansów w ramach rządowej strategii zarządzania długiem publicznym.
"To niebezpieczne nawet w stabilnym otoczeniu"
Dr Marcin Mrowiec z Grant Thornton zwraca uwagę, że nominalny poziom długu sektora instytucji rządowych i samorządowych – zgodnie z przewidywaniami MF – będzie w kolejnych latach rósł bardzo szybko. Jak wylicza, w ciągu trzech lat Polska zanotuje wzrost z obecnych 2,3 biliona złotych długu do ponad 3,3 biliona złotych w 2028 r.
Same nominalne wzrosty mogą być mylące, ponieważ w tym samym czasie urośnie również polska gospodarka i zmieni się wartość pieniądza. Tyle że po uwzględnieniu tych okoliczności dług liczony unijną metodą nadal przyspiesza. I to właśnie tempo, w jakim przyrasta polskie zadłużenie – a niekoniecznie jego docelowy poziom – martwi część ekonomistów.
– Uważam, że tak szybkie tempo zadłużania byłoby niebezpieczne nawet w stabilnym otoczeniu makroekonomicznym. Wygląda na to, że rząd w ogóle nie bierze pod uwagę ryzyka wzrostu kosztów obsługi polskiego długu – ocenia dr Marcin Mrowiec.
Gospodarka rośnie, ale dług też przyspiesza
Ministerstwo Finansów prognozuje, że do końca tej dekady poziom zadłużenia sektora instytucji rządowych i samorządowych zwiększy się z obecnych 59,7 proc. do 76,6 proc. PKB. Poniżej prezentujemy dokładne wyliczenia resortu finansów w tej sprawie:
- 2025: 2335,1 mld złotych (59,7 proc. PKB)
- 2026, prognoza: 2806,6 mld złotych (67,6 proc. PKB)
- 2027, prognoza: 3047,4 mld złotych (69,3 proc. PKB)
- 2028, prognoza: 3386,3 mld złotych (73,1 proc. PKB)
- 2029, prognoza: 3673,0 mld złotych (75,7 proc. PKB)
- 2030, prognoza: 3884,5 mld złotych (76,6 proc. PKB)
– Z pierwszym wyraźnym skokiem nominalnego poziomu zadłużenia mieliśmy do czynienia w 2020 r. Z oczywistych względów: wybuchła pandemia COVID-19. Mówimy o sumie 291 mld złotych, o którą powiększył się wtedy dług – przypomina w rozmowie z money.pl dr Marcin Mrowiec.
Taki ruch był w tamtych okolicznościach uzasadniony, ale mam wrażenie, że kryzys pandemiczny dobiegł końca, a złe przyzwyczajenia polityków już pozostały. W ciągu ostatnich kilku lat klasa polityczna została uwarunkowana w ten sposób, że najpierw musi obiecywać różnego rodzaju transfery finansowe, a potem trzeba je realizować – dodaje nasz rozmówca.
– Moim zdaniem dane zawarte w rządowej strategii pokazują, że minister finansów stracił w jakimś sensie kontrolę nad finansami publicznymi, bo ma dziś bardzo ograniczone możliwości powiedzenia słowa "nie" – podkreśla główny ekonomista Grant Thornton.
Rząd będzie sięgać po fundusze BGK?
Warto podkreślić, że dług sektora instytucji rządowych i samorządowych to jedyny dług, który w 2030 r. wzrośnie w relacji do polskiego PKB.
Co innego stanie się wtedy z państwowym długiem publicznym (PDP) – według przewidywań Ministerstwa Finansów jego relacja do PKB w 2030 r. spadnie. Wszystko dlatego, że przyszły rząd w związku ze złym stanem finansów publicznych właśnie w 2030 r. będzie zmuszony wdrożyć bolesny dla obywateli plan oszczędnościowy.
Zwracał na to uwagę w wywiadzie dla money.pl wiceprzewodniczący Rady Fiskalnej, prof. Andrzej Torój. Jego zdaniem takie rozróżnienie w prognozach dla poziomu unijnego i krajowego długu to sygnał, że Ministerstwo Finansów chce w przyszłości posiłkować się przy zadłużeniu funduszami w BGK, z pominięciem budżetu państwa.
Polski dług blisko unijnej stawki
Dług sektora instytucji rządowych i samorządowych to miara, która ułatwia też proste porównywanie zadłużenia w różnych krajach członkowskich Unii Europejskiej. Warto zaznaczyć, że w takim ujęciu polski dług ciągle jest poniżej poziomu unijnej średniej.
Nasze zadłużenie, mierzone zgodnie z unijną definicją, osiągnęło w zeszłym roku poziom 59,7 proc. PKB. W tym samym czasie średnia dla całej Wspólnoty wyniosła 81,7 proc., a pięć krajów zanotowało wynik powyżej 100 proc. PKB (Grecja, Włochy, Francja, Belgia i Hiszpania), wylicza unijne biuro statystyczne Eurostat.
"Stawkę" zamykały w zeszłym roku Szwecja, Irlandia, Bułgaria, Dania, Luksemburg i Estonia z długiem sektora instytucji rządowych i samorządowych poniżej 30 proc. PKB.