Na te auta rdza ma prawdziwy apetyt. Nowy ranking
Zakup samochodu to inwestycja, która może szybko stracić na wartości przez jeden czynnik: korozję. Szwedzcy eksperci przebadali ponad 500 modeli i wskazali, kto oszczędza na zabezpieczeniach. Wyniki mogą zaskoczyć właścicieli popularnych marek.
Dla wielu kierowców rdza to problem wyłącznie estetyczny, który obniża wizualną atrakcyjność pojazdu przy odsprzedaży. W rzeczywistości korozja uderza w portfele właścicieli znacznie mocniej, wpływając bezpośrednio na bezpieczeństwo i drastyczny spadek wartości rezydualnej auta. Korozja kluczowych elementów konstrukcyjnych, takich jak podłużnice czy dźwigary, degraduje sztywność karoserii, co w razie wypadku może mieć katastrofalne skutki.
Tematem od ponad trzech dekad zajmuje się szwedzki magazyn "Vi Bilägare", który w kwestii analizy trwałości pojazdów uchodzi za wyrocznię. Skandynawia, słynąca z surowych zim i obfitego stosowania soli drogowej, jest idealnym poligonem doświadczalnym dla testowania zabezpieczeń antykorozyjnych. Redakcja od 1989 roku współpracuje z firmą badawczą Rostskyddsmetoder, tworząc unikalny w skali światowej ranking.
Mówi, na co uważać we franczyzie. "Wtedy wiadomo, że to ściema"
Metodologia Szwedów jest bezlitosna dla producentów szukających oszczędności. Samochody trafiające do testów są prześwietlane w miejscach, do których przeciętny kupujący nigdy nie zagląda. Naukowcy wykorzystują endoskopy, by ocenić stan profili zamkniętych, jakość mastyk oraz skuteczność systemu odpływów wody.
– Eksperci oceniają czy rozmieszczenie otworów odpływowych zapewnia prawidłowe odprowadzanie wody i czy fabryczne zabezpieczenia odpowiednio chronią elementy konstrukcyjne – czytamy w raporcie podsumowującym badania.
Analiza wykracza poza proste stwierdzenie obecności rdzy. Specjaliści badają właściwości materiałowe, prognozując, jak długo fabryczne woski zachowają płynność, a kiedy zaczną pękać, otwierając drogę wilgoci. To kluczowa wiedza dla osób planujących zakup auta na lata.
Europejska solidność kontra japońska oszczędność
Wnioski płynące z przebadania ponad 500 pojazdów wskazują na wyraźny podział technologiczny między kontynentami. Podejście inżynierów z Europy i Azji do kwestii zabezpieczania blach diametralnie się różni, co ma bezpośrednie przełożenie na koszty eksploatacji ponoszone przez kierowców.
Przedstawiciele Rostskyddsmetoder szczegółowo wyjaśniają różnice w strategiach koncernów motoryzacyjnych. Japońscy producenci, tacy jak Honda, Toyota czy Suzuki, stawiają na inne rozwiązania niż ich europejscy konkurenci.
– Japońscy producenci polegają głównie na podkładach i zabezpieczeniach chemicznych na etapie lakierowania nadwozia, a europejscy stawiają raczej na wypełnianie profili zamkniętych woskiem i klasycznym cynkowaniu galwanicznym – tłumaczą eksperci ze Sztokholmu.
W ostatecznym rozrachunku to stara, europejska szkoła oparta na cynkowaniu zapewnia lepszą ochronę, głównie ze względu na wyższą odporność na uszkodzenia mechaniczne. Dla klienta oznacza to, że zakup auta japońskiego często powinien wiązać się z natychmiastową inwestycją w dodatkową konserwację podwozia.
W aktualnym zestawieniu średnia ocena dla producentów wynosi 3,1 punktu na 5 możliwych. Wyniki poszczególnych marek mogą być sygnałem ostrzegawczym dla inwestorów na rynku wtórnym. Poniżej średniej znalazło się uchodzące za synonim solidności Volvo, które uzyskało zaledwie 3,0 punktu. Identyczny wynik odnotowała Alfa Romeo. W środku stawki z notą 2,9 punktu uplasowały się koncerny koreańskie – Kia i Hyundai. Jeszcze słabiej wypadły marki z dawnej grupy PSA – Peugeot i Opel oceniono na 2,6 punktu.
Pewnym zaskoczeniem jest poprawa sytuacji w Mazdzie, marce, która przez lata zmagała się z łatką producenta aut podatnych na korozję. Choć widać progres, średnia ocena na poziomie 2,3 punktu wciąż nie daje powodów do satysfakcji i wymaga od właścicieli czujności.
Ukryte koszty nowoczesnych rozwiązań
Raport zwraca uwagę na paradoks nowoczesnej motoryzacji. Rozwiązania mające na celu poprawę komfortu akustycznego i aerodynamiki często stają się pułapką korozyjną. Mowa tu o wszechobecnych plastikowych osłonach podwozia oraz filcowych wygłuszeniach nadkoli.
– W przypadku nowszych aut problemem jest stosowanie plastikowych nakładek czy filcowych wygłuszeń, które kumulują wilgoć i w ocenie ekspertów bywają prawdziwą wylęgarnią rdzy – ostrzegają autorzy badania.
Z perspektywy finansowej oznacza to, że "bezobsługowość" nowoczesnych aut jest mitem. Prawidłowa konserwacja wymaga demontażu tych osłon, co generuje dodatkowe koszty w serwisie. Pozostawienie wilgoci pod plastikowymi panelami to prosty przepis na kosztowne naprawy blacharskie już po kilku latach eksploatacji.
Właściciele marek takich jak Honda, Mazda, Toyota, Subaru czy Suzuki często decydują się na profilaktyczne zabezpieczenie antykorozyjne tuż po wyjeździe z salonu. Jest to racjonalna decyzja ekonomiczna, która może znacząco podnieść wartość odsprzedaży pojazdu w przyszłości. Eksperci zalecają stosowanie preparatów, które długo pozostają płynne i nie mają tendencji do pękania, co zapewnia szczelność powłoki ochronnej.
Historia walki z korozją w motoryzacji to fascynujący zapis ewolucji technologicznej i ekonomicznej. W latach 80. i 90. wprowadzenie pełnego ocynku przez marki takie jak Audi czy Peugeot zrewolucjonizowało rynek, sprawiając, że samochody przestały znikać w oczach po kilku zimach. Jednak współczesna presja na obniżanie kosztów produkcji oraz dążenie do redukcji masy pojazdów (co wymuszają normy emisji spalin) sprawiły, że blachy stały się cieńsze, a warstwy lakieru mierzone są w mikronach.
Dodatkowo, stosowanie ekologicznych lakierów wodnych, choć korzystne dla środowiska, często oferuje mniejszą twardość i odporność na uszkodzenia mechaniczne niż dawne lakiery rozpuszczalnikowe. W efekcie, mimo postępu technologicznego, problem rdzy powraca, stając się istotnym czynnikiem w kalkulacji całkowitych kosztów posiadania samochodu (TCO).