Naukowcy wychodzą na ulicę. "Bezprecedensowa skala mobilizacji"
Naukowcy, doktoranci i studenci protestują dziś przed Sejmem, domagając się większych nakładów na naukę. Środowisko przekonuje, że wyczerpało już wszystkie możliwości rozmów z politykami, a wieloletnie niedofinansowanie prowadzi do odpływu talentów i stopniowego osłabiania polskiej nauki - opisuje "Gazeta Wyborcza".
O godz. 13 przed Sejmem rozpocznie się protest środowiska naukowego. Organizatorzy podkreślają, że "skala mobilizacji jest bezprecedensowa", a podobnej akcji wielu naukowców po prostu nie pamięta.
– Skoro naukowcy wychodzą na protest, to znaczy, że w tym garnku wrze – mówił w rozmowie z "Wyborczą" prezes Polskiej Akademii Nauk prof. Marek Konarzewski.
Protestujący domagają się zwiększenia nakładów na naukę do 3 proc. PKB w ciągu czterech lat. Obecnie – uwzględniając zarówno środki publiczne, jak i prywatne – Polska przeznacza na ten cel 1,41 proc. PKB.
Jak podkreślają organizatorzy, środowisko naukowe od lat próbowało rozwiązywać problemy poprzez rozmowy z politykami, petycje i udział w pracach komisji sejmowych. Teraz – jak mówią – cierpliwość się wyczerpała.
– Tym protestem chcemy pokazać politykom naszą determinację. Wysłać im znak ostrzegawczy przed zbliżającym się rokiem wyborczym – tłumaczył jeden z inicjatorów akcji, prof. Michał Tomza z Uniwersytetu Warszawskiego.
Pensje, granty i odpływ talentów
Postulaty protestujących dotyczą nie tylko zwiększenia finansowania badań. Naukowcy chcą również powiązania wynagrodzeń w sektorze nauki ze średnią pensją w gospodarce, która obecnie wynosi 9652,19 zł brutto - opisuje "GW".
Domagają się także podniesienia stypendiów doktoranckich przynajmniej do poziomu płacy minimalnej oraz zwiększenia progu dochodowego uprawniającego studentów do stypendium socjalnego.
Wśród postulatów znalazło się również stabilniejsze finansowanie badań i infrastruktury naukowej oraz większy budżet dla Narodowego Centrum Nauki, które odpowiada za granty na badania podstawowe.
Petycję popierającą postulaty podpisało już ponad 23 tys. osób. Głosy wsparcia napłynęły także z najważniejszych instytucji środowiska akademickiego.
Konferencja Rektorów Akademickich Szkół Polskich oceniła, że postulaty są "wyrazem troski o przyszłość polskiej nauki i szkolnictwa wyższego". Z kolei Rada Główna Nauki i Szkolnictwa Wyższego zaapelowała o "przerwanie wieloletniego systemowego niedofinansowania".
Rada Młodych Naukowców działająca przy ministerstwie nauki ostrzegła, że obecna sytuacja prowadzi do odpływu talentów z Polski. Podobny ton przyjęła Akademia Młodych Uczonych PAN, podkreślając, że wydatki na naukę należy traktować jako inwestycję w przyszłość kraju.
Rząd przyznaje: pieniędzy brakuje
W ramach protestu opublikowano ponad 150 nagrań z udziałem naukowców, doktorantów i studentów opowiadających o swoich badaniach oraz o tym, co mogłoby zmienić lepsze finansowanie nauki.
– Protest trafił w czuły punkt. W coś, co bardzo boli środowisko. Bo tu nie chodzi wyłącznie o te 3 proc. PKB na naukę. Naukowcy chcą być w końcu traktowani poważnie – mówił prof. Łukasz Okruszek z Instytutu Psychologii PAN.
O akcji pisały również zagraniczne media branżowe, w tym "Times Higher Education", a komentarz organizatorów opublikował prestiżowy "Nature".
Politolog i socjolog z UW dr hab. Adam Gendźwiłł oszacował, że realizacja najważniejszych postulatów kosztowałaby około 8 mld zł. Jak wyliczył, to równowartość 0,87 proc. budżetu państwa lub 7,3 proc. wydatków na obronność.
Minister nauki Marcin Kulasek przyznał, że nakłady na naukę są zbyt niskie i zapowiedział rozmowy z ministrem finansów Andrzejem Domańskim. Jak ustaliła "Wyborcza", ministrowie spotkali się już w tej sprawie, ale nie podjęto konkretnych decyzji.
– Potwierdzam: dodatkowe środki na naukę są potrzebne, w wielu obszarach wynagrodzenia są niskie – mówił wcześniej Andrzej Domański w Polsat News. Z kolei wicepremier Krzysztof Gawkowski przyznał wprost, że "niełatwo jest z budżetem".
Źródło: Gazeta Wyborcza