Nowa potęga na rynku ropy. Chiny przejęły kluczową rolę

Przez dekady to Arabia Saudyjska była krajem, który stabilizował światowy rynek ropy. Wojna Izraela i USA z Iranem pokazała jednak coś nowego - podaje "Bloomberg". Zdaniem analityków Chiny stały się pierwszym na świecie "swing importerem" ropy, zdolnym do gwałtownego ograniczenia zakupów i łagodzenia skutków globalnych kryzysów energetycznych.

Nowa potęga na rynku ropy. Chiny przejęły kluczową rolęNowa potęga na rynku ropy. Chiny przejęły kluczową rolę
Źródło zdjęć: © Getty Images | Andrew Holt | ZipZapic.com
Magda Żugier

Arabia Saudyjska od lat określana jest mianem "swing exportera", czyli państwa zdolnego do szybkiego zwiększania lub ograniczania wydobycia ropy w odpowiedzi na kryzysy i zmiany cen. Po konflikcie wokół Iranu pojawiło się jednak nowe zjawisko. Zdaniem części ekspertów to właśnie Chiny stały się pierwszym na świecie "swing importerem", który może stabilizować rynek poprzez gwałtowne zmiany poziomu zakupów surowca.

Skala tego ruchu była ogromna. Z oficjalnych danych chińskich służb celnych wynika, że w maju całkowity import ropy naftowej spadł do około 7,8 mln baryłek dziennie, czyli do najniższego poziomu od ośmiu lat. W przypadku dostaw realizowanych tankowcami spadek był jeszcze większy i sięgnął poziomu niewidzianego od dekady - czytamy.

Według autora analizy oznacza to, że Chiny ograniczyły dzienne zakupy ropy drogą morską o wolumen porównywalny z łącznym zużyciem Niemiec, Francji i Wielkiej Brytanii. Jednocześnie nie było widać oznak poważniejszych problemów gospodarczych wynikających z tak dużej redukcji importu.

"Słabo wygląda". Oto jak polska dyplomacja radzi sobie w USA

Jak Pekin zdołał ograniczyć import?

Dokładne mechanizmy wykorzystane przez Pekin nie są jeszcze znane. Wiele wskazuje jednak na to, że kluczową rolę odegrały inwestycje realizowane przez ostatnie dwie dekady.

Punktem zwrotnym była tzw. Dylemat Malakki, o którym już w 2003 r. mówił ówczesny prezydent Chin Hu Jintao. Chodziło o uzależnienie kraju od dostaw surowców transportowanych przez strategiczną cieśninę Malakka. W przypadku konfliktu militarnego, zwłaszcza wokół Tajwanu, byłby to potencjalny punkt nacisku dla Stanów Zjednoczonych.

W odpowiedzi Chiny rozpoczęły budowę alternatywnego modelu bezpieczeństwa energetycznego. Zwiększano produkcję energii z wiatru i słońca, rozwijano elektromobilność, inwestowano w energetykę węglową oraz systematycznie budowano strategiczne rezerwy ropy.

Na koniec 2025 r. chińskie zapasy surowca szacowano na około 1,4 mld baryłek. To trzykrotnie więcej niż strategiczne rezerwy Stanów Zjednoczonych i ponad sześciokrotnie więcej niż zapasy Japonii.

Rezerwy, elektryki i węgiel

W czasie ostatniego kryzysu wiele z tych zabezpieczeń zostało wykorzystanych. W kwietniu i maju gwałtownie wzrosło wykorzystanie samochodów elektrycznych, a ruch w punktach ładowania przy chińskich autostradach był według wstępnych danych od 50 do 80 proc. większy niż rok wcześniej.

Równocześnie produkcja energii elektrycznej z węgla osiągnęła rekordowe poziomy dla tej pory roku. Wsparciem okazał się również rozwinięty przemysł przetwarzający węgiel na produkty chemiczne, który pozwalał częściowo zastępować surowce dotknięte niedoborami.

Autor analizy ocenia także, że Pekin mógł w ciągu dwóch miesięcy uwolnić ze swoich strategicznych rezerw nawet od 100 do 200 mln baryłek ropy.

Konsekwencje wykraczają poza rynek energii

Zdaniem ekspertów skutki tych wydarzeń mogą być znacznie szersze niż jedynie chwilowe uspokojenie cen ropy - podaje "Bloomberg". Inwestorzy otrzymali bowiem sygnał, że Chiny są w stanie amortyzować skutki dużych zakłóceń podaży, co może prowadzić do trwałego obniżenia premii za ryzyko geopolityczne uwzględnianej w cenach surowca.

Jeszcze większe znaczenie mogą mieć konsekwencje strategiczne. Przez lata amerykańskie analizy zakładały, że w razie konfliktu o Tajwan jednym z narzędzi nacisku na Pekin mogłoby być odcięcie dostaw surowców transportowanych drogą morską. Ostatnie wydarzenia sugerują jednak, że chińska gospodarka może być znacznie bardziej odporna na takie działania, niż wcześniej zakładano.

Chiny z nowej siły napędowej stają się stabilizatorem

Od początku XXI wieku to właśnie rosnący apetyt Chin był jednym z głównych czynników napędzających wzrost cen ropy na świecie. Teraz sytuacja może się zmieniać - podaje "Bloomberg".

Autor analizy wskazuje, że Pekin z kraju stale zwiększającego popyt przeobraża się w uczestnika rynku zdolnego do jego stabilizowania. Jeśli ten trend się utrzyma, może oznaczać bardziej umiarkowane ceny ropy w dłuższym terminie.

Według tej interpretacji kryzys związany z Iranem przejdzie do historii nie tylko jako kolejne napięcie na Bliskim Wschodzie. Może zostać zapamiętany jako moment, w którym Chiny po raz pierwszy pokazały, że potrafią wykorzystać swoje rezerwy i politykę energetyczną do złagodzenia globalnego szoku na rynku surowców.

Wybrane dla Ciebie