Płaca minimalna w 2026 r. "Podniżka" zamiast podwyżki [OPINIA]

Jasne było, że dynamika wzrostu płacy minimalnej nie może utrzymać się długo na poziomie obserwowanym w ostatnich dwóch latach. Nie jest jednak zrozumiałe wystudzenie go właściwie do zera! - pisze dla money.pl Kamil Fejfer. Wg niego w przyszłym roku zamiast podwyżek będą "podniżki".

Premier Donald Tusk i 
minister finansów i gospodarki Domański
Premier Donald Tusk i minister finansów i gospodarki Andrzej Domański
Źródło zdjęć: © PAP | Paweł Supernak
Kamil Fejfer

Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.

W ostatnim dniu lipca rząd zakomunikował, że płaca minimalna w 2026 roku wyniesie 4806 zł brutto. Ze stanowiskiem tym nie zgadza się strona społeczna. Nic dziwnego, bo realny wzrost płacy minimalnej będzie... żaden. A możliwe, że najniżej opłacani pracownicy za swoje wypłaty w przyszłym roku będą mogli kupić mniej towarów i usług niż w obecnym. Zamiast podwyżki dostaną więc "podniżkę".

Obecnie płaca minimalna wynosi 4666 zł brutto. W przypadku osób, które skończyły 26. rok życia, jest to nieco ponad 3500 zł na rękę. Wspomniana podwyżka do 4806 oznacza wzrost pensji o niemal dokładnie 3 proc.

Dlaczego więc wspomniałem, że pracownicy de facto nic nie zyskają (a być może stracą)? Ponieważ istotny jest tak zwany realny wzrost pensji - z korektą na inflację, czyli z poprawką na wzrost cen towarów i usług.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Ego w biznesie: przekleństwo czy przewaga? Bogusław Leśnodorski w Biznes Klasie

Oczywiście nie możemy być pewni, co do tego, jakie ceny zobaczymy na półkach (i u fryzjera czy na rachunku za pizzę) w przyszłym roku. Możemy jednak tworzyć całkiem niezłe predykcje na ten temat. Oczywiście nie zawierają one czarnych łabędzi - zjawisk rzadkich, które z definicji trudno się prognozuje. Czarne łabędzie mają jednak to do sobie - jak zaznaczyłem - że wstępują... rzadko.

Zła wiadomość dla zarabiających najniższą krajową

Jednym z lepszych ośrodków prognozujących inflację jest Narodowy Bank Polski. Według najnowszej, lipcowej projekcji w 2026 roku towary i usługi konsumpcyjne podrożeją o 3,1 proc. Co prawda oznacza to zmieszczenie się w celu inflacyjnym NBP (wynosi on 2,5 proc. +/- 1 pkt. proc.), co może ucieszyć kredytobiorców (ponieważ prawdopodobnie skłoni to bank centralny do obniżenia stóp procentowych). Ale nie jest to dobra wiadomość dla osób, które otrzymują minimalne wynagrodzenie.

Towary i usługi zdrożeją bowiem nawet nieco bardziej, niż będzie wynosić podwyżka najniższej krajowej. Inaczej mówiąc: pracownicy w najtrudniejszej sytuacji pomimo tego, że nominalnie ich wypłaty wzrosną, nie będą mogli kupić za podwyżkę nic ponad to, co mogli kupić w roku 2025.

Według danych resortu pracy w 2025 roku na najniższej krajowej pracowało rekordowe 3,1 mln osób. W Polsce na umowach o pracę zatrudnionych jest około 15,1 mln osób. Oznacza to, że płacę minimalną, przynajmniej oficjalnie (część osób na najniższej krajowej dostaje też "pieniądze pod stołem") otrzymywał co piąty z nich. Typowym wieloletnim wynikiem, jeśli chodzi o tę kwestię, jest 1,3-1,6 mln pracujących otrzymujących najniższe wynagrodzenie. Skąd więc ta zmiana w ostatnim czasie?

Rekordowy wzrost płac w Polsce

W latach 2022-2023 mieliśmy do czynienia z rekordową w ostatnim trzydziestoleciu inflacją. W ustawę o płacy minimalnej wpisane jest natomiast obowiązek podwyższania jej powyżej poziomu wzrostu cen towarów i usług.

Gwałtowne w ostatnich dwóch latach wzrosty wynikały więc bezpośrednio z szalejącej drożyzny. I bardzo dobrze, że podwyżki nastąpiły - uchroniły one rzesze ludzi przed pauperyzacją. Jednocześnie dołożyły się do trendu, o którym być może niewiele osób wie. Otóż w roku 2024 mieliśmy w Polsce do czynienia z rekordowymi od początku lat 90. realnymi wzrostami płac. Jeśli chodzi o te wskaźniki, to utrzymywaliśmy się przez jakiś czas na czele 38 krajów zrzeszonych w OECD.

Przekraczające 20 proc. podwyżki najniższej krajowej (od stycznia 2023 do stycznia 2024 minimalna wzrosła o rekordowe 22 proc.) "zagarnęło" około półtora miliona osób, których płace przez lata utrzymywały się na poziomie niewiele większym od najniższej krajowej. To też spowodowało pewne tarcia w firmach: osoby dopiero co przychodzące do pracy otrzymywały wynagrodzenia zbliżone do ludzi, którzy w firmach byli już wiele lat. Z innej strony, regulacja wymusiła również zmniejszenie nierówności płacowych oraz "przeskalowanie" części siatek płac w górę.

Tu warto wspomnieć, że dzięki gwałtownym podwyżkom polska płaca minimalna zbliżyła się do płacy minimalnej we Francji czy w Irlandii. Nie chodzi oczywiście o płace w euro, ale o te z poprawką na siłę nabywczą.

Płaca minimalna w UE
Płaca minimalna w UE © Eurostat | Eurostat

Według tzw. standardu siły nabywczej - sztucznej waluty używanej przez Eurostat do porównań międzynarodowych redukujących różnice w cenach - jesteśmy na siódmym miejscu w Unii Europejskiej pod względem wysokości najniższej krajowej. Z pewnością jest to jedna z miar postępu cywilizacyjnego i poziomu życia, jeden ze wskaźników, z których powinniśmy być dumni. Między innymi na tym przykładzie widać, że doganiamy starą Europę.

Koniec pozytywnego trendu

Jasne było, że dynamika wzrostu płacy minimalnej nie może utrzymać się długo na poziomie obserwowanym w ostatnich dwóch latach. Tak wysokie podwyżki trwające wiele lat bez wysokiej inflacji (przypomnijmy, że w lipcu inflacja zmieściła się już we wspomnianym celu inflacyjnym) mogłyby zachwiać rynkiem. Zrozumiałym jest więc ostudzenie trendu wzrostu. Nie jest jednak zrozumiałe wystudzenie go właściwie do zera!

Taka propozycja oznacza dla wielu nie tylko rozczarowanie przy kasach, ale też zatrzymanie pozytywnego trendu przywracania godności ekonomicznej rzeszom ciężko pracujących ludzi.

Warto jednak dodać, że kwota nie została ostatecznie "klepnięta", ponieważ nie udał się uzyskać porozumienia podczas obrad Rady Dialogu Społecznego. W takim przypadku decyzja ma zostać podjęta przez radę ministrów do połowy września. Możliwe jest więc, że stawka drgnie w górę. Jeśli nie, będzie wiadomo po czyjej stronie stoją rządzący. Z pewnością nie będzie to strona milionów osób w najgorszym położeniu na rynku.

Kamil Fejfer, dziennikarz piszący o gospodarce, współtwórca podcastu i kanału na YouTube "Ekonomia i cała reszta"

Źródło artykułu: money.pl
Wybrane dla Ciebie
Szantaż Trumpa ws. Grenlandii. Minister finansów: odpowiedź musi być jednoznaczna
Szantaż Trumpa ws. Grenlandii. Minister finansów: odpowiedź musi być jednoznaczna
Nocleg dla 12 tys. osób. To będzie największy plac budowy w Polsce
Nocleg dla 12 tys. osób. To będzie największy plac budowy w Polsce
Rekordowy wzrost rejestracji samochodów elektrycznych w Polsce
Rekordowy wzrost rejestracji samochodów elektrycznych w Polsce
Potęga miliarderów osłabia demokrację. Alarmujący raport
Potęga miliarderów osłabia demokrację. Alarmujący raport
Niemcy i Francja odpowiadają na groźby celne Donalda Trumpa
Niemcy i Francja odpowiadają na groźby celne Donalda Trumpa
Afera mandatowa w Czechach. Mamy stanowisko polskiego MSZ
Afera mandatowa w Czechach. Mamy stanowisko polskiego MSZ
Od lutego na Orlenie bez papierowej faktury za tankowanie
Od lutego na Orlenie bez papierowej faktury za tankowanie
Polacy składają wnioski. "Budżet programu skończy się za 10 dni"
Polacy składają wnioski. "Budżet programu skończy się za 10 dni"
Groźba handlowej wojny wisi w powietrzu. UE ma w odwodzie "bazookę"
Groźba handlowej wojny wisi w powietrzu. UE ma w odwodzie "bazookę"
Jeden z najpoważniejszych kryzysów. "Grenlandia staje się pretekstem" [OPINIA]
Jeden z najpoważniejszych kryzysów. "Grenlandia staje się pretekstem" [OPINIA]
Wyrzucamy 200 mld zł w błoto? Balcerowicz: te wydatki nie mają sensu
Wyrzucamy 200 mld zł w błoto? Balcerowicz: te wydatki nie mają sensu
Pfizer pozwał Polskę. Rusza proces. Stawka to 6 mld zł
Pfizer pozwał Polskę. Rusza proces. Stawka to 6 mld zł