Ceny surowców znów rosną. Dzwonek alarmowy przed nową falą inflacji

Rynki surowcowe znów wysyłają sygnały ostrzegawcze. Drożeje ropa, gaz oraz metale przemysłowe. Ostatnie wydarzenia na Bliskim Wschodzie i eskalacja konfliktu z udziałem Iranu stanowią bezpośredni impuls do podwyżek.

AUSTIN, TEXAS - MAY 11: An employee assists a customer at an H-E-B grocery store on May 11, 2026 in Austin, Texas. The U.S. Producer Price Index (PPI) suggests that rising fuel prices may be beginning to weigh on wholesale margins, as ongoing tensions in the Strait of Hormuz continue to strain global energy markets.  (Photo by Brandon Bell/Getty Images)Wysokie ceny surowców mogą "zaboleć" konsumentów
Źródło zdjęć: © GETTY | Brandon Bell
Robert Kędzierski
Dźwięk został wygenerowany automatycznie i może zawierać błędy

Sytuacja ta potęguje obawy o bezpieczeństwo globalnego handlu. To wyraźna zmiana perspektywy w stosunku do sytuacji z początku kwietnia, kiedy na rynkach obserwowano nietypowe zjawisko i wysoką premię za fizyczne posiadanie ropy "na już", co dla wielu inwestorów sugerowało raczej krótkotrwałe zawirowania przed odbudową łańcuchów dostaw. Jednak eksperci banku UniCredit w swoim najnowszym raporcie stawiają sprawę jasno. Ich zdaniem problem ma znacznie głębsze podłoże i wykracza poza bieżącą geopolitykę.

Autorzy analizy tłumaczą, że obecny wzrost cen odzwierciedla wieloletnie bariery strukturalne. Gospodarka światowa odczuwa skutki dawnego braku inwestycji w sektorze wydobywczym. Do tego dochodzą częste szoki klimatyczne oraz nieustanne napięcia na arenie międzynarodowej. Te wszystkie czynniki doprowadziły do erozji wolnych mocy produkcyjnych. Spadła także elastyczność samej produkcji oraz transportu. W rezultacie globalne łańcuchy dostaw stały się znacznie mniej odporne na zakłócenia w porównaniu do poprzednich cykli gospodarczych.

– Biorąc pod uwagę ostatnie ruchy cen surowców, uważamy, że prawdopodobnie mamy do czynienia z przedłużającym się okresem zakłóceń cen surowców – oceniają ekonomiści banku UniCredit cytowani przez Bankier.

Zamknęli fabrykę Levi’sa. Przejął ludzi i maszyny. "Byłem pierwszy"

Drożeją energia, metale i nawozy

Zjawisko to obejmuje niemal wszystkie kluczowe segmenty rynku. W przypadku ropy naftowej i gazu ziemnego główną rolę odgrywa premia za ryzyko geopolityczne, niedobór mocy przewozowych i wyższe koszty ubezpieczeń.

Podobny trend panuje na rynku metali przemysłowych. Miedź zyskuje na wartości z powodu małej podaży z kopalń i niskich zapasów. Dodatkowo cenę tego surowca napędza zapotrzebowanie na technologie dla sektora elektryfikacji. Za wzrostem cen aluminium i niklu stoją z kolei wysokie koszty energii oraz małe moce przerobowe hut.

Ogromna presja dotyka również rynek surowców chemicznych. Ceny kwasu siarkowego wzrosły w efekcie przerw w pracy zakładów przemysłowych oraz spadku produkcji ubocznej przy rafinacji metali. Sytuację na tym rynku komplikuje polityka handlowa Chin, w tym decyzja o zakazie eksportu, a także utrudnione przepływy siarki z Bliskiego Wschodu. Z problemami boryka się również sektor nawozów. Opóźnienia w dostawach zbiegają się w czasie z początkiem sezonu zasiewów na półkuli północnej. Raport UniCredit ostrzega, że rodzi to potężne ryzyko dla plonów i podtrzymuje presję na wzrost cen żywności w sklepach.

Dylemat banków centralnych i portfele konsumentów

Taki stan rzeczy wywołuje poważne konsekwencje dla całej gospodarki. Inflacja, u podstaw której leżą wyższe ceny surowców, ma inny mechanizm niż wzrost cen z powodu silnego popytu konsumenckiego.

Jak podkreślają analitycy, wprost podnosi ona koszty działalności firm i dławi ich marże. Dla obywateli oznacza to uszczuplenie realnych dochodów gospodarstw domowych. Banki centralne stają przed trudnym dylematem. Łagodna polityka pieniężna mogłaby wesprzeć słabszą gospodarkę, ale grozi ponownym wybuchem inflacji. Zbyt restrykcyjne podejście może z kolei pogłębić spowolnienie gospodarcze.

Temat rosnących cen i zaburzonych szlaków handlowych jest zresztą szczególnie gorący na rynkach od kilku miesięcy. Warto przypomnieć, że potencjalna blokada strategicznych tras morskich w rejonie Bliskiego Wschodu wielokrotnie wywoływała ogromne obawy o stabilność globalnych łańcuchów dostaw. Napięcia geopolityczne to jednak nie tylko problem surowcowy, ale i rykoszet uderzający w notowania walut. Strefa euro jest obecnie wyjątkowo mocno narażona na gwałtowne szoki, zwłaszcza po tym, jak musiała w trybie awaryjnym dywersyfikować import po odcięciu od rosyjskich dostaw.

Europa podatna na szoki cenowe

Taka podażowa presja na inflację już wymusza pierwsze, trudne reakcje instytucji finansowych. Z dylematem opisywanym przez analityków UniCredit mierzono się niedawno na północy kontynentu, gdzie islandzki bank centralny jako pierwsza duża instytucja w Europie zdecydował się na podniesienie stóp procentowych, wprost argumentując ten krok rosnącymi cenami energii oraz zrywającymi się łańcuchami dostaw.

Raport zwraca też uwagę na nierównomierny rozkład tych kosztów w ujęciu geograficznym. Gospodarka europejska pozostaje mocno podatna na zawirowania ze względu na swój energochłonny przemysł i silne uzależnienie od importu surowców. W znacznie lepszej sytuacji znajdują się Stany Zjednoczone. Amerykańska gospodarka dysponuje własną produkcją energii i różnorodną bazą surowcową. Zapewnia to jej lepszą ochronę przed globalnymi wstrząsami podażowymi. Według ekspertów niska elastyczność podaży sprawia, że nawet drobne wstrząsy mogą wywołać nieproporcjonalny i długotrwały wzrost cen na rynkach.

Źródło: Bankier.pl

Wybrane dla Ciebie