Polska ma 20 lat opóźnienia. Tysiące barier na rzekach

Fundacja ClientEarth alarmuje, że Polska musi pilnie zająć się renaturyzacją rzek. Główna przeszkoda to obiekty hydrotechniczne bez właściciela. Unijne prawo nakazuje uwolnienie tysięcy kilometrów rzek, ale polski system prawny blokuje działania samorządów.

Polskie rzeki czekają na systemowe rozwiązaniaPolskie rzeki czekają na systemowe rozwiązania
Źródło zdjęć: © Unsplash.com
Robert Kędzierski

Polska administracja musi zmierzyć się z ogromnym problemem na rzekach, który narastał od dekad z powodu braku spójnej polityki wodnej. Fundacja ClientEarth wydała szczegółowy raport o pilnej potrzebie renaturyzacji wód śródlądowych. Dokument jednoznacznie wskazuje na poważne luki w obowiązującym prawie. Przepisy nie dają gminom narzędzi do skutecznego działania na rzecz poprawy stanu środowiska naturalnego.

Polska jest spóźniona o 20 lat w przywracaniu swobodnego przepływu rzek – mówi Maria Włoskowicz z Fundacji ClientEarth w wywiadzie dla Portalu Samorządowego.

Eksperci fundacji podkreślają, że kluczową barierę dla modernizacji środowiskowej stanowią masowe obiekty "niczyje". To często zrujnowane tamy i jazy, które nie mają jasnego statusu własnościowego, co blokuje jakiekolwiek inwestycje.

– Mamy wiele barier zbudowanych kilkadziesiąt lat temu lub starszych, dla których nie zachowała się żadna dokumentacja – tłumaczy Maria Włoskowicz na łamach Portalu Samorządowego.

Takie porzucone konstrukcje często w ogóle nie figurują w ewidencji Wód Polskich ani Lasów Państwowych. Z powodu tych biurokratycznych zawiłości gminy nie mogą ich legalnie usunąć, nawet gdy stają się bezpośrednim zagrożeniem powodziowym. Na domiar złego brakuje jednolitych wytycznych dla urzędników państwowych, co skutecznie paraliżuje proces decyzyjny.

"Słabo wygląda". Oto jak polska dyplomacja radzi sobie w USA

Unijne wymogi a polska rzeczywistość. Dyrektywy płynące z Brukseli

Unia Europejska przyjęła historyczne rozporządzenie Nature Restoration Law, które ma fundamentalne znaczenie dla odbudowy ekosystemów. Prawo to kategorycznie nakazuje uwolnienie aż 25 tysięcy kilometrów rzek w całej wspólnocie. Polska administracja doskonale wiedziała o potrzebie poprawy stanu rzek od momentu wejścia do struktur europejskich, jednak temat był przez lata marginalizowany. Inne kraje członkowskie już dawno rozpoczęły wnikliwą inwentaryzację przestarzałej infrastruktury.

– Polska przez ponad 20 lat nie zrobiła w tym zakresie wystarczająco dużo, co dziś stawia nas w bardzo trudnym położeniu negocjacyjnym. Mamy więc opóźnienie sięgające dwóch dekad i trudno je dziś racjonalnie nadrobić w ciągu zaledwie kilku miesięcy – ocenia prawniczka ClientEarth dla Portalu Samorządowego.

Bezpieczeństwo i koszty utrzymania

Fatalna sytuacja na rzekach ma bezpośredni, negatywny wpływ na państwowe finanse oraz bezpieczeństwo obywateli w dobie zmian klimatycznych. Stare tamy i sztucznie zabetonowane koryta drastycznie potęgują skutki zarówno suszy, jak i gwałtownych powodzi wezbraniowych. Woda opadowa płynie znacznie szybciej i nie zasila życiodajnych wód gruntowych. To z kolei generuje wręcz ogromne koszty interwencyjne dla rolnictwa i uderza w budżet całej gospodarki narodowej.

Kiedy pojawia się kryzys wodny, zdesperowani mieszkańcy w pierwszej kolejności szukają ratunku u władz lokalnych. Samorządy napotykają jednak potężny mur przepisów, którego nie są w stanie sforsować bez pomocy z Warszawy.

Trzeba jednak zaznaczyć, że modna renaturyzacja wcale nie oznacza radykalnej likwidacji każdej istniejącej tamy w Polsce. Wiele hydrotechnicznych obiektów wciąż pełni niezastąpione funkcje, wspierając lokalną gospodarkę oraz działanie wielkich systemów retencyjnych.

– Oczywiście nie mówimy o bezmyślnym usuwaniu absolutnie wszystkich barier w kraju. Nature Restoration Law mówi wyraźnie i bardzo precyzyjnie wyłącznie o usuwaniu barier uznanych za przestarzałe – uspokaja Maria Włoskowicz.

Wybrane dla Ciebie