Źródło Putina wysycha. Ukraina trafia w najczulszy punkt
Zmasowane ataki ukraińskich dronów i nowe sankcje USA uderzyły w rosyjską branżę paliwową. W wielu regionach brakuje benzyny, rafinerie są wielokrotnie trafiane, a dochody z ropy gwałtownie spadają. To jedna z najskuteczniejszych presji na rosyjską machinę wojenną - podaje Onet.
Rosyjski sektor paliwowy znalazł się pod presją, jakiej nie widziano od dekad. Choć państwo uchodzi za energetyczną potęgę, wojna w Ukrainie i seria ukraińskich ataków na rafinerie doprowadziły do niedoborów paliw, zamykanych stacji i gwałtownego wzrostu cen. To efekt uderzeń w infrastrukturę, która jeszcze do niedawna wydawała się poza zasięgiem Kijowa.
Jak relacjonują rosyjscy mieszkańcy i przedsiębiorcy, braki paliwa są odczuwalne w wielu regionach. Menedżer jednej ze stacji w obwodzie nowosybirskim porównał sytuację do kryzysu po upadku ZSRR, zwracając uwagę, że część punktów po prostu wstrzymała działalność - podaje Onet.
Na Krymie problemy były jeszcze dotkliwsze - kierowcy porzucali auta, a w kolejkach dochodziło do bójek. Kreml odpowiedział zakazem eksportu benzyny do końca 2025 r., a nawet rozważał jej import z Chin.
"Piękna i tragiczna". Przypomina historię polskiej firmy
Źródłem tych problemów są zmasowane ataki ukraińskich dronów na rosyjskie rafinerie, rurociągi, terminale i magazyny paliw. Skala uderzeń jest bezprecedensowa. Eksperci wskazują, że Ukraina dysponuje teraz znacznie bardziej zaawansowanymi dronami oraz możliwościami produkcyjnymi, co pozwala prowadzić operacje daleko w głąb Rosji. Bezzałogowce Fire Point FP-1 mogą pokonać do 1500 km, a ich produkcja sięga ponad 100 sztuk dziennie.
Rosyjskie rafinerie pod ciągłym ostrzałem
W 2024 r. ataków było tak wiele, że niektóre zakłady odbudowywano wielokrotnie. Rafineria w Wołgogradzie została trafiona co najmniej pięć razy w ciągu kilku tygodni. Nowokujbyszewsk - trzy razy, Saławat - dwa, a obiekty w Saratowie - pięciokrotnie. Do końca października ukraińskie drony uderzyły przynajmniej raz w ponad połowę z 38 kluczowych rafinerii w Rosji.
Eksperci podkreślają, że infrastruktura paliwowa odziedziczona po ZSRR jest szczególnie wrażliwa: jeden zakład obsługuje często ogromne terytoria, więc każde trafienie oznacza braki w wielu regionach. - Rosyjskie rafinerie są jak bokser: nie padną po jednym ciosie, ale każdy kolejny osłabia je coraz bardziej - ocenia Siergiej Wakulenko z Carnegie Russia Eurasia Center.
Sankcje i presja na światowych rynkach
Ataki dronów zbiegają się z kolejną falą zachodnich sankcji. USA nałożyły nowe ograniczenia na Łukoil i Rosnieft, czyli firmy odpowiadające za połowę rosyjskiej produkcji ropy. Eksperci podkreślają, że sankcje amerykańskie mają większą siłę oddziaływania niż europejskie - także dlatego, że są surowiej egzekwowane.
Rosja odczuwa skutki tej presji. Według danych rosyjskiego ministerstwa finansów dochody z ropy i gazu w październiku spadły o 27 proc. rok do roku. To potężny cios, bo sektor energetyczny generuje jedną czwartą budżetu Kremla. Dodatkowe sankcje oznaczają dalsze ograniczenie wpływów, nawet jeśli - jak podkreślają analitycy - nie doprowadzą do załamania całej branży - czytamy.
Choć eksperci nie spodziewają się szybkiego przełomu, zauważają, że Ukraina osiąga swój główny cel: stopniowo osłabia rosyjską machinę wojenną. Rosyjskie rafinerie nie przestaną działać z dnia na dzień, ale ich systematyczna degradacja oraz presja na dochody z eksportu energii utrudniają Moskwie prowadzenie długiej wojny.
Źródło: Onet