Rezydenci o zarobkach lekarzy. Przypominają aferę z Niedzielskim
Politycy w ekspresowym tempie pracują nad przepisami dotyczącymi zarobków lekarzy. - Nie mam nic przeciwko gromadzeniu takich danych. Ale sam poziom wynagrodzeń nie powie nam zbyt wiele - ocenia w rozmowie z money.pl szef Porozumienia Rezydentów Sebastian Goncerz.
Rząd przyjął we wtorek projekt ustawy, która ma pozwolić na gromadzenie informacji o wynagrodzeniach lekarzy w powiązaniu z konkretnym numerem PESEL. Propozycja zmian w przepisach z dnia na dzień trafiła do Sejmu. To odpowiedź na doniesienia o 28-letnim lekarzu - a zarazem radnym Koalicji Obywatelskiej w warszawskim Ursusie - który mimo braku specjalizacji zarobił w rok ponad półtora miliona złotych.
Problem polega na tym, że w dotychczasowym systemie Ministerstwo Zdrowia i NFZ nie miały możliwości nie tylko kontrolowania, ale uzyskania wiedzy, kto ile zarabia w danej jednostce, w szpitalu. Wszystkie te dane są zanonimizowane i nie mamy w to wglądu - tłumaczył przed wtorkowym posiedzeniem rządu premier Donald Tusk.
Stres szkodzi bardziej, niż myślisz. Ekspert wyjaśnia dlaczego
- Dlatego przyjmiemy bardzo króciutki projekt ustawy, który umożliwi agencji rządowej orientację, kto w jakich miejscach ile zarabia, tak żeby to zracjonalizować i żeby nie dochodziło do, mam nadzieję, pojedynczych, skandalicznych sytuacji - dodał szef rządu.
Szef rezydentów ma trzy pytania
Najnowsza propozycja zmian w przepisach budzi wątpliwości środowiska lekarskiego. Przewodniczący Porozumienia Rezydentów OZZL Sebastian Goncerz mówi money.pl, że co do zasady nie ma nic przeciwko zbieraniu informacji o wynagrodzeniach medyków.
Często bywa tak, że systemowe decyzje są podejmowane pod wpływem emocji. Zawsze jednak lepiej robić to w oparciu o rzetelne dane. W tym kontekście trudno się spierać z samym pomysłem na gromadzenie tego typu informacji o zarobkach lekarzy w publicznych placówkach. Mam jednak wobec tej konkretnej propozycji kilka poważnych zastrzeżeń - komentuje Sebastian Goncerz.
Nasz rozmówca wskazuje, że problemem numer jeden jest ograniczone, czy wręcz niskie zaufanie do administracji publicznej. Szef porozumienia rezydentów przypomina, że trzy lata temu ówczesny minister zdrowia Adam Niedzielski bezprawnie ujawnił dane dotyczące jednego z lekarzy, za co został później skazany prawomocnym wyrokiem.
- Jeśli informacje o poziomie wynagrodzeń poszczególnych medyków nie będą dostatecznie chronione, wówczas mogą stać się narzędziem walki politycznej. Moim zdaniem to jest bardzo duży minus rządowej propozycji. Stąd pytanie, czy i jak politycy chcą te informacje zabezpieczyć. Zwłaszcza że byliśmy już świadkami nieuprawnionego wykorzystania danych konkretnej osoby ze środowiska lekarskiego - mówi Goncerz.
Po drugie - zaznacza nasz rozmówca - projekt ustawy całkowicie pomija fakt, że krytykowany w ostatnich dniach lekarz był również politykiem należącym do aktualnie rządzącej partii. - Tak wysokie zarobki, o których teraz rozmawiamy, nie mogły wynikać z niczego innego niż z faktu posiadania partyjnej legitymacji. Publiczne szpitale stają się politycznym łupem, gdzie wybrane osoby zawsze będą w stanie uzyskać lepsze warunki finansowe - stwierdza szef Porozumienia Rezydentów. - Te przepisy kompletnie nie biorą tego pod uwagę, co sprawia, że propozycja rządu ma raczej charakter "ucieczkowy" - ocenia Sebastian Goncerz.
I dodaje, że wreszcie sam poziom wynagrodzeń może się okazać w praktyce mało wartościową informacją, jeśli myślimy o poprawie efektywności wydatków na publiczny system ochrony zdrowia. - Byłoby dobrze, gdyby tego typu dane były powiązane również z czasem pracy i z listą wykonywanych świadczeń. Dopiero w takim ujęciu będzie można mówić o pełnym obrazie sytuacji, będziemy mieli kontekst. Same zarobki niewiele nam powiedzą: przecież wiadomo, że jeśli jakiś lekarz wykonuje rzadkie, wysokospecjalistyczne zabiegi, to będzie miał wysokie dochody - tłumaczy nasz rozmówca.
Sebastian Goncerz podkreśla również, że trwająca debata skupia się wyłącznie na lekarzach, a równocześnie pomija pozostałe osoby zatrudnione w publicznych placówkach, w tym dyrektorów szpitali. - Jeśli chcielibyśmy ujawniać poziom płac w takich miejscach, bo takie postulaty też się pojawiają w przestrzeni publicznej, to powinniśmy taką procedurą objąć wszystkich pracowników, bez wyjątku - mówi nam szef Porozumienia Rezydentów.