Stało się. Wielka reforma weszła w życie. To tu zajrzą inspektorzy w pierwszej kolejności

Od środy inspektorzy Państwowej Inspekcji Pracy, wyposażeni już w nowe uprawnienia związane z przekształcaniem pozornych umów cywilnoprawnych w etaty, zaczną kontrolować firmy. Kontrole mogą zawitać także do lekarzy-kontraktowców. Tymczasem w koalicji słychać obawy, czy te ambitne dążenia nie okażą się zaraz przedwyborczym obciążeniem dla całego obozu.

A. Dziemianowicz-Bąk i D. Tusk.Agnieszka Dziemianowicz-Bąk i Donald Tusk
Źródło zdjęć: © East News | AI, ANDRZEJ IWANCZUK, Filip Naumienko
Tomasz ŻółciakGrzegorz Osiecki

Od 8 lipca Państwowa Inspekcja Pracy zyskała szersze możliwości ingerowania w umowy pomiędzy pracodawcą a pracownikiem. Inspektor decyzją administracyjną będzie mógł przekształcić zakwestionowaną umowę cywilnoprawną lub kontrakt B2B w umowę o pracę (dotąd odbywało się to poprzez skierowanie sprawy do sądu).

Ile fikcyjnych umów?

Cała procedura ma składać się z trzech kroków. Najpierw inspektor, stwierdzając pozorność zawartej umowy cywilnoprawnej czy kontraktu B2B, wyznaczy termin na zawarcie umowy o pracę lub ustalenie faktycznych warunków współpracy w taki sposób, żeby była zgodna z prawem. Jeśli polecenie nie zostanie wykonane, inspektor PIP będzie mógł złożyć wniosek do Okręgowego Inspektora Pracy o wydanie decyzji przekształcającej nieprawidłowo zawartą umowę w umowę o pracę. W razie czego nastąpić może krok trzeci, tj. pracodawca lub pracownik będą mogli odwołać się od tej decyzji do sądu pracy, co wstrzyma jej wykonanie do momentu wydania orzeczenia.

Reforma PIP to flagowy projekt polityczny przeprowadzony przez Lewicę i resort pracy Agnieszki Dziemianowicz-Bąk. Nic więc dziwnego, że formacja oczekuje teraz konkretnych efektów. A to oznacza, że inspektorzy intensywnie ruszą w teren.

"Dwa lata to za długo". Oto co ma się teraz stać w sądach pracy

Skala tych kontroli może być znacząca - przyznała na poniedziałkowej konferencji minister pracy.

Pole poszukiwań ewentualnych nieprawidłowości jest rozległe. W sumie, jak przypomniała Dziemianowicz-Bąk, około 1,5 mln ludzi pracuje wyłącznie w oparciu o umowy cywilnoprawne, choć przyznała, że trudno uznać, że wszystkie są umowami śmieciowymi, zasługującymi na przekształcenie. Wcześniej Ministerstwo Finansów szacowało, że około 160 tys. umów B2B to fikcyjne działalności gospodarcze, gdzie mamy do czynienia ze stosunkiem pracy, ale ukrywanym pod formą jakiegoś kontraktu.

Nie oznacza to jednak masowych kontroli, bo te mają mieć bardziej celowany charakter. To dlatego, że ZUS (gdzie Lewica przed chwilą na prezesa powołała bliskiego współpracownika minister pracy - Liwiusza Laskę) i Krajowa Administracja Skarbowa będą przekazywać dane PIP. Pozwoli to PIP lepiej namierzać podmioty do skontrolowania.

Gdzie trafią inspektorzy?

Tyle teorii, bo praktyka może okazać się różna - zwłaszcza że sama Lewica nie wysyła jednoznacznych sygnałów, co będzie priorytetem kontrolerów. Formalnie decydować o tym będzie PIP, ale w końcu na jej czele właśnie stanął Janusz Krasoń, związany co prawda z PIP od lat 90., ale nieprzypadkowo to również były poseł SLD i bliski współpracownik marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego. Zastąpił on w funkcji głównego inspektora Marcina Staneckiego, który raczej szedł w kierunku skupienia się PIP na kontrolach będących skutkiem składanych skarg (a ich liczba mocno wzrasta). Ten kierunek jednak nie znalazł poparcia w szeregach Lewicy.

Szefowa klubu Lewicy Anna Maria Żukowska w programie "Tłit" w Wirtualnej Polsce we wtorek oględnie stwierdziła, że to inspektorzy pracy mają "zmapowane" przedsiębiorstwa, które być może w przeszłości już stosowały pozorne umowy z pracownikami i teraz te kontrole będą do nich kierowane w pierwszej kolejności.

Jeszcze wcześniej w tym samym programie minister pracy Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, na kanwie trwającej afery w systemie ochrony zdrowia i ujawnianych przez media horrendalnych zarobków części lekarzy, wprost stwierdziła, że inspektorzy mogliby też zaglądać do szpitali i gabinetów lekarskich. - W pracy lekarza mamy dużą dozę autonomii i część tych lekarzy, którzy pracują na kontraktach albo którzy prowadzą praktykę, naprawdę prowadzą działalność gospodarczą i naprawdę jest to relacja business-to-business. Ale znaczna część tych kontraktowych lekarzy z powodzeniem mogłaby, a wręcz powinna zgodnie z kodeksem pracy być na umowie o pracę - uważa minister pracy.

I tak, moim zdaniem PIP z całą pewnością nie powinna omijać publicznych szpitali czy placówek ochrony zdrowia. Rozmawiałam na ten temat z minister zdrowia. Ona to stanowisko podziela - stwierdziła minister Dziemianowicz-Bąk w programie "Tłit".

Z kolei inny ważny polityk Lewicy w nieoficjalnej rozmowie z money.pl idzie w jeszcze innym kierunku. - W pierwszej kolejności inspektorzy będą odwiedzać małe i średnie miejscowości, gdzie mamy do czynienia z jakimś lokalnym monopolistą, jednym dominującym pracodawcą. To tam często dochodzi do sytuacji, w której pracownikom podstawia się pod nos umowy śmieciowe, wiedząc, że w okolicy nie mają alternatywy - przekonuje nasz rozmówca.

Najważniejsze zmiany dot. Państwowej Inspekcji Pracy.
Najważniejsze zmiany dot. Państwowej Inspekcji Pracy. © MRPiPS | AI, TOZ

Obawy w koalicji i opozycji

W obozie rządzącym słychać obawy o to, jak reforma wpłynie na polityczne notowania. - Wchodzimy pomału w okres kampanii wyborczej. To nie jest dobry czas na wdrażanie reformy, której skutkiem będzie zrażenie do siebie jakiejś części przedsiębiorców i pracowników, którzy z różnych względów nie będą zadowoleni z faktu, że ktoś na siłę przekształca im umowy w etaty - przyznaje rozmówca z KO.

W Polsce 2050 słychać podobne opinie. - Zazwyczaj jak Lewica może realizować swój program, to kończy się to niedobrze. Na taką rentę wdowią poszło wiele miliardów złotych, a nie ma z tego jakiegoś dużego politycznego uzysku, a i ten merytoryczny jest wątpliwy - komentuje polityk z partii Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz. - Nigdy reforma PIP nie miała być wycelowana w wielkomiejskie jednoosobowe działalności. To miał być bat na przedsiębiorców zatrudniających całe zakłady rolne czy przemysłowe "na czarno", psując tym samym rynek. Jeśli zacznie się ściganie umownych finansistów przesiadujących w warszawskich wieżowcach, ta reforma nas pogrąży - ocenia rozmówca.

Przypomina też skomplikowaną historię prac nad ustawą reformującą PIP, uwzględniającą kryzys rządowy i osobistą interwencję Donalda Tuska. - Jak reformę PIP Lewica próbowała zrobić na swoją modłę, forsując np. możliwość wstecznego przekształcania umów, to zakończyło się katastrofą. Dopiero po interwencji premiera i naszych negocjacjach reformy PIP z Komisją Europejską, którą w końcu ujęliśmy w Krajowym Planie Odbudowy, udało się przyjąć mniej radykalną wersję ustawy - dodaje rozmówca z Polski 2050.

Po stronie opozycyjnej też słychać obawy o skutki wchodzącej w życie reformy. - Mamy obawy, że po tym, co się dzieje z KAS, tzn. że jej przedstawiciele chodzą i szukają różnych rzeczy na przedsiębiorców, to tak samo będzie się działo w przypadku PIP. Jesteśmy zdania, że każdy powinien mieć wolność wyboru, jeśli chodzi o formę zatrudnienia - mówi Michał Nieznański z Konfederacji.

Reforma PIP wzbudziła szerokie dyskusje, szczególnie jeśli chodzi o możliwość przekształcania umów cywilnoprawnych w umowy o pracę. Przeciw tej zmianie byli przedsiębiorcy, broniły jej natomiast związki zawodowe.

Na początku kwietnia prezydent Karol Nawrocki poinformował, że podpisał nowelizację, ale skierował ją do oceny następczej Trybunału Konstytucyjnego. Swoją decyzję argumentował tym, że ma poważne wątpliwości co do części przepisów - zwłaszcza tych, które przyznają bardzo szerokie uprawnienia PIP wobec przedsiębiorców.

Reforma przewiduje też m.in. wymianę informacji i danych między ZUS, PIP i KAS na potrzeby kontroli i analizy ryzyka oraz usprawnienie kontroli PIP poprzez wprowadzenie kontroli zdalnych. Zakłada ponadto zwiększenie kar za wykroczenia przeciwko prawom pracowniczym.

Wybrane dla Ciebie