Prokuratura Regionalna w Szczecinie poinformowała we wtorek o skierowaniu do sądu aktu oskarżenia dotyczącego umowy zawartej między Polską Żeglugą Bałtycką S.A. a Morską Stocznią Remontową Gryfia S.A. Komunikat rzeczniczki prokuratury Małgorzaty Wojciechowicz zatytułowano "Stępka" – w sprawie kluczowy jest fragment niewybudowanego promu, który ostatecznie miał wartość złomu.
W ocenie śledczych dwaj członkowie zarządu PŻB – w tym prezes Piotr Redmerski (zgodził się na podanie danych - przyp. red.) – mieli dopuścić się czynu polegającego na wyrządzeniu spółce szkody w wielkich rozmiarach: 8 mln 118 tys. 560 zł. Oskarżeni nie przyznali się do winy.
Jak naprawdę wygląda praca na statku? Spędziliśmy 48 godzin z załogą promu
Prokuratura: podpisali kontrakt, choć stocznia nie była gotowa
"Oskarżonym zarzucono, że w okresie od 8 marca 2017 r. do 14 maja 2019 r. jako osoby zobowiązane do zajmowania się sprawami majątkowymi Polskiej Żeglugi Bałtyckiej S. A. nie zachowali ostrożności wymaganej w danych okolicznościach i podpisali z Morską Stocznią Remontową Gryfia S. A. kontrakt na zaprojektowanie, wybudowanie i dostawę promu, pomimo że stocznia nie była przygotowana do realizacji projektu od strony ekonomicznej z uwagi na złą sytuację finansową i majątkową oraz od strony organizacyjnej, gdyż nie dysponowała odpowiednim zapleczem technicznym i kadrą pracowników mających wystarczające doświadczenie w budowie promów Ro-Pax" - wyjaśniono w komunikacie prokuratury regionalnej.
W akcie oskarżenia wskazano również aneksy do kontraktu, które dotyczyły modyfikacji projektu kontraktowego oraz opracowania projektu technicznego. W tym zakresie – jak ocenia prokuratura – PŻB poniosła szkodę majątkową w wysokości 7 mln 589 tys. 900 zł.
"Stępka" i wyliczenia śledczych
Wątek, od którego pochodzi tytuł komunikatu, dotyczy aneksu odnoszącego się do wykonania "pierwszej sekcji dna podwójnego kadłuba promu". Jak wskazali śledczy, budowę tzw. stępki zlecono mimo że "nie został wykonany w całości projekt kontraktowy promu oraz nie został sporządzony projekt techniczny promu (…)".
Prokuratura wyliczyła w tym fragmencie szkodę na 725 tys. 660 zł, a po uwzględnieniu wartości zezłomowanej części na 528 tys. 660 zł.
"Po odliczeniu wartości zezłomowanej za kwotę 197.000 zł "stępki" daje to kwotę 528 tys. 660 zł" – zaznaczono w komunikacie.
Za czyn z art. 296 par. 1 KK, czyli wyrządzenie szkody znacznych rozmiarów przez nadużycie uprawnień lub niedopełnienie obowiązków, grozi do 5 lat pozbawienia wolności.
Prezes PŻB Piotr Redmerski: To jest szukanie kozła ofiarnego
W rozmowie z PAP prezes PŻB Piotr Redmerski, który kierował spółką od 2016 r. do stycznia 2021 r., a w kwietniu 2024 r. wrócił na stanowisko, stwierdził, że zarzut jest "kuriozalny".
– To jest szukanie kozła ofiarnego – ocenił Redmerski. – Pytałem prokuratora: gdzie ja wyrządziłem szkodę? Cieszę się, że będzie ten proces. Chętnie opowiem o patologiach w ówczesnym ministerstwie (gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej – przyp. red.), o próbie budowania promu wbrew zasadom rynkowym. Mam nadzieję, że sąd bardzo wnikliwie przeanalizuje tę sprawę i to, jak funkcjonują spółki Skarbu Państwa. PŻB była oszukiwana przez ministerstwo i przez MSR Gryfia – podkreślił Redmerski.
Prezes wyjaśnił również, jak rozumie użyte przez siebie określenie "oszustwa". – Stocznia zrobiła to dosłownie po tygodniu. My o tym nie wiedzieliśmy – powiedział Redmerski.
Wyrejestrowanie budowanego promu z Polskiego Rejestru Statków miało skutkować tym, że stępka – ostukiwana młoteczkiem w czerwcu 2017 r. przez ówczesnego wicepremiera Mateusza Morawieckiego – później miała już jedynie wartość złomu.
Redmerski zwrócił uwagę, że budowa promu w Szczecinie była "projektem politycznym". Kontrakt podpisała MSR Gryfia, a przedsięwzięcie miało być realizowane w Szczecińskim Parku Przemysłowym, na terenie dawnej Stoczni Szczecińskiej. Prezes przypomniał też, że w 2017 r. PŻB finalizowała zakup używanego promu, który później operował na Bałtyku jako M/F Cracovia. – Ministerstwo wstrzymywało nam zakup Cracovii, w zamian z podpisanie kontraktu z Gryfią – powiedział Redmerski.
Szef PŻB przyznał, że domagał się od MSR Gryfia gwarancji dotyczących możliwości zbudowania promu Ro-Pax, a stocznia – jak relacjonował – miała składać oświadczenia o współpracy z kooperantami budującymi takie jednostki. Redmerski wskazał również na deklaracje dokapitalizowania MSR, co miało pozwolić na unowocześnienie parku maszynowego i rozwój potencjału produkcyjnego.
– Zostałem odwołany ze stanowiska 11 lutego 2021 r. Dzień po tym, jak zażądałem od MSR Gryfia zwrotu zaliczki – podsumował Redmerski.
Drugim oskarżonym jest były członek zarządu ds. inwestycji tonażowych PŻB, pełniący tę funkcję od lutego 2017 r. do czerwca 2020 r. PAP przypomina także, że PŻB (Polferries) i Unity Line (Polska Żegluga Morska i EuroAfrica) od 30 marca br. działają w ramach spółki operacyjnej POLSCA, która – dysponując 11 promami – ma skonsolidować potencjał polskich armatorów promowych i odbudować ich dominującą pozycję na Bałtyku.
Źródło: PAP