Dziennik dotarł do aktu oskarżenia w sprawie afery Collegium Humanum. Śledztwo od 2022 r. prowadzą Centralne Biuro Antykorupcyjne i katowicka prokuratura, a jego przedmiotem jest proceder handlu dyplomami, które umożliwiały kandydatom zdobywanie lukratywnych posad w radach nadzorczych spółek skarbu państwa.
Według ustaleń "GW" zarzuty przedstawiono już 84 osobom, którym zarzuca się popełnienie łącznie 407 przestępstw. Kluczowym dowodem w sprawie są zeznania byłego rektora uczelni, Pawła Cz., który po zatrzymaniu w 2024 r. zdecydował się na współpracę z organami ścigania i opisał mechanizm korupcyjny.
WIDEO"Nikt sobie nie uświadamia". Porównał Polskę i USA
Jak podaje "Wyborcza", korzenie afery sięgają 2016 r., gdy ówczesna większość sejmowa znowelizowała ustawę o zarządzaniu mieniem skarbu państwa. Wprowadzono wówczas zapis, dzięki któremu ukończenie podyplomowych studiów Master of Business Administration stało się jedną z dróg do zasiadania w organach nadzorczych spółek państwowych.
"GW" opisuje system kamuflażu, który miał ukryć fakt, że "studenci VIP" nie uczestniczyli w zajęciach ani nie posiadali wymaganej wiedzy. Uczelnia miała stosować antydatowanie umów, by symulować pełny cykl dwusemestralnej nauki.
W rzeczywistości dyplomy można było uzyskać w kilka tygodni, choć zdarzało się, że nawet w kilkadziesiąt minut. Z relacji świadków - w tym drukarza dokumentów oraz pracowników rektoratu - wynika, że proces wydawania świadectw odbywał się "na cito".
Dostawali pytania i gotowe odpowiedzi
Jak podaje "GW", w kwestii egzaminów funkcjonowały systemowe ułatwienia: testy końcowe były powtarzalne, a studenci mieli często otrzymywać pytania wraz z gotowymi odpowiedziami jeszcze przed egzaminem.
W skrajnych przypadkach dyplomy wydawano bez jakiegokolwiek sprawdzania wiedzy, a po przeniesieniu zajęć do trybu zdalnego w czasie pandemii COVID-19 procedura ta stała się jeszcze prostsza. W niektórych przypadkach zaliczenie rzekomo uzyskiwano bez przystępowania do egzaminu.
źródło: PAP