"To ostatni rok". Rosyjski ekonomista punktuje Putina
Rosyjski ekonomista Wiaczesław Szirajew ocenił, że sankcje coraz mocniej osłabiają gospodarkę Rosji, a limit wydatków na wojnę zbliża się do granicy. W jego ocenie przedłużenie walk na 2027 r. oznaczałoby wejście w ostrą fazę kryzysu.
Wiaczesław Szirajew, rosyjski analityk ekonomiczny, w wywiadzie dla portalu WNP stwierdza, przedłużanie wojny na rok następny to już totalna katastrofa dla gospodarki. Ocenił zarówno skutki zachodnich sankcji wobec Rosji, jak i politykę zastępowania importu krajową produkcją.
Wskazuje, że rosyjski rynek jest zbyt mały, by w praktyce odtworzyć ofertę globalnych koncernów, a brak konkurencji sprzyja monopolom i nieefektywnym wydatkom państwa. Jako przykład podaje nieudane próby budowy własnych samolotów pasażerskich.
Tej firmy zazdrości nam Europa. Oglądaj "Biznes Klasę"
Inwestycje, inflacja i dodruk pieniądza
Szirajew twierdzi, że Rosja nadal musi importować kluczowe towary z perspektywy wojskowej, a dziś robi to głównie z Chin. Jednocześnie wskazuje na odcięcie od światowego systemu kredytowego i spadek inwestycji, którego mają nie ukrywać nawet oficjalne statystyki.
W jego ocenie skutkiem jest oparcie finansowania na dodruku pieniądza i ryzyko scenariusza zbliżonego do modelu gospodarczego Korei Północnej.
W wywiadzie dla WNP padają też konkretne liczby dotyczące presji cenowej i kursu walut. Ekonomista przekonuje, że rubel jest sztucznie wzmacniany, a alternatywą dla obecnej polityki miałby być gwałtowny spadek kursu nawet do 200-250 rubli za dolara (przy poziomie poniżej 100 rubli za 1 dolara, o którym mówi Szirajew).
Dodaje, że po pierwszych trzech miesiącach roku inflacja przekroczyła 4,5 proc., a w skali całego roku może wynieść co najmniej 15 proc.
Szirajew mówi również o rozdźwięku między oficjalnie liczonym wzrostem cen a stopą bazową banku centralnego. Ekonomista podaje relację jak jeden do trzech i wskazuje na przykład: 5 proc. oficjalnej inflacji oraz 15-proc. stawkę banku centralnego. Jako ilustrację zmian cen wymienia m.in. makarony droższe co najmniej o 100 proc. względem okresu sprzed wojny oraz samochody, które w czasie wojny podrożały o ok. 200 proc.
Utrata rynku w Europie i problem z eksportem gazu
Szirajew wyjaśnia, dlaczego – jego zdaniem – Rosja nie zastąpi rynku europejskiego innymi kierunkami. Wymienia pięć podstawowych towarów eksportowych: gaz, ropę, produkty metalurgiczne, drewno i węgiel, przy czym trzy ostatnie sektory określa jako praktycznie bankrutujące.
Podkreśla też różnicę w wolumenach gazu: Europa kupowała wcześniej ok. 200 mld m sześc. rocznie, podczas gdy do Chin trafia – jak mówi – nie więcej niż 30 mld m sześc., a ok. 40 mld m sześc. płynie do Turcji.
Wątek europejskiego embarga na rosyjskie surowce energetyczne rozmówca wiąże z narastającym ryzykiem gospodarczym. Wskazuje, że od 2027 r. ma obowiązywać pełne embargo w Europie, a Moskwa – w jego ocenie – nie ma realnego zastępczego kierunku handlowego. Ekonomista krytykuje też decyzję o żądaniu płatności za gaz w rublach i opisuje rosnący udział rozliczeń w tej walucie (60 proc.), zaznaczając, że przy braku zaufania partnerów kończy się to często wymianą o charakterze barterowym.
"To ostatni rok"
Ekonomista podkreśla też problem kosztów tzw. operacji wojskowej i momentu zwrotnego w wojnie w Ukrainie.
Wydaje mi się, że to ostatni rok wojny. Przedłużanie wojny na rok następny to już totalna katastrofa dla gospodarki - ocenia w wywiadzie.
Dodaje, że najdotkliwsze skutki społeczne mają się pojawić wtedy, gdy kryzys wejdzie w sektor bankowy: możliwe mają być masowe zwolnienia, opóźnienia wypłat i dalsze ograniczanie zatrudnienia, które – jak stwierdza – już dziś dotyczy co najmniej 25 proc. firm.
W innym fragmencie wskazuje też na czynniki militarno-gospodarcze, które mają pogarszać sytuację Rosji na froncie, w tym na kryzys naftowy wynikający z ataków na rafinerie i terminale naftowe.
Źródło: WNP