"To ostatni rok". Rosyjski ekonomista punktuje Putina

Rosyjski ekonomista Wiaczesław Szirajew ocenił, że sankcje coraz mocniej osłabiają gospodarkę Rosji, a limit wydatków na wojnę zbliża się do granicy. W jego ocenie przedłużenie walk na 2027 r. oznaczałoby wejście w ostrą fazę kryzysu.

SAINT PETERSBURG, RUSSIA - JUNE 5: Russian President Vladimir Putin speaks during the plenary of the Saint Petersburg International Economic Forum SPIEF'26 on June 5, 2026 in Saint Petersburg, Russia. Russian President Vladimir Putin took part in the annual business forum on Friday. (Photo by Contributor/Getty Images) Władimir Putin
Źródło zdjęć: © GETTY | Contributor
Przemysław Ciszak

Wiaczesław Szirajew, rosyjski analityk ekonomiczny, w wywiadzie dla portalu WNP stwierdza, przedłużanie wojny na rok następny to już totalna katastrofa dla gospodarki. Ocenił zarówno skutki zachodnich sankcji wobec Rosji, jak i politykę zastępowania importu krajową produkcją.

Wskazuje, że rosyjski rynek jest zbyt mały, by w praktyce odtworzyć ofertę globalnych koncernów, a brak konkurencji sprzyja monopolom i nieefektywnym wydatkom państwa. Jako przykład podaje nieudane próby budowy własnych samolotów pasażerskich.

Tej firmy zazdrości nam Europa. Oglądaj "Biznes Klasę"

Inwestycje, inflacja i dodruk pieniądza

Szirajew twierdzi, że Rosja nadal musi importować kluczowe towary z perspektywy wojskowej, a dziś robi to głównie z Chin. Jednocześnie wskazuje na odcięcie od światowego systemu kredytowego i spadek inwestycji, którego mają nie ukrywać nawet oficjalne statystyki.

W jego ocenie skutkiem jest oparcie finansowania na dodruku pieniądza i ryzyko scenariusza zbliżonego do modelu gospodarczego Korei Północnej.

W wywiadzie dla WNP padają też konkretne liczby dotyczące presji cenowej i kursu walut. Ekonomista przekonuje, że rubel jest sztucznie wzmacniany, a alternatywą dla obecnej polityki miałby być gwałtowny spadek kursu nawet do 200-250 rubli za dolara (przy poziomie poniżej 100 rubli za 1 dolara, o którym mówi Szirajew).

Dodaje, że po pierwszych trzech miesiącach roku inflacja przekroczyła 4,5 proc., a w skali całego roku może wynieść co najmniej 15 proc.

Szirajew mówi również o rozdźwięku między oficjalnie liczonym wzrostem cen a stopą bazową banku centralnego. Ekonomista podaje relację jak jeden do trzech i wskazuje na przykład: 5 proc. oficjalnej inflacji oraz 15-proc. stawkę banku centralnego. Jako ilustrację zmian cen wymienia m.in. makarony droższe co najmniej o 100 proc. względem okresu sprzed wojny oraz samochody, które w czasie wojny podrożały o ok. 200 proc.

Utrata rynku w Europie i problem z eksportem gazu

Szirajew wyjaśnia, dlaczego – jego zdaniem – Rosja nie zastąpi rynku europejskiego innymi kierunkami. Wymienia pięć podstawowych towarów eksportowych: gaz, ropę, produkty metalurgiczne, drewno i węgiel, przy czym trzy ostatnie sektory określa jako praktycznie bankrutujące.

Podkreśla też różnicę w wolumenach gazu: Europa kupowała wcześniej ok. 200 mld m sześc. rocznie, podczas gdy do Chin trafia – jak mówi – nie więcej niż 30 mld m sześc., a ok. 40 mld m sześc. płynie do Turcji.

Wątek europejskiego embarga na rosyjskie surowce energetyczne rozmówca wiąże z narastającym ryzykiem gospodarczym. Wskazuje, że od 2027 r. ma obowiązywać pełne embargo w Europie, a Moskwa – w jego ocenie – nie ma realnego zastępczego kierunku handlowego. Ekonomista krytykuje też decyzję o żądaniu płatności za gaz w rublach i opisuje rosnący udział rozliczeń w tej walucie (60 proc.), zaznaczając, że przy braku zaufania partnerów kończy się to często wymianą o charakterze barterowym.

"To ostatni rok"

Ekonomista podkreśla też problem kosztów tzw. operacji wojskowej i momentu zwrotnego w wojnie w Ukrainie.

Wydaje mi się, że to ostatni rok wojny. Przedłużanie wojny na rok następny to już totalna katastrofa dla gospodarki - ocenia w wywiadzie.

Dodaje, że najdotkliwsze skutki społeczne mają się pojawić wtedy, gdy kryzys wejdzie w sektor bankowy: możliwe mają być masowe zwolnienia, opóźnienia wypłat i dalsze ograniczanie zatrudnienia, które – jak stwierdza – już dziś dotyczy co najmniej 25 proc. firm.

W innym fragmencie wskazuje też na czynniki militarno-gospodarcze, które mają pogarszać sytuację Rosji na froncie, w tym na kryzys naftowy wynikający z ataków na rafinerie i terminale naftowe.

Źródło: WNP

Wybrane dla Ciebie