W analizie opisywanej przez Deutsche Welle wskazano, że dochody z niemieckiego podatku energetycznego od benzyny i oleju napędowego spadły z 37 mld euro w 2016 r. do 33 mld euro w ubiegłym roku. Skala obciążeń na paliwach pozostaje wysoka: litr oleju napędowego to 47,04 centa podatku, a litr benzyny 65,45 centa, do tego opłata CO2 i 19 proc. VAT.
Jens Boysen-Hogrefe z Instytutu Gospodarki Światowej (KfW) w Kilonii zwraca uwagę, że elektryfikacja transportu podkopuje dotychczasowy model dochodów państwa. – Ludzie odchodzą od benzyny i oleju napędowego – powiedział w rozmowie z DW.
Międzynarodowa Agencja Energetyczna podaje, że w Europie sprzedaż aut elektrycznych w I kw. wzrosła o prawie 30 proc. rok do roku, a w Norwegii 95 proc. nowych rejestracji to elektryki.
DLA CIEBIEPrzetestował setki zawodów. Który wybrałby na start? - Wojciech Kaczmarczyk II Pierwsza praca #4
Więcej "elektryków", mniej pieniędzy na utrzymanie dróg
Rada Naukowa przy niemieckim ministrze ds. cyfryzacji i transportu prognozuje, że do 2050 r. wpływy z podatku energetycznego mogą spaść do 5 mld euro.
"Zmiana napędu ma skutki fiskalne, o których dotychczas prawie się nie dyskutuje" – ostrzega w ekspertyzie.
W tle są też zachęty podatkowe: choć premia zakupowa została zniesiona pod koniec 2023 r., auta elektryczne pozostają w Niemczech zwolnione z podatku od pojazdów do 2035 r., a firmy mają ulgi inwestycyjne. Inne państwa już wprowadzają opłaty: w Wielkiej Brytanii ma ruszyć eVED od kwietnia 2028 r., a w Niemczech w debacie wraca opłata drogowa zależna od dystansu lub wariant winietowy.
Źródło: Deutsche Welle