Haniebny apel Trumpa. Jest aż tak zdesperowany? [OPINIA]

Donald Trump w weekend wezwał Ukrainę do zaprzestania ataków na rosyjskie rafinerie paliwowe. – Niech atakuje cele, ale nie diesla, bo powoduje braki tego paliwa. To nie jest spowodowane przez Bliski Wschód, tylko tym, co dzieje się z Rosją i Ukrainą – przekonywał Trump. Prezydent USA tym samym nie tylko zakłamuje rzeczywistość, ale znów wpisuje się w narrację Rosji.

Donald Trump, Wołodymyr ZełenskiDonald Trump, Wołodymyr Zełenski. W tle: ceny paliw w USA 10 września, pożar po ataku Rosji na Kijów
Źródło zdjęć: © GETTY | Danylo Antoniuk, David Paul Morris, Maxym Marusenko, Pete Kiehart
Michał Wąsowski

– On (Zełenski) musi zrobić jedną rzecz – musi przestać niszczyć benzynę i diesla w Rosji. Niech atakuje cele, ale nie diesla, bo powoduje braki tego paliwa. To nie jest spowodowane przez Bliski Wschód, tylko tym, co dzieje się z Rosją i Ukrainą – mówił w niedzielę Donald Trump

Ceny diesla bolą prezydenta USA, bo po raz pierwszy w historii przekroczyły one 6 dolarów za galon – czyli ok. 5,9 zł za litr. Amerykanie, oczywiście, nie są zadowoleni z takiego stanu rzeczy. Przyzwyczajeni do niskich cen, do tego wszędzie poruszający się samochodami, od miesięcy mocno odczuwają w portfelach skutki sytuacji na rynku ropy i paliw. I nie tylko przy tankowaniu, bo wraz z cenami paliw rośnie inflacja. 


DLA CIEBIE
Morning Run Club by Opel Astra


Donald Trump przemówił językiem Rosji

Obarczanie Ukrainy winą za to, że próbuje osłabić agresora na wszystkie sposoby, jest oczywiście absurdalne i obrzydliwe. I wpisuje się idealnie w rosyjską narrację. By nie powiedzieć: wygląda, jakby było podyktowane przez Kreml. 

Jest to tym bardziej oburzające – choć nie zaskakujące – że Ukraińcy nie dokonują ataków na ludność cywilną, nie zabijają niewinnych ludzi – tak jak robią to Rosjanie w Ukrainie. Ukraina nie wysadza rakietami szkół, szpitali ani budynków mieszkalnych, tak jak robią to Rosjanie. Uderzają w strategiczne cele energetyczne, które osłabiają Rosję jako państwo i jej militarne możliwości. 

Kolejny raz amerykański prezydent zapomina, że to Rosja zaatakowała Ukrainę. To przez decyzję Rosji śmierć poniosły tysiące cywilów i ponad 2 miliony żołnierzy zginęło lub zostało rannych (po obu stronach konfliktu). To przez wojnę Putina cały świat, a w szczególności Europa, musiał zmierzyć się z bolesnym kryzysem energetycznym.

Trump powinien więc, jeśli chce kogoś koniecznie oskarżyć o wysokie ceny diesla, wskazać palcem Władimira Putina. Ale nie od dziś wiadomo, że Trump w wielu kwestiach prezentuje stanowiska zbieżne z rosyjskimi i wielokrotnie chwalił prezydenta Rosji. 

Prezydent USA wskazuje na wschód Europy jako źródło problemów z paliwami, żeby odsunąć podejrzenia od siebie oraz ataku na Iran. Jego wypowiedź to próba przesunięcia ciężaru winy na kogoś innego, chociaż Amerykanie zdają się mieć już jasne zdanie na ten temat. 

Amerykanie miażdżą politykę Trumpa w sondażach

Według sondażu CNN z lipca – a więc jeszcze przed szczytem cen diesla – 65 proc. obywateli USA uważało, że Trump swoimi działaniami pogorszył stan gospodarki USA. Tylko 22 proc. uznało, że polepszył, a 13 proc. nie widziało wpływu. Jeszcze większy odsetek, bo 67 proc., uważa, że atak Stanów na Iran zaszkodził USA.

Tylko 30 proc. Amerykanów aprobuje to, jak Trump zajmuje się gospodarką, choć w marcu 2025 r. odsetek ten wynosił 44 proc. 

W konkretnych sprawach jest jeszcze gorzej. Tylko 25 proc. Amerykanów popiera sposób radzenia sobie przez Trumpa z inflacją, 21 proc. – z cenami paliw. W obu kwestiach nawet wśród jego zwolenników jest spory odsetek niezadowolonych. 

Ogólnie poparcie dla Trumpa, według CNN, jest bliskie najniższemu poziomowi w historii prezydentur Trumpa (34 proc.), a rekordowo niskie jest silne poparcie (15 proc.). Również wśród Republikanów Trump jest obecnie oceniany najniżej w historii: popiera go 78 proc. badanych. Ale tylko 19 proc. Republikanów entuzjastycznie ocenia jego drugą kadencję – choć jeszcze wiosną zeszłego roku było to 38 proc. 

Trump rozpaczliwie próbuje odsunąć od siebie winę

Trump – i tym samym republikanie – są więc raczej w kryzysowej, pod kątem wizerunku i poparcia, sytuacji. Dlatego też prezydent USA wskazał palcem winnego cen diesla: Ukrainę, która atakuje rosyjskie rafinerie. Rzecz w tym, że jest to zakłamywanie rzeczywistości, z prostego powodu: gdyby Rosja nigdy nie zaatakowała Ukrainy i nie rozpoczęła wojny, to nie byłoby problemu w rafineriach. I nie byłoby jeszcze większego problemu, gdyby USA nie zaatakowały Iranu. To ta ostatnia decyzja popchnęła ceny ropy i gazu w górę oraz wywołała trwały kryzys wokół cieśniny Ormuz. 

Jak opisywaliśmy, Amerykanie zapłacili słony rachunek za działania Trumpa i atak na Iran. Według wyliczeń France24, 100 mld dol. to koszt samej militarnej agresji. A kolejnych 100 mld dol. to kwota, która na skutek wojny wyparowała z kieszeni obywateli USA.  

Według analizy Watson Institute z Brown University amerykańscy konsumenci zapłacili właśnie taką kwotę za benzynę i diesel od początku wojny z Iranem. To oznacza średnio 770 dolarów na gospodarstwo domowe, z czego 55 miliardów to nadwyżka wydatków na samą benzynę, a 46 miliardów na diesel. 

Amerykanie są coraz bardziej świadomi, że to właśnie przywódca ich kraju stoi za rekordowymi cenami paliw. Apel Donalda Trumpa był więc równie kłamliwą, co desperacką próbą odwrócenia kota ogonem i zaczarowania rzeczywistości. I jak to często w przypadku wypowiedzi Trumpa bywa, zadowolony z niej może być przede wszystkim jeden człowiek: Władimir Putin. 

Wybrane dla Ciebie