Nasz czytelnik sfinansował zakup samochodu używanego w AAA Auto — to czeski gigant działający również w kilku innych krajach Europy, w tym w Polsce — w dużej mierze za pomocą kredytu. Całkowity koszt pojazdu wyniósł 18 400 złotych. Klient wpłacił 4 tys. złotych wkładu własnego, a resztę kwoty rozłożono na raty.
– Kupiłem samochód w maju tego roku na raty. Kredyt wyniósł ostatecznie ponad 16 tysięcy złotych – relacjonuje pan Damian z Warszawy w rozmowie z money.pl (dane zmienione).
Kilkaset kilometrów i poważna awaria
Radość z nowego nabytku nie trwała długo. Samochód zaczął sprawiać poważne problemy techniczne zaraz po wyjeździe z salonu. Klient zdążył nacieszyć się jazdą przez bardzo krótki czas, po czym auto odmówiło posłuszeństwa w sposób, który uniemożliwił bezpieczne poruszanie się po drogach.
WIDEOPolska przegrywa stawkami. "We Francji i Niemczech płaci się lepiej"
Przejechałem tym samochodem zaledwie 490 kilometrów. Podczas ostatnich podróży auto drastycznie traciło moc i szarpało. Pojazd nie dał rady wjechać pod górkę, zapalały się również kontrolki, w tym kontrolka silnika - twierdzi nasz rozmówca.
- Auto kompletnie nie nadaje się do jazdy, a ja zostałem z ratami w wysokości blisko 400 złotych, które oczywiście regularnie płacę, aby nie mieć problemów z bankiem – tłumaczy.
Diagnoza mechanika: poważne wady silnika
Dlaczego nasz czytelnik w ogóle dalej płaci raty, skoro auto używane powinno być objęte rękojmią sprzedawcy? Okazało się, że odstąpienie nie jest takie proste. By mieć ku niemu podstawy, klient udał się do niezależnego warsztatu w celu weryfikacji stanu technicznego. Mechanicy stwierdzili liczne mankamenty jednostki napędowej.
W salonie sprzedano mi dodatkowe ubezpieczenie Carlife i początkowo chciałem z niego skorzystać. Kiedy jednak niezależny mechanik wydał opinię, że silnik to wrak i najlepiej po prostu odstąpić od umowy, tak właśnie zrobiłem. Z opinii warsztatu wynikało, że samochód ma poważne wady silnika, w tym wypadające zapłony oraz różnicę dwóch barów na cylindrze. Uznałem, że gwarancja nic tu nie da, bo samochód odbiega znacząco od stanu, jaki mi deklarowano – dodaje pan Damian.
Długa droga do odstąpienia od umowy. "Samochód jest sprawny"
Zgodnie z prawem konsumenckim, w przypadku wykrycia istotnej wady fizycznej rzeczy, kupujący ma prawo złożyć oświadczenie o odstąpieniu od umowy. Firma AAA Auto na początku lipca zabrała samochód do swojego oddziału w celu przeprowadzenia własnej diagnozy. Wyniki wewnętrznego badania sieci komisów całkowicie rozminęły się z opinią niezależnego warsztatu.
Napisałem oficjalne oświadczenie o odstąpieniu od umowy, ale firma je odrzuciła. Stwierdzili, że samochód jest sprawny. Według ich opinii badanie to potwierdziło i poproszono mnie o odbiór auta z placu. Nie zrobiłem tego. Kiedy poprosiłem o konkrety diagnozy, po prostu mnie zbyto. Usłyszałem, że ewentualnie mogą mi wysłać filmik z badania. To dla mnie szok, ponieważ wysłałem im wszystko czarno na białym, diagnozę z niezależnego warsztatu oraz wydruki diagnostyczne – relacjonuje czytelnik money.pl.
Sprawa utknęła w martwym punkcie, a pojazd nadal znajduje się na terenie dealera. Klient postanowił poszukać pomocy prawnej na zewnątrz, ponieważ polubowne załatwienie sporu okazało się niemożliwe.
– Na dziś samochód stoi na placu AAA. Nie dostałem żadnych konkretnych wyników ich badania od sprzedawcy. Auto czeka na niezależnego rzeczoznawcę i na dniach pojawi się ostateczna diagnoza. Aktualnie oficjalnie sprawę przejęli rzecznik praw konsumenta oraz nasz adwokat. Jeśli firma nie pójdzie na ugodę, jestem w pełni gotowy na drogę sądową – podsumowuje pan Damian.
Zarzuty ze strony urzędu antymonopolowego
Sytuacja naszego czytelnika wpisuje się w szerszy kontekst działań spółki Autocentrum AAA Auto. W lipcu tego roku UOKiK postawił firmie zarzuty naruszenia zbiorowych interesów konsumentów. Główny problem dotyczył sposobu sprzedaży samochodów na kredyt oraz zmuszania klientów do zakupu dodatkowych usług.
Z informacji zebranych przez urząd wynika, że klienci mogli nabyć auto na raty wyłącznie w pakiecie z płatnymi dodatkami. Wśród narzucanych produktów znalazły się między innymi lokalizatory GPS, dodatkowe ubezpieczenia oraz pakiety gwarancyjne. Warto zauważyć, że nasz czytelnik również wspomniał o ubezpieczeniu Carlife, które dołączono do jego umowy.
Prezes UOKiK Tomasz Chróstny w oficjalnym komunikacie podkreślił, że klientom oferowano zakup samochodu na raty, ale pod warunkiem dokupienia dodatkowych produktów lub usług. W efekcie konsumenci musieli spłacać wyższy kredyt, niż pierwotnie zaplanowali, a różnice sięgały często kilku tysięcy złotych. Urząd zaznacza, że taka praktyka może naruszać zbiorowe interesy konsumentów, za co grozi kara w wysokości do 10 proc. rocznego obrotu przedsiębiorstwa.
Kolejny zarzut urzędu dotyczył braku jasnych informacji o lokalizatorach GPS. Klienci nie otrzymywali podstawowych danych o sprzęcie, a co ważniejsze, nie wiedzieli o automatycznym przedłużaniu płatnej subskrypcji na kolejne lata. Aby uniknąć opłat, konsumenci musieli wysyłać wypowiedzenia w rygorystycznych terminach, o których nikt ich wcześniej nie poinformował.
Głosy niezadowolonych klientów na rynku
Niezadowoleni klienci AAA Auto dają upust emocjom m.in. na zbierającej recenzje stronie TrustPilot. Klienci skarżą się na diametralne różnice między obietnicami składanymi przez telefon a rzeczywistością na placu. Jedna z osób opisuje sytuację, w której jechała po auto dwie godziny, aby na miejscu dowiedzieć się, że pojazd miał wymieniony licznik, a jego realny przebieg jest wyższy o setki tysięcy kilometrów od tego w ogłoszeniu. Inni konsumenci narzekają na drastyczne zaniżanie wartości ich własnych samochodów podczas prób sprzedaży, mimo wcześniejszych zachęcających deklaracji telefonicznych.
Pojawiają się również liczne głosy podobne do historii pana Damiana. Nabywcy zgłaszają, że samochody tuż po zakupie wymagały kosztownych napraw układu napędowego lub zawieszenia. Klienci informują także o brakach w podstawowym wyposażeniu zakupionych aut, takich jak brak koła zapasowego, gaśnicy czy rolety bagażnika. Wiele osób zwraca uwagę na trudności w komunikacji z firmą w momencie, gdy pojawia się chęć zgłoszenia reklamacji lub zwrotu wadliwego towaru.
Firma odpowiada na zarzuty UOKiK
"(...) Od wielu lat konsekwentnie walczymy z nieuczciwymi praktykami na rynku samochodów używanych i jesteśmy zaangażowani w prowadzenie sprzedaży w sposób przejrzysty i transparentny. Naszym celem jest zapewnienie klientom najwyższej jakości obsługi, aby zawsze z satysfakcją do nas wracali" - oświadczyło biuro prasowe AAA Auto, w przesłanym PAP komunikacie.
Warto przypomnieć, że obecne postępowanie urzędu ochrony konsumentów nie jest pierwszą interwencją w sprawie tej firmy. Pod koniec ubiegłego roku prezes urzędu wydał decyzję, w której stwierdził wprowadzanie konsumentów w błąd w kwestii cen samochodów. Sprawa ta znajduje się aktualnie na etapie sądowym. Historia naszego czytelnika najprawdopodobniej również znajdzie swój koniec na sali rozpraw, jeśli mediacje z udziałem rzecznika praw konsumentów nie przyniosą oczekiwanego skutku.
Poprosiliśmy też spółkę o ustosunkowanie się do opisywanego przez nas przypadku pana Damiana. "Pragnę zwrócić uwagę, że każdy przypadek rozpatrujemy i analizujemy indywidualnie. Jestem przekonana, że właściciel samochodu, o którym Państwo wspominają, jest w stałym kontakcie z firmą AAA AUTO, a sprawa zostanie niezwłocznie wyjaśniona" - przekazała nam w korespondencji mailowej Wiktoria Piątkowska z biura prasowego AAA AUTO.