Narzekania na drogie paliwo zaczynają mnie denerwować [OPINIA]

Wiem, że na pochwały nie zasłużę, ale muszę coś wyraźnie powiedzieć. Szczególnie denerwują mnie narzekania na drogie paliwo i żądanie, żeby rząd coś z tym zrobił - pisze w opinii dla money.pl analityk rynków Piotr Kuczyński.

Piotr Kuczyński komentuje nastroje związane z cenami paliwPiotr Kuczyński komentuje nastroje związane z cenami paliw
Źródło zdjęć: © Adobe Stock | AnastasiiaAkh, ZipZapic.com
Piotr Kuczyński

Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.

Oczywiście, paliwo jest droższe niż przed wybuchem wojny prezydenta Trumpa. I to do niego powinny iść skargi na jego koszt. Nawiasem mówiąc, w USA karierę już powoli robi określenie "trumpinflacja". Jeśli to jeszcze trochę potrwa, to Republikanie z kretesem przegrają listopadowe wybory (cała Izba Reprezentantów i jedną trzecią Senatu).

Donald Trump musi robić wszystko, żeby zakończyć ostrą fazę tej bezsensownej wojny na wiele tygodni przed wyborami (3 listopada), żeby elektorat zdążył zapomnieć, że płaci o jedną trzecią więcej niż przed wojną. Dlatego też (oraz dlatego, że, jak donosi Reuters, USA wystrzelały się już z precyzyjnych rakiet) ta wojna w sierpniu powinna zamienić się w (mam nadzieję, trwalsze) zawieszenie broni. W prawdziwy pokój nie wierzę, bo zbyt wielu interesariuszy prawdziwego pokoju nie chce.

Wróćmy jednak do Polski. Słyszę od opozycji i nie tylko, bo również od dziennikarzy, że Polacy biednieją i panuje "drożyzna". To jest oczywista nieprawda, co bardzo łatwo sprawdzić. I nie chodzi o chwalenie obecnie rządzących, bo ja chcę pokazać jak to wygląda od czasu wejścia Polski do Unii Europejskiej, czyli podczas rządów wielu opcji politycznych.


WIDEO
Trzęsienie ziemi w CPK. Horała: mógłbym złożyć papiery


Polacy się bogacą

Od 2004 r. (wtedy wchodziliśmy do UE) płaca minimalna wzrosła o 485 proc., a średnia w przedsiębiorstwach o 285 proc. Dla nielubiących procentów: płaca minimalna wzrosła blisko sześciokrotnie, a średnia w przedsiębiorstwach (zatrudniających ponad 9 osób) blisko czterokrotnie.

Oczywiście już słyszę krzyk: a inflacja? Owszem, po odjęciu inflacji okazuje się, że możemy przeciętnie kupić o około 120 proc. więcej tego, co mogliśmy kupić w 2004 r. (dla nielubiących procentów: ponad dwa razy więcej). Tak wzrosła nam siła nabywcza i prawdą jest, że bardzo szybko doganiamy inne państwa europejskie, w których kapitalizm trwał "trochę" dłużej niż u nas. To nie jest propaganda – to jest prawda.

Spójrzmy teraz na cenę paliw. W 2004 r. benzyna kosztowała 3,60 zł. Jeśli dzisiaj jest dwa razy droższa, to i tak możemy jej kupić 2-3 razy więcej. I znowu część z Czytelników powie, że nie należy sięgać w tak odległą przeszłość. Dobrze, spójrzmy na przykład na ostatnie nieco ponad cztery lata (2022 – 2026). Wynagrodzenia wzrosły w tym okresie o 40-43 proc., a cena paliw (średnia) o około 15 proc. W efekcie teraz można za przeciętne wynagrodzenie kupić 20 proc. więcej paliwa.

To prawda, że wydatki na paliwo to dla większości z nas taki "pseudopodatek". Im są wyższe, tym mniejszy nasz dochód rozporządzalny po odjęciu tego kosztu. To szczególnie boli tych Polaków, którzy dużo jeżdżą. Warto jednak pamiętać, że w firmach, które płacą podatek VAT, ta podatkowa część kosztów paliw (VAT wynosi 23 proc.) nie ma znaczenia, bo przecież VAT jest odliczany od należności z tego tytułu. Dla nich liczy się głównie cena paliwa przed podatkiem, czyli wracamy do decyzji Donalda Trumpa.

Rząd uwierzył Trumpowi

Czy rząd powinien wrócić do programu CPN i zmniejszyć zarówno VAT, jak i akcyzę? Mam wrażenie, że rząd, rezygnując z programu, uwierzył w n-te zapewnienie Donalda Trumpa, że w wojnie z Iranem na okres 60 dni zapanuje Memorandum of Understanding (MoU, wstępne porozumienie), a potem, przynajmniej do wyborów w USA, będziemy mieli względny spokój (chociaż pewnie nie pokój). Nic z tego nie wyszło, ale teraz mamy kolejną próbę, więc nic dziwnego, że rząd z pomocą tankującym się nie śpieszy.

Trzeba pamiętać, że za rok mamy wybory, a duża część elektoratu (jeśli nie większość) uważa, że koszt budżetu (1,5 mld złotych miesięcznie) ich nie dotyczy. Dlatego też, jeśli prezydent Trump pójdzie w kierunku kontynuowania tej bezsensownej wojny, to rząd wróci do jakiejś formy CPN. Byłoby to łatwiejsze, gdyby prezydent nie zawetował ustawy od nadzwyczajnych zysków (windfall tax) – miała przynieść 4 mld złotych, co wystarczyłoby na około 3 miesiące CPN.

Pewnie niektórzy Czytelnicy zastanawiają się, dlaczego ja jestem za takim podatkiem, a przeciwny dodatkowemu opodatkowaniu banków – odwrotnie niż prezydent Nawrocki. To banalnie proste – sektor bankowy tworzy finansowy krwioobieg gospodarki przez kredytowanie inwestycji i nie tylko. Szkodzenie temu sektorowi to szkodzenie gospodarce. A nic nie słyszałem o tym, żeby PKN Orlen udzielał kredytów.

Wybrane dla Ciebie