Hongqi H9 to jeden z tych samochodów, które robią wrażenie, gdziekolwiek się pojawią. Zwłaszcza gdy jest w dwukolorowym, fioletowo-złotym malowaniu. Wizualnie od razu przywodzi na myśl modele spod znaku Mercedesa-Maybacha czy BMW serii 7. Ponad pięciometrowa linia nadwozia jest monumentalna, elegancka i ponadczasowa. W końcu Hongqi, czyli Czerwony sztandar, to marka, która przez dekady produkowała samochody wyłącznie dla chińskich dygnitarzy.
Wymiary w mm | |
|---|---|
Długość | 5137 |
Szerokość | 1904 |
Wysokość | 1493 |
Rozstaw osi | 3060 |
Źródło: dane producenta | |
Czerwony pas, biegnący przez środek maski, rozświetla się podczas otwierania i zamykania auta. Tylne światła mają kilka animowanych grafik, które można zmieniać z pozycji menu. Do tego wąskie reflektory przednie, wyrazisty grill i biegnąca pod nim podświetlana listwa. Z zewnątrz Hongqi H9 wygląda naprawdę bogato i dobrze.
DLA CIEBIEWolność czy pieniądze? Zawsze płacisz jakąś cenę - Alina Sztoch II Pierwsza Praca #2
We wnętrzu Hongqi H9
Z przodu na pierwszy rzut oka jest bardzo dobrze. Kierownica z grubym wieńcem, dwa ekrany w monolitycznej tafli, szeroka konsola środkowa, fizyczne przyciski do klimatyzacji, miejsce na smartfona i otwierany po obu stronach schowek. Czar pryska, jeśli przyjrzymy się bliżej materiałom. Plastik, wszędzie plastik – i to taki, który skrzypi. Podobnie zresztą jak podłokietnik.
Do tego archaiczny interfejs, z którym nie można połączyć ani Apple CarPlay ani AndroidAuto. Najbardziej jednak przeszkadzał mi brak możliwości regulacji kierunku nawiewów powietrza. Hongqi H9 zimnym powietrzem dmucha mocno i najczęściej prosto w twarz.
Pasażerom z tyłu po lewej i prawej stronie miejsca na nogi nie brakuje. Rozstaw osi nie ustępuje temu w Klasie S Mercedesa – 3060 mm. Choć sprzedawany jest jako samochód pięciomiejscowy, z tyłu na kanapie istnieją tak naprawdę dwa miejsca. Tunel środkowy jest tak wysoki, że praktycznie eliminuje możliwość korzystania z niego. Lepiej od razu opuścić i zostawić tam podłokietnik – długi, szeroki, wyposażony w schowek, uchwyty na napoje i przede wszystkim dotykowy ekran. Z jego pozycji można sterować multimediami, klimatyzacją, funkcjami samochodu, jak również ogrzewaniem i wentylacją foteli i masażem. Można wysunąć podparcie ud, ale o klasycznym fotelu VIP, który można rozłożyć – zapomnijcie.
Ciekawe też, że w samochodzie będącym limuzyną, nie przewidziano rolet przeciwsłonecznych w drzwiach pasażerów. Bagażnik Hongqi H9 ma około 370–380 litrów pojemności. To nie tak dużo. Do tego dość wąski otwór, ale na kilka walizek miejsce się znajdzie.
Hongqi H9. Silnik, osiągi i zużycie paliwa
Gdy go odebrałem z pełnym bakiem, komputer pokładowy pokazał 387 km zasięgu. Aż sprawdziłem, czy to jednak nie "elektryk"... Ale nie, pod maską kryje się dwulitrowa, turbodoładowana benzyna z czterema cylindrami i miękką hybrydą. Maksymalna moc to 245 KM, zaś moment obrotowy – 380 Nm. Do tego 7-biegowy, dwusprzęgłowy automat DCT i napęd na tylną oś. Przyspieszenie od 0 do 100 km/h zajmuje niecałe 8 sekund.
Fakt, Hongqi H9 lubi się "napić". W mieście spokojnie zużywa 12–13 l benzyny na każde 100 km. Po wyjechaniu w trasę wynik spada do około 8 l/100 km, a gdy przeważają drogi lokalne i krajowe – nawet trochę poniżej. Ostatecznie pokonałem nim 540 km i jeszcze około 150 km zasięgu zostało. Oznacza to, że na jednym baku można przejechać około 700 km. Kto i gdzie nim jeździł przede mną, że tak wyżyłował zużycie paliwa?
Hongqi H9 na drodze. Wrażenia z jazdy
Czy Hongqi H9 to zły samochód? Absolutnie nie. Za kierownicą miałem całkiem sporą – niech mi BMW wybaczy – radość z jazdy. To komfortowy samochód – tak z perspektywy wygody fotela, jak i pracy zawieszenia. Fakt, daleko do wrażeń na poziomie "latającego dywanu", jak w Rolls-Roysie, ale narzekać naprawdę nie można. Dobrze wyciszona jest też kabina, choć dźwięki spod maski czasami wdzierają się do środka.
Lusterka, kamery oraz czujniki parkowania robią robotę. Brakuje skrętnej tylnej osi, bo parkowanie mierzącym ponad 5 metrów Hongqi H9 mimo wszystko potrafi być wyzwaniem, szczególnie w tych nieco ciaśniejszych miejscach. Pytanie, czy na pewno będziecie chcieli się w nie wciskać, zwłaszcza z perspektywą otwierania długich tylnych drzwi dla pasażerów z tyłu. Sam nierzadko wybierałem miejsce nieco dalej, ale równoległe bądź z większą ilością miejsca dookoła.
Hongqi H9 wyposażone jest w adaptacyjny tempomat, czyli taki, który nie tylko utrzymuje zadaną prędkość, ale i odstęp od poprzedzającego pojazdu. To też istotnie wpływa na komfort jazdy w dłuższej trasie, choć w segmencie limuzyn jest po prostu standardem. Do tego armia asystentów – od czujników martwego pola, przez ostrzeganie przed kolizją z przodu, ruchem poprzecznym z tyłu, wykrywanie ograniczeń prędkości i monitorowanie uwagi kierowcy. Jak to w wielu chińskich autach bywa, asystenci są... nadwrażliwi. Wielu z nich po prostu wyłączycie.
Ile kosztuje Hongqi H9? Ceny na polskim rynku
Cennik modelu Hongqi H9 w Polsce startuje od 284 tys. 900 zł. Bez dopłaty dostępne jest z czarnym lakierem. Za dwutonowe malowanie trzeba dopłacić 14 tys. 900 zł. W cenie katalogowej jest też czarna tapicerka, inna – za dodatkowe 4,9 tys. zł. I na tym w zasadzie lista dodatkowo płatnych opcji się kończy. Reszta już w cenie.