Afera na całą Polskę. "Nie wchodzimy do przypadkowych punktów"

Nasze działania nie są nastawione na zysk, tylko na walkę z bezprawiem. Mandaty odgrywają tu dużą rolę edukacyjną – tak szef Krajowej Administracji Skarbowej komentuje w wywiadzie dla money.pl słynną "aferę krewetkową". W rozmowie z nami Marcin Łoboda zapowiada również nadchodzące zmiany w Krajowym Systemie e-Faktur.

Marcin ŁobodaMarcin Łoboda, wiceminister finansów, szef Krajowej Administracji Skarbowej
Źródło zdjęć: © Adobe Stock, KAS | Mat. prasowe
Tomasz Setta
  • Cała sprawa została źle odebrana, choć każdy ma prawo do swoich ocen. Nie ma z pewnością naszej zgody na hejt wobec urzędników – tak szef KAS komentuje sprawę restauratora z Gdańska, ukaranego mandatem za stosowanie niewłaściwej stawki VAT.
  • Nie będzie "dokręcania śruby" podatnikom w związku z trudną sytuacją budżetu państwa, choć pakiet "CPN" uszczuplił nasze dochody – przyznaje w wywiadzie dla money.pl Marcin Łoboda.
  • Podsumowuje również pierwsze pół roku obowiązkowego KSeF-u dla firm i zapowiada zmiany, jakie ogłosi wkrótce wspólnie z szefem resortu Andrzejem Domańskim.

Tomasz Setta, money.pl: Podatnik w relacji z urzędem skarbowym jest dzisiaj petentem czy klientem?

Marcin Łoboda, wiceminister finansów, szef Krajowej Administracji Skarbowej: Zdecydowanie jest klientem. Osoby, które uczciwie rozliczają się i płacą podatki są traktowane bardzo przyjaźnie. Chcemy pomagać i to robimy. To już nie są czasy, gdzie każdy kontakt z urzędem skarbowym z definicji był traktowany jako coś złego.

Wyznaczyliśmy jasną granicę: klient może się pomylić, a my jesteśmy po to, żeby go wspierać w rozliczeniach. Z drugiej strony mamy walkę z przestępczością podatkową. Tam, gdzie nasza analiza ryzyka wykaże duże prawdopodobieństwo oszustwa na znaczne kwoty, stosujemy stanowcze środki przewidziane przez prawo, czyli kontrole celno-skarbowe.


WIDEO
Trzeba mieć pieniądze, żeby oszczędzać? Nie zgadzam się


Pytanie, jak do tego wszystkiego ma się słynna już "afera krewetkowa" sprzed kilku tygodni, czyli nabycie sprawdzające, które zakończyło się dla przedsiębiorcy z Gdańska mandatem za stosowanie nieprawidłowej stawki VAT. Dla niektórych to był manifest tego, że państwo jest silne wobec słabych.

Moim zdaniem to błędny odbiór, z kilku powodów. Po pierwsze, nabycia sprawdzające to mechanizm wprowadzony przez naszych poprzedników w 2022 r. Po drugie, to rozwiązanie typowo prewencyjne. Oznacza to, że nie nastawiamy się na zysk, tylko na przeciwdziałanie naruszeniom prawa. Nabyciem sprawdzającym są objęte takie sytuacje jak niewydawanie paragonów czy nierejestrowanie transakcji za pomocą kas fiskalnych. W ten sposób walczymy z szarą strefą, która zaburza konkurencję i jest problemem dla uczciwych podatników, którzy rejestrują sprzedaż i odprowadzają z tego tytułu podatki.

I są tego efekty: na początku 2023 r. luka VAT wynosiła ok. 14,7 proc. Kolejne lata to wyraźny spadek najpierw do poziomu 7,8 proc., a w zeszłym roku do 4,9 proc. Szara strefa się zmniejsza.

Warto też pamiętać, że nabycie sprawdzające dzieli się na dwa etapy. W pierwszym ustalamy stan faktyczny, natomiast w drugim podejmujemy decyzję o nałożeniu kary. Kodeks karny skarbowy na podstawie różnych przesłanek, takich jak niska szkodliwość społeczna czynu, dopuszcza odstąpienie od kary.

I to nie była właśnie taka sytuacja?

Celem naszych działań jest również prewencja i edukacja, a jedną z metod prewencyjno-edukacyjnych jest właśnie stosowanie mandatów. Czy ktoś kontestuje dzisiaj mandaty za przekroczenie prędkości wystawiane przez policję? Nie, w większości przypadków są przyjmowane, bo kierowcy przyznają się do popełnienia wykroczenia. Te same standardy dotyczą też prowadzenia działalności gospodarczej.

Wciąż nie daje mi spokoju, jak to wszystko wyważyć. Czym innym jest celowa działalność przestępcza, a zupełnie czym innym nieumyślny błąd.

Przepisy jasno określają, kiedy dochodzi do naruszenia prawa. A my działamy w granicach i na podstawie obowiązującego prawa. Zobowiązuje nas do tego konstytucja, a także szereg ustaw i kodeksów. Wobec tego nie możemy rozpatrywać takich sytuacji w kategoriach "błędu". Możemy natomiast określić stopień winy i wymierzyć karę, która powinna być współmierna do przewinienia.

Chcę podkreślić, że poza działaniami prewencyjnymi od lat prowadzimy też różne kampanie informacyjne. To jest nasz pierwszy krok, a dopiero później kontrola firm. Powtórzę: mandaty pełnią również funkcję edukacyjną. Każda taka sprawa również przypomina przedsiębiorcom o obowiązujących przepisach i znaczeniu ich przestrzegania.

Historia, o której rozmawiamy, z pewnością odbiła się szerokim echem. Ma pan jakieś refleksje po tej sprawie? Byliśmy przecież świadkami wezwań do publicznego linczu wobec urzędniczki, która wystawiła mandat.

Nie ma z pewnością naszej zgody na hejt wobec pracowników urzędów skarbowych – to po pierwsze. Poza tym wrócę jeszcze na moment do tego, skąd wzięły się nabycia sprawdzające. My ich nie przeprowadzamy ad hoc, nie wchodzimy do przypadkowych restauracji czy punktów usługowych. Nasze działania są poprzedzone szeroką analizą danych, a także sygnałami np. od klientów. Gromadzimy te informacje, a następnie udajemy się na miejsce i sprawdzamy, czy mają potwierdzenie w rzeczywistości.

Widać to na liczbach. W 2025 r. KAS dokonała blisko 58 tys. nabyć sprawdzających, podczas gdy liczba stwierdzonych nieprawidłowości wyniosła ponad 19 tys. W pierwszym kwartale tego roku przeprowadziliśmy 15 tys. takich czynności, po czym wykryto blisko 6 tys. naruszeń. Podkreślam: jeśli mamy informacje o potencjalnych nieprawidłowościach, musimy je sprawdzić.

Nie ma pan poczucia, że sprawa z Gdańska odbiła się na wizerunku KAS?

Nasze podejście jest od początku niezmienne: celem Krajowej Administracji Skarbowej jest przeciwdziałanie naruszeniom przepisów prawa. Każdy ma prawo do własnej opinii, ale z pewnością nie zgadzam się na hejt w stosunku do pracowników i funkcjonariuszy, którzy każdego dnia z zaangażowaniem, odpowiedzialnością i profesjonalizmem realizują swoje obowiązki na rzecz państwa i obywateli.

W najnowszym raporcie Konfederacji Lewiatan i ekspertów MDDP czytamy, że "hitem fiskusa" są w ostatnich latach tzw. czynności sprawdzające mniej sformalizowane od kontroli celno-skarbowych. Skąd popularność tego rodzaju działań?

To wynika z tego, o czym wspomniałem na początku. Podatnik, czyli nasz klient, może się pomylić w rozliczeniu, a naszym obowiązkiem jest mu pomóc. I tak też do czynności sprawdzających podchodzą sami przedsiębiorcy. My mówimy: złóż korektę deklaracji, zapłać należny podatek, a sprawa będzie załatwiona i większość firm podziela ten punkt widzenia.

To również konsekwencja przesunięcia akcentów w naszej działalności. Najbardziej stanowcze środki, czyli kontrole celno-skarbowe, prowadzimy tam, gdzie analiza ryzyka wskazuje na wysokie prawdopodobieństwo poważnych nieprawidłowości na bardzo duże kwoty. W rezultacie rośnie liczba czynności sprawdzających, spada liczba kontroli, przy czym w obu przypadkach rośnie suma wpłat. To pokazuje, jak efektywnie wykorzystujemy wachlarz narzędzi, który jest do dyspozycji KAS.

Tylko w zeszłym roku urzędnicy skarbowi wszczęli ponad 2,3 mln czynności sprawdzających. To oznacza, że średnio w każdej minucie mamy aż 19 nowych czynności.

Czynności sprawdzające są przeprowadzane przez urzędy skarbowe. Mówimy w tym przypadku o bardzo różnego rodzaju sprawach: to źle zaksięgowane faktury, wrzucenie w koszty czegoś, czego nie powinno się odliczać, ale też źle wpisany NIP, adres, oczywiste pomyłki dotyczące kwot. Tych czynności jest dużo, ale nie wszystkie kończą ustaleniem nieprawidłowości lub korektą deklaracji.

Chcę zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz: czynności sprawdzające angażują w firmach tylko zasoby finansowo-kadrowe. Reszta pracowników może skupić się na swojej codziennej działalności. Inaczej jest w przypadku kontroli celno-skarbowych: te dotyczą już w zasadzie wszystkich.

Większość przedsiębiorców deklaruje we wspomnianym raporcie, że miała styczność z czynnościami sprawdzającymi i na ogół ma dobre doświadczenia. Ale są też wnioski: firmy potrzebują w takich sytuacjach lepszych gwarancji procesowych. Słuszny postulat?

Tak, uważam, że to słuszny kierunek. Do tego zresztą zmierza pakiet zmian w przepisach pod hasłem 'Deregulacja 2.0'. Zgodnie z nim pozycja procesowa takiego podmiotu będzie wzmocniona. Pojawi się też ograniczenie czasowe, kiedy jako KAS możemy przeprowadzać takie czynności.

Wszyscy wiemy, że budżet państwa nie jest w najlepszej kondycji. Krajowa Administracja Skarbowa będzie nam "dokręcać śrubę", żeby wycisnąć z nas jak najwięcej?

Zależy nam przede wszystkim na wsparciu podatników w dobrowolnym wykonywaniu obowiązków podatkowych oraz na likwidowaniu szarej strefy. I to robimy, co zwiększa wpływy do budżetu państwa.

Proszę zauważyć: inflacja jest dziś jednocyfrowa, a mimo to przynosimy do budżetu z tytułu podatku VAT o blisko 12 proc. więcej. To dane za poprzedni rok. O czym świadczą? O tym, że jednocyfrowa inflacja przekłada się u nas na dwucyfrowy wzrost dochodów.

Do połowy tego roku dochody państwa są na poziomie założonym przez KAS. Wydatki w trakcie roku nie są realizowane równomiernie, w pierwszych miesiącach roku wypłacana jest tzw. trzynastka, waloryzowane są wynagrodzenia sfery budżetowej oraz świadczenia emerytalno-rentowe. Z kolei część dochodów jest siłą rzeczy odłożona w czasie. Mam na myśli np. wejście w drugi próg podatkowy, co zwykle ma miejsce dopiero pod koniec roku. W związku z tym w drugiej połowie roku poziom dochodów będzie wzrastać.

W tej chwili przygotowujemy się do układania budżetu na 2027 r. Projekt ustawy budżetowej musimy przekazać Radzie Dialogu Społecznego do uzgodnień do końca sierpnia. W tym procesie opieramy się na naszych danych makroekonomicznych, ale też na danych z różnych innych ośrodków. I nasze prognozy są zazwyczaj zbieżne z oceną dużych banków czy ekspertów Komisji Europejskiej. Trzeba jednak pamiętać, że to tylko prognozy – rok temu, planując budżet na 2026 r., nikt z nas nie przewidział wojny na Bliskim Wschodzie.

Nie oszukujmy się: pakiet "CPN" negatywnie wpłynął na dochody budżetu państwa. Ale pomimo tego poziom tych dochodów i tak jest podobny do tego, co wstępnie szacowaliśmy.

Mija pół roku, od kiedy Krajowy System e-Faktur jest już obowiązkowy dla wszystkich podmiotów. Firmy przeszły przez tę rewolucję "suchą stopą"?

Od początku lutego do systemu wpłynęło już ponad pół miliarda faktur, które przesłało ponad dwa miliony wystawców. Na tej podstawie można powiedzieć, że już niemal każdy korzysta z KSeF.

Od samego początku system działa bez zastrzeżeń i błędów. Były co prawda pewne problemy związane z logowaniem się za pomocą Profilu Zaufanego, ale bardzo szybko je usunęliśmy. Przyłączyliśmy się bowiem do węzła krajowego (Krajowego Węzła Identyfikacji Elektronicznej), co dało możliwość logowania aplikacją mObywatel, e-dowodem, mojeID, bankowością elektroniczną oraz wykorzystywanym już wcześniej Profilem Zaufanym.

Mamy sygnały od przedsiębiorców, że KSeF jest bardzo dobrze oceniany, głównie za szybki dostęp do danych i faktur, co ułatwia funkcjonowanie wielu firmom. KSeF zautomatyzował procesy w przedsiębiorstwach i pozwolił poprawić w nich obieg dokumentów.

Mam wrażenie, że większość obaw, czy wręcz dezinformacji wokół KSeF, była formułowana przez osoby, które nigdy w życiu nie prowadziły żadnej działalności gospodarczej i nie wystawiły ani jednej faktury. Widzimy, że przedsiębiorcy przystosowali się do elektronizacji życia gospodarczego. Dowodem na to jest liczba wystawców, wśród których są również podmioty nieobjęte obowiązkiem korzystania z systemu. Taką zmianę wymusił sam rynek, bo wiele firm mówi dzisiaj: "chcemy odbierać i wystawiać faktury wyłącznie w KSeF, a nie na papierze".

Czy po sześciu miesiącach widać potrzebę jakichś zmian w funkcjonowaniu KSeF?

System cały czas się rozwija i tym samym są planowane nowe funkcjonalności, o których opowiemy w ciągu najbliższych kilku tygodni. Myślę, że na początku sierpnia wspólnie z ministrem finansów i gospodarki Andrzejem Domańskim będziemy mogli zaprezentować kilka zmian, między innymi w działaniu naszej aplikacji – głównie z myślą o najmniejszych przedsiębiorcach.

Chcemy na pewno maksymalnie uprościć wystawianie najczęściej wykorzystywanego typu faktury, czyli podstawowej. Pracujemy nad uproszczonym formularzem, który pozwoli uniknąć wchodzenia w niepotrzebne didaskalia tam, gdzie prowadzący działalność nie mają takiej potrzeby. Wystawianie faktur i korzystanie z aplikacji ma być intuicyjne i ma zajmować jak najmniej czasu.

Do końca roku przedsiębiorcy są zwolnieni z kar za ewentualne błędy przy korzystaniu z KSeF. Widzi pan potrzebę utrzymania tego moratorium także w 2027 r.?

Wszystkie propozycje zmian – podobnie jak przy wprowadzaniu KSeF – są i będą konsultowane. Rozmawiamy z małymi i średnimi firmami, ale też z integratorami, czyli dostawcami oprogramowania finansowo-księgowego dla największych podmiotów. Tak jak wspomniałem, myślę, że więcej na temat potencjalnych zmian i ich charakteru będziemy mogli powiedzieć na początku sierpnia.

Wybrane dla Ciebie